poniedziałek, 22 lipca 2013

Polowanie na Indianę

Nie było łatwo, oj nie. Zerwała kantar, urwała się z uwiązu i uciekła daleeeko :)

Indianka kilka podejść pod nią i towarzyszące jej konie robiła, niestety – bezskutecznie. Klacz, najwyraźniej nabrała niechęci do ograniczeń i rygoru narzuconych przez trening Czegewary i zatęskniła za dawną, pełną swobodą.

Ani myślała wracać do stajni czy na podwórko.

Indianka po kilku niepowodzeniach zawzięła się. Wzięła długą linkę, stary skórzany kantar Hossy i pomaszerowała za niesforną klaczą z mocnym postanowieniem przyprowadzenia jej do stajni. Dawniej wystarczyła delikatna perswazja Indianki – tym razem musiały zostać użyte środki przymusu – czyli kantar i linka.

Podeszła do klaczy. Przytuliła się do niej, pogłaskała i delikatnie założyła jej linkę na rozerwany, ale wiszący na jej szyi kantar parciany. Postanowiła najpierw z tym kantarem dać sobie radę, bo ten stary skórzany strasznie zeschnięty i sztywny i bała się, że koń się go wystraszy – jako nowego sprzętu.

Bardziej się obawiała, że podczas próby nałożenia tego kantaru = koń wyrwie jej się i pogalopuje przed siebie.

No i zaczął się dłuuuugi i stresujący dla Indianki marsz z koniem na lince do którego to marszu nie bardzo klacz przywykła, a dodatkowo rozpraszały ją pozostałe konie.

Indianka robiła co mogła, aby klacz nie wpadła w popłoch i nie wyrwała się jej. Niestety. Raz to się stało. Klacz z łopoczącą linką pognała znów daleko w pole. Jednak już bardziej w kierunku i bliżej domu, co w tym stresującym i rozczarowującym evencie było lekko pocieszające.

Znów Indianka spokojnie zbliżyła się do klaczy. Objęła ją. Przytuliła. Boże broń nie krzyczała – odniosłoby to odwrotny skutek. Z końmi trzeba delikatnie i z uczuciem, a niekiedy zdecydowanie. Tak czy inaczej, niewskazane i głupotą jest kopanie się z koniem, a utrata jego zaufania jest bardzo niefajna i nie opłaca się zupełnie :). Tak więc Indianka nawet nie pozwoliła sobie na złość utajoną. Już dawno temu nauczyła się, że przy koniach trzeba mieć ocean cierpliwości.

Drugie podejście zostało zakończone sukcesem. Pomyślnie Indianka sprowadziła Indianę do stajni, choć po drodze były stresujące i ryzykowne momenty. Kilkunastokronie klacz o mały włos nie dała dyla z powrotem w pole, ale Indianka posiłkując się swoim doświadczeniem i znajomością psychiki koni oraz zręcznością manualną – dała radę się z tych chwilowych opresji wyjść obronną ręką.

Wszystkie konie szczęśliwie trafiły do stajni, gdzie grzecznie spędzą noc.

Jutro ma padać. No i koń po ucieczce rozbrykany, więc jest ryzyko, że wóz konny rozniesie w drobne drzazgi. Dzwonił miejscowy poczciwy chłop, który ma doświadczenie z końmi. Pomoże Indiance zaprząc konia do wozu, ale dopiero za jakiś tydzień. Poczekać, czy zaryzykować i samej spróbować zaprząc klacz? Może najpierw zaczepić ją do opony i z tą oponą pooprowadzać po podwórku? Myśl godna uwagi. Indianka przemyśli sprawę.

Poza tym ma sprawy papierkowe na głowie. Musi się nimi zająć najdalej jutro.

Ogólnie mówiąc, Indianka ma milion spraw i zadań do wykonania, więc jest nieco rozkojarzona od czego zacząć. Ostatecznie Indianka poczeka na tego chłopa. W dwójkę będzie raźniej przy koniu.

2 komentarze:

  1. Owies dajesz? Jeśli tak to przestaw na siano, bo owies robi koniom turbo w tyłku ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje konie jedzą latem trawę na pastwisku. Mam 10 hektarów pastwisk. W runi są rośliny motylkowate drobnonasienne, trawy oraz zioła np. mniszek lekarski. Siano jedzą zimą oraz przy przejściu z żywienia zimowego na wiosenne, a także, gdy długo leje i trawa jest bardzo mokra i soczysta. Owies dostają gdy idą do treningu, pracy oraz zimą.

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!