poniedziałek, 13 stycznia 2014

Strasznie silna wichura

Dmie i dmie na Mazurach. Szarpie drzwiami. Indianka rozejrzała się po domku dumając nad tym co by tutaj udoskonalić w swoim domowym otoczeniu.

Zastanawia się, czemu tutaj jest tak spartańsko. Pewnie dlatego, że ona tego nie widzi – zatopiona po uszy w swoich wizjach, projektach, planach i marzeniach.

Pomyślała, co by tutaj warto byłoby inaczej urządzić, aby sobie życie bardziej uwygodnić i uprzyjemnić. Wszak nie samą pracą człek żyje. Trzeba zachować równowagę między pasją a własnym komfortem. Trzeba zachować równowagę, między całkowitym zaangażowaniem w swoje projekty i pracę, a komfortem osobistym. Po prostu trzeba o swój organizm dbać i go nie nadwyrężać.

Zbyt długo go nadwyręża.

Za uwagą idzie energia. Za uwagą Indianki idzie jej indiańska impulsywna energia.

Indianka włożywszy sporo energii w uświadamianie Narodu o czyhających na niego zagrożeniach – nieco się zmęczyła. To dosyć wyczerpujące zadanie uświadamiać na ogół zbetoniałą i bezwolną masę ludzi. Ci co troszkę myślą – już załapali i dostrzegli te same zagrożenia jakie dostrzegła Indianka – i już zastanawiają się jakby tu zadziałać, a co energiczniejsi – działają. Nie każdy jest tak impulsywny i błyskawicznie działający jak Indianka.

Przed laty Indianka obejrzała The Truman Show. Zrobił on na niej kolosalne wrażenie. Natychmiast po obejrzeniu tego filmu podjęła decyzję o wyjeździe z miasta – aby przestać być częścią sterowanego odgórnie i zakulisowo układu, jakim jest miasto ze wszelkimi jego zależnościami i ciągotami do ograniczania wolności i unieszczęśliwiania jednostki pod pozorem wybierania niby dobrych rozwiązań dla tejże jednostki. Każdy człowiek sam wie, czego chce i co go uszczęśliwia. Żaden odgórny planista tego nie wie i nie potrafi sprawić, by indywidualny człowiek był szczęśliwy..

Aby wyrwać się z cywilizacyjnego Matrixu, aby przestać być pionkiem w rękach ludzi niewrażliwych na los drugiego człowieka, a kierujących się prymitywnymi instynktami takimi jak chęć władzy, całkowitej kontroli nad społeczeństwem i każdą indywidualną jednostką z osobna, prymitywnymi zapędami takimi jak pasożytowanie i wyzyskiwanie jednostki do egoistycznych celów – Indianka opuściła miasto.

Pod wpływem jednego, za to silnego impulsu Indianka wyrwała się z miejskiego Matrixu, by stworzyć swoją własną przestrzeń według swoich własnych marzeń i wyobrażeń. Film The Truman Show uświadomił jej, że i ona żyje w fałszu sterowanym odgórnie – tak jak żył w nim całe życie Truman.

I tak jak Truman – opuściła miasto rodzinne udając się odważnie przed siebie.

W ciągu kilku dni znalazła odpowiednią ziemię, w ciągu 2 miesięcy sprzedała mieszkanie i kupiła tę ziemię by wieść na niej sielski żywot z dala od sztucznych ograniczeń i uwarunkowań systemu i jego integralnej części, czyli miasta – i wyjechała raz na zawsze z miasta rzucając się na głęboką wodę wiejską, która okazała się nie tylko głęboka, ale i kurewsko zimna. Ale to nic :) Przeżyła to i jest na swoim i robi to co chce robić i jak chce robić. Realizuje swoje projekty według swojej fantazji i kreatywności. Po prostu jest w swoim wolnościowym żywiole, choć jej wolność jest ograniczona przez miejscowe czynniki oraz naturę. Naturę Indianka dobrze toleruje i się z nią harmonizuje, natomiast lokalne chamstwo od lat doprowadza ją do szewskiej pasji. Choć w zasadzie już się nauczyła funkcjonować mimo jego istnienia. Indianka jest dokładnie tu, gdzie chce być i robi dokładnie to, co chce robić. Z wielu planów musiała zrezygnować z powodu kłód rzucanych jej przez czerwony beton, ale po pierwszych falach szału wściekłości znalazła plan B – który jest całkiem okay dla niej. Może i lepiej się stało, że czerwone betony jej przeszkodziły w jej planach? Dzięki ich ryciu pod nią nie weszła w kredyt hipoteczny na sfinansowanie remontu kapitalnego domu i siedliska. Mogłaby nie dać rady go spłacić i stracić tym samym gospodarstwo. Także wrogie, złośliwe betony niechcący ją uchroniły od marnego losu. Oczywiście – zupełnie niechcący. Ich intencje były zgoła inne – dokuczyć, uniemożliwić urentownienie gospodarstwa i finansowe stanięcie na nogi samotnej kobiecie z miasta. Im się tak wydawało, że gdyby uruchomiła tu agroturystykę to by miała takie kokosy z tego, że by im wątroba z zawiści zgniła.

Tymczasem agroturystyka to kosztowny biznes o bardzo niskiej stopie zwrotu poniesionych nakładów. Jest to bardzo ryzykowna działalność, gdy zaczyna się od brania wielkiego kredytu na wielki remont kapitalny domu i siedliska by stworzyć zajebisty komfort do którego przywykły rozpieszczone mieszczuchy. Natomiast goście mogą nie dopisać z przyczyn tak banalnych jak deszczowa pogoda, albo zły język zawistnej kurwy rozpuszczony po internecie.

Sama realizacja kapitalnego remontu i modernizacji zapewne doprowadziłaby Indiankę do osiwienia, gdyby się musiała użerać z nieterminowymi i niesolidnymi budowlańcami i jednocześnie spręźać aby sprostać terminom narzucanym przez ARiMR i bank. Po co jej ten stres? Ona nie ma na to już ochoty. Także biznesu agroturystycznego nie będzie – ale ryzyka związanego z tego typu inwestycją i stresu też nie będzie. Indianka nie musi zarabiać kroci. Wystarczy, że będzie miała co jeść i ciepło zimą w domu. Teraz dla niej liczy się samowystarczalność. Maksymalna samowystarczalność na pograniczu survivalu. W razie ekonomicznego krachu – ona sobie da radę o własnych siłach, gdyż powoli przestaje być uzależniona od systemu.

Już w dużym stopniu nie jest. Potrafi wiele. Uprawiać rośliny, wyrabiać przetwory, robić ser, jogurt, wypiekać chleb i ciasta, hodować zwierzęta, ubijać zwierzynę, wybebeszać flaki, skórować, porcjować mięso, budować ogrodzenie, odnawiać dom, konserwować dom i budynki gospodarcze, ciąć drewno na opał.

Jeszcze musi się nauczyć garbować skóry i wędzić mięso, strzyc owce, prząść runo,

tkać i dziergać. Nie umie jeszcze polować, ale ryby potrafi łowić. Potrafi szyć i haftować. Jeszcze sporo rzeczy jest które by chciała umieć robić samodzielnie.

Stopniowo nauczy się wszystkiego sama. Biblioteczka użytecznych umiejętności i rzemiosł rośnie. Jej życie jest pełne fantastycznych pomysłów i nigdy się nie nudzi na swej farmie pochłonięta całkowicie swoimi kreatywnymi projektami.

Jest sama, musi być zaradna, więc pora skierować swą uwagę, a wraz z nią swą energię na swoje projekty i plany. Energii ma mnóstwo, ale nie ma co jej rozpraszać na boki na jałowe dyskusje w Internecie. Na płodne dyskusje też jej szkoda czasu.

Zbyt wiele ma rzeczy do zrobienia w domu, wokół domu i na farmie, aby tracić czas na fascynujące dyskusje z ludźmi w Internecie :) Choć, trzeba przyznać że te wymiany intelektualne w necie potrafią być budujące i uskrzydlające. Pomagają spojrzeć też na sprawy Indianki z innej, bardziej optymistycznej perspektywy i dostrzec możliwości, które przestała dostrzegać Indianka rozgoryczona złą wolą czerwonych betonów, które jej lubią przeszkadzać w jej planach podkładając uporczywie nogi. Nadmiar pracy też ją osłabia, więc powinna ograniczać tę pracę i bardziej wyważenie stosować swoje siły, czas i uwagę.

Jej wielka inteligencja przygaszona nadmiarem pracy, trosk i zmartwień oraz brakiem odżywczego mięsa – jest do zregenerowania. Indianka troski i zmartwienia rozdeptuje ciężkim butem jak robale na jej drodze. Nie da się nikomu i niczemu wpędzić w depresje i wytrącić z obranego toru działań.

Brak bratniej duszy jest przygnębiający... ale cóż – skoro nie ma takiej to nie ma.

Zresztą – ta dusza to była potrzebna wieki temu. Teraz, po tym wszystkim co Indianka tutaj sama przeszła bez wsparcia tej duszy – to może sobie ta bratnia dusza spadać na drzewo :D Indianka polega tylko na sobie. Na sobie nigdy się nie zawiodła. Reasumując: Indianka musi ogarnąć swój świat najbliższy, a ten dalszy niech sobie radzi sam bez niej.

Jeśli dzięki apelom Indianki chociaż kilka osób zakupi ziemię dla siebie lub swojej rodziny – to o te kilka – kilkanaście, a może kilkadziesiąt hektarów zostanie uratowane i zostanie w rękach polskich patriotów, zamiast pójść w ręce żydowskich korporacji GMO, które eksploatują glebę na maksa dewastując dotkliwie środowisko i zatruwając skażoną żywnością rzesze konsumentów polskich.

Indianka postanowiła swoją uwagę skierować na bardziej praktyczne i bliskie jej skórze tory. Świata sama nie zbawi. Ostrzegła Naród. Podpowiedziała, co może zrobić by się uchronić od marnego losu. Teraz niech Naród działa sam. Teraz Indiance pora zadbać o siebie i swoje sprawy. Nikt tego za nią nie zrobi.

2 komentarze:

  1. Indianko chylę głowę - naprawdę zwróciłaś na wiele problemów o których niektórzy nawet boją się głośno pomyśleć a co dopiero powiedzieć ! Wiem że to dużo kosztuje bo ostatnio też tak mam i próbuję walczyć w podobny sposób jak Ty i i odsłaniać brutalną prawdę - może Cię to za dużo nie pocieszy ale jest nas chyba coraz więcej - powoli klapki znikają spod oczu ale jeszcze jeszcze długa droga przed nami by coś się zmieniło choćby na lepsze a jeszcze na złość jak to się mówi licho nie śpi - co bardziej kumata osoba zrozumie o co chodzi . Indianko wiem że jest Ci ciężko ale wytrzymaj choć jeszcze trochę - a może i do ciebie się szczęście uśmiechnie - jak to się mówi - zło wraca z podwójną siłą ale i dobro także trzymaj się tej zasady a będzie dobrze .
    P.S - Na razie odpocznij ale od czasu tez i zerkaj bo będę starał się Ci też i pomóc w tej walce (jak choćby mój komentarz o D. tusku) :)))
    Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  2. Indianko bratnia dusza jest - nawet bliżej niż sobie to myślisz a nawet powiem Ci więcej - nawet się znamy - he he .Jak dobrze wyjdzie to za jakiś czas może się skontaktuję z Tobą i może kiedy Cię odwiedzę - na razie zdrówka Ci życzę :)))

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!