środa, 18 września 2013

Ogarnianie biurokracji

Znajomi mają taką metodę, że dziennie produkują jedno pismo.

Indianka zbiera sobie pisma (same się zbierają) do ogarnięcia, a potem je hurtem przerabia. Ten hurt jest morderczy. Masa danych do przetworzenia w krótkim terminie. Męczące. Rozsądniej byłoby sobie rozłożyć te rzeczy w terminie, ale... praca na gospodarstwie nie pozwala.

Jest jeszcze czynnik przestawiania się. Gdy Indianka jest w ciągłej pracy fizycznej, niełatwo nagle przestawić się na pracę umysłową. Wymaga to czasu – wciągnięcia się i przede wszystkim przełamania. Generalnie gdy pracuje fizycznie na dworze – to nie ma ochoty rzucać tego by siadać do napisania choćby jednego pisma. Więc uzbierała się piramida spraw do ogarnięcia. Teraz trzeba ją przerobić papier po papierku.

Jedno pismo stworzone i nadane. Skromnie. Tylko jedno. Ale późno dziś zaczęła pisać. Jutro zacznie wcześniej. Dużo wcześniej. Rano nakarmi drób i króliki, napoi wpierw. Królikom przyniesie świeżą ściółkę. Wydoi kozy. Wstawi mleko na ser. Może zrobi nowy jogurt. Tylko to wszystko zajmuje czas. Trzeba też pastuch rozbudować i dokończyć. Jak nie będzie lało, to dokończy pastuch. I tak nie da rady siedzieć przed komputerem cały dzień. Musi mieć przerwę na spacer po świeżym powietrzu, to akurat w sam raz ogrodzenie dokończy robić.

Z dwóch stron już prąd tak porządnie wali, że nawet kozy i owce dystansu do ogrodzenia nabrały. Konie tutaj podchodzą z wielkim respektem do tego odcinka czy właściwie dwóch odcinków. Ale na południu trzeba podłączyć jeszcze prąd i rozciągnąć dodatkowy drut, aby konie przepadkiem przez rzeczkę nie przeskoczyły na drugą stronę.

Gary namoczone, Wyparzone. Chleb ręcznie zrobiony i do pieczenia wstawiony. Przydałoby się jeszcze coś zjeść na podkurek ;)

Naleśników i placków ma chwilowo dosyć. Może ziemniaki z jajecznicą?

Jaj mało, ale na jajecznicę starczy. Tylko ziemniaków się nie chce obierać...

Indianka też ma ochotę na budyń na kozim mleku. Już się do niego przymierza od kilku dni, ale garnek do mleka przypalił się mocno i nie można w nim mleka gotować dopóki nie odejdzie ta spalenizna, a odejść ona nie chce :) Przywarła mocno do dna i trzyma się. Już kilka razy drapana i moczona – dalej się trzyma, choć już dużo jej mniej. Może jakiś zapasowy garnek Indianka znajdzie? Taki czyściutki, gładziutki, nie przypalony?

Dzisiaj niesamowicie lało. Wręcz chlustało. Ziemia mokra. Błoto potężne. Do stajni ni koziarni suchą stopą się nie wejdzie. W dodatku kalosze mokre. W środku. Nie chcą schnąć. Druga para dziurawa – do wywalenia. Brak odpowiedniego obuwia zniechęcił dziś Indiankę od dłuższych spacerów. Przeszła się po łące pogłaskać swoje konie i zawołała kozy do dojenia. Poza tym ewakuowała króliki z króliczarni, bo znów lis porwał ostatniego gąsiora i wyciągnął z króliczarni dwa króliki.

Kolejne straty. Nic małego tutaj nie da się hodować. Tylko kozy, owce, konie, krowy. Drób to tylko w zamknięciu. Szczelnym zamknięciu. Drób po tych lisich atakach przestał się nieść i ledwo parę jaj dziennie daje.

A karmić ptaki trzeba. Pszenica szybko topnieje w pojemniku. Indianka drobiowi też kosi trawę. Zwłaszcza indyki chętnie skubią pokrzywę. Kury też grzebią. Ale nie można wypuścić kur na dwór, bo się rozlezą, a lisy je wyłapią. Chyba jakaś plaga lisów jest. Namnożyło się ich od groma i ciut ciut. Nauczyły się żywić na siedlisku Indianki i przychodzą tu wciąż po nowe ofiary. Gąsiorek przeżył tu 3 lata. Przeżył też masakrę drobiu. Dzisiejszego dnia już nie przeżył. Lisisko go dorwało. W króliczarni natomiast lis przegryzł drzwi do jednego z boksów i wyciągnął z niego dwa króliki w tym zakoconą samicę :(

Nie da się tutaj nic małego hodować. Tylko kozy, owce, konie, krowy.

Kozy i owce też nie są tutaj bezpieczne z uwagi na psy sąsiadów. Nawet największe zwierzęta są zagrożone przez hordy wałęsających się psów i wilków. No, ale ataki psów czy wilków są raczej sporadyczne, a ataki lisów na drób są codziennością. Uciążliwą i przykrą codziennością. Indianka jest bezsilna. Jakby nie pilnowała drobiu – zawsze coś musiało zginąć, a teraz ostatnio ta masowa zagłada drobiu. Szok. I jeszcze ten cudownie ocalały gąsiorek poległ. Lisy zrobiły się bezczelne. Przychodzą na siedlisko Indianki jak na stołówkę. W biały dzień. Wyciągają drób niemal na oczach. Cicho i podstępnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!