niedziela, 29 maja 2016

Wypadek samochodowy we wsi

Dziś w nocy wydarzył się wypadek samochodowy na trasie Czukty - Sokółki. Indianka słyszała łoskot uderzeń koziołkującego samochodu. Potem klakson. Brzmiało to groźnie. Nie miała wątpliwości, że doszło do wypadku, mimo, że go nie widziała, tylko słyszała.

Znajdowała się w tym momencie kilka kilometrów od miejsca zdarzenia.
Zbyt daleko, by szybko dojść tam. Była też utrudzona 6cio kilometrową wędrówką. Nie miała siły, by cofać się na wieś. Zatem zadzwoniła do dwóch sąsiadów.
Było po 22.00. Jeden odebrał.  Prosiła sąsiada, by podjechał samochodem na drogę gminną, bo wypadek zdarzył się na drodze, przy której on mieszka, ale na długim odcinku drogi na pustkowiu. Daleko od miejsca, gdzie w tym momencie była Indianka, gdy usłyszała łoskot. Prosiła by sprawdził, czy ludzie nie są ranni i czy nie potrzebują pomocy.

Sąsiadowi nie chciało się sprawdzać czy ludzie żyją, czy są ranni, i kwękając niezadowolony, że mu się zakłóca noc taką błahostką, jak wypadek samochodowy, miał pretensje, że w ogóle do niego zadzwoniła, i po co do niego, dlaczego do niego, a nie kogoś innego i ostatecznie powiedział, aby "spierdalała" i rozłączył się.
Czyli tradycyjna, chamska, wsiowa znieczulica.

Indiankę zatkało. Nie wiedziała, co robić. Tam gdzieś na pustkowiu, być może umierają ludzie. Trzeba pomóc. Jak? Jeśli zadzwoni na pogotowie, to pogotowie podpierdoli wypadek do policji. Kierowca zapłaci mandat za wypadek. A może pasażerom nic się nie stało? Tylko ta interwencja im zaszkodzi? Indianka biła się z myślami. A jeśli ona tego wypadku nie zgłosi i ludzie umrą pozbawieni pomocy medycznej? Może trzeba tam kogo reanimować? Zdecydowała się zadzwonić na 112. Zgłosiło się pogotowie. Powiedziała o wypadku. Dyspozytorka nagle przełączyła ją na policję.
Indianka przestraszyła się. Rozłączyła się.

Ale niepokój nie dawał jej spokoju.

Za jakiś czas znowu zadzwoniła na 112 zapytać, czy udzielono pomocy i w jakim stanie są ranni. Dyspozytornia twierdziła, że karetki nie wysłano.
Poradzono, by Indianka zadzwoniła na Komendę w Olecku i tam zapytała o ten wypadek. Zadzwoniła. Dyżurny nie chciał jej nic powiedzieć. Tylko, że policja jest na miejscu i prowadzi czynności, ale karetki nie wzywano.

Indianka dotarła wreszcie do domu. Weszła. Po jakimś czasie usłyszała hałas na podwórku. Nadjechał radiowóz.

Policja szukała pasażerów rozbitego auta. Indianka mocno zdziwiła się. Miejsce wypadku od jej siedliska dzieliła przestrzeń ogromnego pola, z bagnami, rowami z wodą, zadrzewieniami, a także ogrodzenie w postaci siatki leśnej.

U Indianki ich nie było, choć rano następnego dnia odkryła ślady, że ktoś obcy w nocy kręcił się pod jej domem. Poza tym przypomniała sobie, że psy w nocy bardzo ujadały. Może to był kierowca z rozbitego auta?

Indianka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witajcie na moim blogu armio czytelników 😊

Zanim napiszesz coś głupiego, ODROBACZ SIĘ!!!

🐎🐎🐎🐎🐎🐎🐎🐎🐎🐎

Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą usunięte.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo ZAMERDA. 😈

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!