niedziela, 31 lipca 2011

Pracowita niedziela

No i znów cały dzień zleciał na pracy mimo, że to niedziela. Gdy się wszystko robi ręcznie, bez użycia traktorów - jest cała masa czasochłonnej ręcznej pracy na gospodarstwie. Niewyobrażalnie dużo. Za dużo na dwie osoby, a co dopiero na jedną? Indianka myśli o zaproszeniu większej ilości wwooferów. Efekty ich pracy byłyby większe. Dom, siedlisko i  ziemia lepiej utrzymana i zadbana. Dwie osoby harujące od rana po wieczór się mogą zajeździć, a efekty ich pracy dla niewprawnego oka i tak będą niewidoczne. Indianka jest tak zmęczona, że nie ma siły się wykąpać... Od chodzenia po polu w te i we wte mięśnie jej zesztywniały i nogi spuchły...  Poza pracą w polu jeszcze musiała znaleźć czas by ugotować porządny obiad dla wwoofera i siebie. Jest naprawdę padnięta... Aż nie wierzy, że do niedawna wszystko sama robiła na gospodarstwie bez niczyjej pomocy... Absolutne szaleństwo... Ale ona kocha tę ziemię i gdy pracuje – nie czuje, że haruje. Ziemia wciąga, pasjonuje. Tyle bogactw i niespodzianek w sobie kryje... To fascynujące... To wciągające jak pasjonująca powieść...

 

Praca uszlachetnia – po 9 latach harówy Indianka jest szlachetniejsza od wszystkich ziemskich szlachciców razem wziętych ;))) Ale pora znaleźć czas na wypoczynek... Pora nauczyć się wypoczywać i delektować życiem wiejskim... Niestety nie można – za dużo pilnych prac czeka i domaga się interwencji Indianki. Indianka robi co może i jak może. Efekty są, ale poprzedzone ogromnym osobistym wysiłkiem. Aby ogarnąć wszystko co tu jest do zrobienia, to chyba potrzeba z 20 osób pracujących po 10 godzin dziennie przez 3 miesiące... A tu na ogół jedna pojedyncza Indianka i sporadycznie gość lub paru gości niewprawnych w pracach gospodarskich działa nad którymi trzeba czuwać nieustannie, by czego przez niewiedzę lub pomyłkę nie schrzanili (np. nie wycięli nieopatrznie krzewów i drzewek owocowych podczas koszenia trawy).

 

No, ale fajnie, że Indianka trafiła na ten program pomocy dla gospodarstw ekologicznych.

Lepszy rydz, niż nic. Gmina nie chciała nic Indiance pomóc w jej problemach, to dobrze, że choć obcokrajowcy trochę jej pomagają swoją pracą. Zawsze to jakaś pomoc. Szkoda, że nie wiedziała o społeczności wwooferów wcześniej np. 3 lata temu gdy postanowiła założyć sad i bardzo potrzebowała pomocnych rąk... Sama się męczyła z 1800 drzewkami... harowała jak wół od rana do nocy... Dopiero pod koniec akcji sadzenia pokazało się troje wolontariuszy, którzy posadzili końcówkę drzewek...

 

No, ale cóż. Szczęście, że jest ten program i choć wwooferzy bywają z rozmaitym nastawieniem – wielu ma zbyt wakacyjne nastawienie, a zbyt niskie zainteresowanie samą pracą, ale zawsze coś tam pomogą... Ziarko do ziarka, a zbierze się miarka. Choćby się taki wwoofer wlókł w nieskończoność z taczką to w końcu się dowlecze i o tę jedną taczkę Indianka będzie miała mniej wywożenia obornika na pole... :)

 

Poza tym bywają wwooferzy niespodzianki. Np. w polu jest niewielki z takiego pożytek, ale nagle się okazuje, że np. świetnie konfiguruje i składa komputery, a Indiance właśnie się schrzanił komputer i trzeba go naprawić...  Trafiło się i tak, że jeden z wwooferów potrafi ostrzyć łańcuch od piły, ba, ma nawet uprawnienia na cięcie piłą spalinową!

 

Suma summarrum – warto zapraszać wwooferów, zwłaszcza tych z obcych krajów. Są pogodni i pozytywnie nastawieni, chętni do pomocy. Polscy wwooferzy chyba bywają wredniejsi, być może to wynika z faktu, że jesteśmy jako naród dość wredni i zawistni.

 

Polska tolerancja i gościnność – to już raczej mit. Ogólnie Polacy stali się cwani, wredni, zawistni. Na szczęście nie wszyscy, ale taka jest ogólna tendencja. Polacy nie potrafią cieszyć się z sukcesów swoich sąsiadów, znajomych. Przeważnie zżera ich zazdrość i okazują ją w kąśliwy i niewybredny sposób. Małostkowość, hipokryzja, czepianie się, złośliwe plotkarstwo – to brzydkie cechy ludzi maluczkich.

 

Indianka ma nadzieję, że naród polski zmienia się na lepsze. Indianka ma nadzieję, że nowe pokolenie Polaków będzie fajniejsze, życzliwsze. No bo stare zgregi to się raczej nie zmienią. Jak zrzędzili - tak i zrzędzić będą i pluć na to co wykracza poza ich przyziemne rozumki i czego nijak pojąć nie potrafią.

Koperek

Każdy wwooferek lubi świeży koperek ;)

piątek, 29 lipca 2011

Grill

Indianka urządziła grilla: białą kiełbasę zapiekaną z cebulą, zagryzaną własnym świeżo upieczonym chlebkiem, popijaną słodkim, czerwonym wyśmienitym winem...
Rozmowa przy stole na świeżym powietrzu z pięknym widokiem na zielone łąki i staw toczyła się na tematy rozmaite.  Wiktor to ciekawy człowiek. Ma nietypowe zainteresowania.
Pasjonują go wszystkie fajne religie świata. We wrześniu planuje wyjechać do Dublina, gdzie osiądzie w lokalnym gurudwara... Najwyraźniej szuka swego miejsca na świecie... Kto szuka, ten znajdzie... :)

Koniec lipca

Wwoofer Wiktor cały lipiec pilnie pomagał Indiance w pracach gospodarskich. Pora gościa jakoś wynagrodzić dodatkowo. Indianka kupiła dobre wino i kiełbaski na grilla. Będzie grill!
Indianka też sobie troszkę odpocznie przy grillu, choć najpierw musi go naszykować.


poniedziałek, 25 lipca 2011

quadem po zbożu

Indianka zastanawia się jaki cel miał sąsiad puszczając syna by jeździł quadem po uprawach zboża i wygniatał łany dojrzałego zboża tuż przed żniwami...? Coś musi być na rzeczy... Tylko co?

piątek, 22 lipca 2011

Wichura uszkodziła dachy i ścianę

Ostatnia wichura uszkodziła dach i ścianę obory oraz dach domu mieszkalnego. Dach przecieka w co najmniej 6 miejscach. Robi się niewesoło. Trzeba remontować.

Polska zalana a Afryka schnie

Co roku Polskę i kraje ościenne zalewają masy wody powodziowej powodując
kosztowne straty idące w miliony, a nawet miliardy strat, niszcząc ludziom
domy, pola uprawne i zakłady pracy, tymczasem w Afryce panuje potężna susza
i głód.

Polska może wyprodukować więcej żywności niż wolno jej sprzedać w Europie,
tymczasem w Afryce setki tysięcy ludzi głodują i umierają z głodu.

Jednocześnie w Polsce brakuje taniej energii.

Polska powinna zbudować tani i szybki w budowie rurociąg z tworzywa
sztucznego którym by nadmierne ilości wód powodziowych byłyby wysyłane do
Afryki.

Afryka powinna zbudować na Saharze kolektory słoneczne zbierające
energię elektryczną i wysyłać prąd do Polski kablem wkopanym w ten sam rów w
którym będzie wkopany rurociąg z wodą powodziową.

Polska nadwyżki żywnościowe których nie może sprzedać w kraju ani w Europie
powinna wysyłać do Afryki. Polska powinna wymieniać z Afryką wodę na prąd.

Afryka dostanie wodę i przestanie głodować, Polska dostanie tani prąd i
zyska niezależność energetyczną od Rosji.
Ponadto w czasie gdy w Polsce są nadwyżki żywności, których Polska nie może
sprzedać, Państwo powinno zorganizować przerzut żywności z Polski do
głodującej Afryki.

 W zamian za żywność wysłaną do Afryki, Polska powinna
otrzymać z Afryki dodatkowe ilości taniego prądu, powinna mieć 50% udziału w
kolektorach słonecznych budowanych w Afryce lub mieć możliwość korzystania z
innych zasobów naturalnych Afryki jak gaz, ropa, węgiel, marmur, wapień czy
złoto lub rudy żelaza.

Polska powinna mieć też co najmniej 50% udziałów w systemach nawadniania
Afryki, w tym w systemach nawadniania plantacji warzyw i owoców, zbóż oraz
50 % udziałów w afrykańskich plantacjach warzyw i owoców, zbóż oraz w
hodowli bydła mlecznego i mięsnego w Afryce, które to hodowle staną się
możliwe po zaopatrzeniu Afryki w skuteczne systemy nawadniania pól i
plantacji.

W Afryce powinny także zostać zbudowane stacje uzdatniania wody powodziowej,
gdyż jest ona brudna i jest siedliskiem groźnych chorób, więc w postaci nie
oczyszczonej nie może zostać zaoferowana Afrykanom. Polska takie stacje może
zbudować i powinna być ich właścicielem w 50%.

Polska jako kraj rozwinięty może pomóc Afryce. Jest w stanie położyć
rurociąg jak i zbudować farmy kolektorów słonecznych, systemy nawadniania,
oczyszczalnie ścieków i stacje uzdatniania wody.

Polska ekonomia na tych inwestycjach by zyskała, naród polski nie miałby
zalewanych domów i pól i przestałby ponosić wielomilionowe straty, problem
powodzi zostałby rozwiązany kompleksowo i skutecznie na stałe, Afryka by
zyskała wodę i możliwość rozwoju upraw i hodowli, rząd polski skupiłby od
polskich rolników i przedsiębiorców nadwyżki żywności i wysłał do Afryki,
gdzie tę żywność rozdałby głodującym Afrykanom. W zamian za tę pomoc
otrzymałby od Afryki tani prąd lub dostęp do złóż naturalnych typu gaz czy
ropa - zależnie od potrzeb Polski.
W ten sposób taka współpraca i wzajemna wymiana i pomoc pomogła by
gospodarkom zarówno Polski jak i Afryki.
Polska jest przygotowana technicznie do budowy takiej infrastruktury,
polskie firmy potrzebują zleceń, polscy rolnicy muszą sprzedać nadwyżki
żywności zamiast pozwalać, by tony żywności gniły z braku kupca lub z powodu
embarga Rosji.

Polska powinna zainteresować się Afryką i zacząć z nią korzystną współpracę.
Afryka to ogromny rynek zbytu. Tam setki tysięcy ludzi nie ma co jeść! Nie
ma też waluty by zapłacić, ale ma surowce naturalne i możliwości produkcji
ogromnych ilości energii elektrycznej za pośrednictwem kolektorów
słonecznych.

Polscy megarolnicy mogliby w Afryce stworzyć ogromne plantacje warzyw,
owoców, zbóż. Mają oni sprzęt i doświadczenie rolnicze. Natomiast specyfika
afrykańska wymagałaby wybrania takich upraw, które miałyby tam jak
największe szanse powodzenia. Mamy rzesze doradców rolniczych, którzy
mogliby być przydatni w Afryce po doszkoleniu się pod kątem możliwych upraw
i hodowli afrykańskich.
Afryka to setki tysięcy kilometrów ugoru. Trzeba to zagospodarować z
pożytkiem dla wszystkich.

Po uruchomieniu rurociągu z wodą powodziową i przesyłu prądu z Afryki do
Polski, Polska powinna odstąpić od kontraktu na gaz z Rosją, gdyż jest on
dla Polski skrajnie niekorzystny, a do tego Putin przyczynił się do
ogromnych strat rolników polskich i polskich przedsiębiorstw spożywczych
poprzez nałożenie embarga na polskie warzywa i owoce.

Polska nie może nabijać kabzy krajowi, który raz po raz nakłada embarga na
polską żywność i powoduje tym samym wielomilionowe straty i bankructwa
polskich firm i rolników.
Polska musi mieć niezależność energetyczną. Musi mieć kilka alternatywnych
źródeł energii i to taniej energii.
Polscy rolnicy i polskie firmy powinny mieć ułatwiony formalnie dostęp do
samodzielnych, niezależnych źródeł energii takich jak kolektory słoneczne,
baterie słoneczne, turbiny wodne, małe niegroźne wiatraki (z wyjątkiem tych
wielkich przemysłowych wiatraków które emitują szkodliwe ultradźwięki i nie
powinny być stawiane na lądzie).
Rząd powinien wprowadzić dotacje dla wynalazców alternatywnych sposobów
pozyskiwania energii, dotować badania w tym kierunku.

Rząd powinien skończyć z monopolem zakładów energetycznych i umożliwić
szarym obywatelom budowanie własnych urządzeń wytwarzających energię.
Właściciel niewielkiej turbiny wodnej powinien mieć możliwość dzielenia się
z sąsiadami zasobami energetycznymi w sposób legalny i całkowicie
uprawniony.

Wsparcie drobnych zakładów energetycznych rozładuje część zapotrzebowania na
energię elektryczną i w przypadku kolejnego zakręcenia przez Rosję kurka z
gazem - nie zatrzyma pracy wielu zakładów pracy i nie odbierze ludziom w
zimie gazu do ogrzewania ich domów i gotowania posiłków.
P
Polska musi być niezależna energetycznie od Rosji, zwłaszcza, że Putin raz
po raz odstawia numery z zakręcaniem kurka z gazem lub nakładaniem na Polskę
szkodliwego embarga. Polityka Putina działa na szkodę Polski i MUSIMY SIĘ od
niego uwolnić jak najszybciej.

wtorek, 19 lipca 2011

Ruch narasta

No, nareszcie Indianka trafiła na odpowiednich ludzi. Wielka to radość móc
dzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniem oraz razem
współdziałać...

środa, 13 lipca 2011

Warsztaty ekologiczne i gospodarskie

Na Rancho od początku lipca trwają darmowe warsztaty
ekologiczno-gospodarskie. Bierze w nich udział grzeczny i spokojny Wiktor,
który ostatnie pół roku spędził w Indiach gdzie żył i pracował w rozmaitych
zgrupowaniach, przez parę dni był przesympatyczny, bystry i wesoły
Kolumbijczyk Herman, który studiuje budownictwo we Francji i biegle włada
trzema językami: hiszpańskim, francuskim i angielskim, niebawem przyjedzie
Murzynka Sarta również z Francji. Indianka komunikuje się z nimi po
angielsku, gdyż wszyscy świetnie znają ten język. Kursanci praktycznie
codziennie ćwiczą co innego - wprawiają się w różnych umiejętnościach,
poznają różne narzędzia ogrodnicze, sadownicze i gospodarskie, uczą się nimi
prawidłowo posługiwać. Jest trochę prac ogrodowych, sadowniczych,
porządkowych, ogrodzeniowych, konserwacyjnych i domowych. Indianka
cierpliwie i dokładnie objaśnia każde zadanie, pokazuje, na czym ono polega
i instruuje warsztatantów. Niekiedy i ona sama uczy się czegoś nowego od
swoich gości - na przykład informatyk Wiktor doszkala Indiankę w obsłudze
komputera. Parę kolejnych osób chce przyjechać na Rancho by wziąć udział w
warsztatach, ale Indiance schrzanił się komputer i Internet i ma problem z
ich zaproszeniem. Wiktor - informatyk z zawodu - pomaga uporządkować
komputer i skonfigurować go na nowo oraz odblokować dostęp do Internetu.
Czas w miłym i ciekawym towarzystwie płynie bardzo szybko i przyjemnie.
Pogoda piękna. Indianka zadowolona z WWOOFERÓW! To był zaiste znakomity
pomysł, by zaprosić tych sympatycznych ludzi na Rancho.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Free Ecological Workshops at the Rancho


Ecological workshops at the Rancho last since July 2011. An international crew has come to take part in free ecological and language workshops at Rancho Romantica de Red. Everyday brings new farming tasks. WWOOFERS learn gardening, how to take care about animals, general maintenance, how to build fence, how to cut grass, how to plant fruit trees and how to prepare soil for seeding and planting vegetables. Walls in stables and hen pan are being whitened with calcium.

Apart from that Victor – a Polish programmer gives free lessons about general computer maintenance.

The spoken language at the farm is mainly Polish and English, but you can hear here Spanish and French as well.

The farm visited Herman who comes from Columbia but studies in France and who fluently can speak Spanish, French and English! Very bright man!

During conversations at the table we share our knowledge about the world - we talk about the world, nature, animals, political systems, about religions, about science, history and present situation of our countries.

The weather is wonderful and time goes very fast in nice international company.

If you do love very active vacations in beautiful and peaceful surroundings and with close contact with Polish pure Masurian nature and animals – this is the place for you! :) Come and join us! :) Accomodation in tents or in the attic over original stable. Bathroom with running water available in the farmhouse next to the attic.

You can come here as a WWOOFER or as a tourist - it is up to you. If you come as a WWOOFER - you will get free food and accomodation but you will be expected to take part in all farming activities.

If you come as a tourist - you will be charged for your meals and your accomodation 40zloty/daily, but you can choose in what activities you want to take part and how long. During your stay you will be provided with tools and instructions and tips how to use them.

I do recommend you to take your own sleeping bag, rubber boots and raincoat. You can sleep at the attic over the stable, but I recommend you to take your own tent with you, so you will be able to choose where you want to sleep.

niedziela, 3 lipca 2011

Indianka szkoli wwoofera

Indianka szkoli nowego wwoofera. Wwoofer chętny do nauki, chłonie wiedzę i
grzecznie wykonuje polecenia Indianki.

piątek, 1 lipca 2011

Ekomanewry

Ekomanewry zaczęte. Pierwsze koty za płoty. Nowy kot się sprawdza. To
prawdziwy wwoofer, a nie bezczelny naciągacz.

środa, 29 czerwca 2011

Oszust

Do Indianki dotarło, że to faktycznie nie był prawdziwy wwoofer, tylko
oszust, stąd jego karygodne zachowanie. Indianka oświadcza, że nie przyjmie
na farmę do programu WWOOF nikogo, kto nie jest członkiem organizacji WWOOF
i nie przestrzega zasad tej organizacji. Ponadto każdy przyjeżdżający na
farmę będzie skrupulatnie legitymowany.

wtorek, 28 czerwca 2011

Ping-pong

W środę 22 czerwca na rancho zajechał nibywwoofer Pędrak. Miał pomagać. Indianka przywitała go zastawionym odświętnie stołem i kulinarnie dogadzała przez kilka dni gotując i przyrządzając potrawy wegetariańskie, bo on wegetarianin. Niestety, Pędrakowi pomaganie szybko się znudziło, bo ledwo po dwóch dniach, a i już w trakcie tych dwóch pierwszych dni miał muchy w nosie i wymądrzał się.
Po dwóch dniach pomagania zaczął mieć rosnącego focha, który przemienił się w nieustającego focha. Indianka nie czuła się komfortowo w tej sytuacji i po jeszcze jednym nieprzyjemnym dniu, gdy to ona tyrała, a pajac stał i się głupio przyglądał jej harówce i nic jej nie pomagał, rozgniewała się na niego nie na żarty.

Przeprowadziła z nim męską rozmowę: Zgłosiłeś się do mnie, że chcesz przyjechać na moje gospodarstwo by mi pomagać w moich pracach gospodarskich. Przyjechałeś, jesteś tu, mieszkasz tu, karmię cię, korzystasz z łazienki. Jednak mimo to nie pomagasz, masz wiecznego focha, pyskujesz, odstawiasz koszałki-opałki i działasz mi na nerwy. Skoro mi nie pomagasz, mimo, że zadeklarowałeś przed przyjazdem tutaj, że chętnie będziesz pomagał, to płać za pobyt albo opuść gospodarstwo. Będziesz pomagał? Wwoofer odmówił. Zapłacisz za pobyt? Odmówił. Wówczas Indianka zdecydowanym głosem wyprosiła go z gospodarstwa. Jednak pseudo wwoofer zbunkrował się w stajni i nie chciał dobrowolnie wynieść się z jej gospodarstwa. Uczepił się jej gospodarstwa jak rzep psiego ogona.  Wczoraj z facetem przeprowadziła kolejną, męską rozmowę. Powiedziała krótko: albo pomagasz, albo płacisz za pobyt albo spadaj stąd!” Krótka piłka - czyli ping-pong... ;) Tak należy rozmawiać z upierdliwymi rarogami, które grają zapracowanym kobietom na nerwach.

Dziś rano zajrzała do stajni, by sprawdzić, czy wyniósł się. Niestety, nadal zalegał.
Poprosiła go po raz ostatni, by dobrowolnie opuścił jej posesję, bo jest tu niemile widziany – po prostu osoba non-grata. Facet złośliwie się nie wyniósł dobrowolnie, więc Indianka wezwała policję by go usunęła z jej posiadłości. Policja przyjechała i typa z gospodarki zabrała precz. Indianka odzyskała spokój ducha i swobodną przestrzeń gospodarstwa nieskalaną widokiem wkurzającego raroga.

niedziela, 19 czerwca 2011

Wykaszanie, oranie, równanie, sianie, grodzenie

Indianka wykosiła pokrzywy za stajnią, wzdłuż stajni i wzdłuż pastucha, coby chaszcze nie osłabiały mocy prądu płynącego w pastuchu.
Wykosiła też trawę i trzciny nad rzeczką, aby łatwiejszy był dostęp do wody dla koni i dla napełniania wiader czy konewki do podlewania ogródka.

Pan Mucha (Pan Mucha zyskał pseudo „Mucha”, bo nosi okulary, ruchliwy jest i wszędzie lata), który wpadł ponegocjować w sprawie ewentualnej kontynuacji remontu domu, przy okazji uruchomił Indianki glebogryzarkę i pokazał jej jak ją obsługiwać. Indianka cały dzień ćwiczyła operowanie glebogryzarką. Nabrała takiej wprawy, że jeździ nią jak samochodem. Szybko i sprawnie zmienia biegi, jedzie na przód, ryje i kopie, cofa i znowu jedzie na przód ryje i mieli glebę. W ten sposób zryła porządnie kawałek ogródka i przygotowała glebę pod siew warzyw. NARESZCIE. Nareszcie ma glebę przygotowaną pod warzywa...

Narzędzie jest super, Indianka powinna dawno takie urządzenie mieć to by sobie co roku mogła na wiosnę szybko ziemię pod warzywa uszykować i szybciej siać nasiona wczesnych warzyw. W miejscu przeznaczonym na ogródek warzywny część ziemi była wcześniej skopana łopatą przez Indiankę, a część zarosła pokrzywami.
Pokrzywy muszą być najpierw skoszone i wygrabione zanim się wjedzie na ten kawałek ziemi z glebogryzarką, bo inaczej pokrzywy wkręcają się w kółka i noże tnące ziemię i trzeba co chwilę przerywać orkę i wyciągać zielsko z kółek i mieszaczy ziemi.

Indianka jednego dnia wykosiła pokrzywy wykaszarką i zryła ziemię glebogryzarką, drugiego wyrównała i posiała nasiona warzyw, przebudowała pastuch w ten sposób, aby wydzielić ogródek od reszty łąki, następnego dnia wzmocniła pastuch i puściła prąd.

Jednak to za mało. Kury dostały się na świeżo wyrobioną ziemię i zaczęły grzebać. Indianka złapała kury i zamknęła. Wygrzebałyby wszystkie nasiona. Ogrodzenie ogródka musi być naprawdę bardzo gęste, aby tam żaden koźlak, kura, pies czy kot się nie dostał i szkód nie poczynił. Najlepsza byłaby siatka, ale Indianka nie ma siatki, ni kasy by ją kupić, a ma jeszcze drutu trochę, to wije ogrodzenie z drutu. Ogródek już jest ogrodzony na 2-3 druty. Lepiej by to było co najmniej 3 druty, a idealnie aby przeszkodę stanowiły 4 druty, aby mieć pewność, że ni koźlak ni kura nie dostanie się do ogrodu.

Szczęśliwym trafem popadało i ogródka nie trzeba podlewać, ale niektóre nasiona dość głęboko wysiane, więc jeśli deszczówka do nich nie dotrze, trzeba będzie osobno podlewać.

Część ogrodzenia ogródka nadal jest zarośnięta. Indianka się tam wybiera z wykaszarką. W sytuacji, gdy trawa dotyka drutu z prądem, są straty energii i pastuch słabiej działa, a co jak co, ale ogrodzenie ogródka musi być pod napięciem przy takiej ilości zwierząt wałęsających się wokół siedliska i ogródka.

Wykoszoną trawę Indianka zbiera i nosi kurom do dziobania. Kur na podwórko już nie wypuści, co najwyżej na wybieg, ale trzeba go uszczelnić wpierw, bo konie oderwały kawałek siatki od muru i kury mogą wyjść z wybiegu na podwórko i dalej dostać się do ogródka. Kury to zmyślne ptaki. Wszędzie wejdzie tak jak i koza.

Gdy Indianka szczelnie grodziła ogródek, kozioł przyglądał się bacznie indiańskim zabiegom. Widać było po nim, że coś knuje. Podszedł do ogrodzenia i stanął tuż przy pastuchu zaglądając do ogródka. Na pewno będzie próbował się dostać do środka, więc trzeba się na tę ewentualność przygotować i porządnie zagęścić pastuch.

Indianka pastuch rozciągnęła pomiędzy drzewami dla jego stabilizacji, a na odcinkach pomiędzy drzewami wbiła polipropylenowe paliki, na których umocowała drut z prądem. Ogrodzenie trzeba dokładnie uszczelnić, bo wystarczy jedna większa dziura i Indianka straci wszystkie warzywa zanim jeszcze urosną.

Dziś niedziela, ale Indianka z wykaszarką się do ogródka wybiera podkosić trawę pod pastuchem i powycinać pozostałe chaszcze z podjazdu i siedliska. Chciałaby także dziś kolejną partię skopanej gleby wyrównać i kolejne nasiona wsiać, więc jeśli coś jej innego nie wypadnie ze strony zwierząt typu przerwanie pastucha i konieczność nagłej interwencji itp. to może się uda ten zamysł zrealizować. Aura sprzyja – jest wilgotno i dość ciepło, więc nasiona mają optymalne warunki do kiełkowania.

Indianka lubi wykaszać trawę, ale wiele godzin wykaszania dziennie jest męczące, więc musi robić przerwy sobie na coś innego, zwłaszcza, że jej kręgosłup doskwiera od noszenia ciężkiej maszyny na barkach. Przydałaby się kosiarka samojezdna. Tyle, że przy wysokiej trawie i nierównym terenie taka kosiarka i tak by sobie rady nie dała.

Trzeba dziś też znaleźć czas na ugotowanie karmy dla psów i obiadu dla siebie. Indianka ma dość naleśników po których czuje się senna. Pora na pożywne mięsko. Tylko mięso daje jej siłę by mogła tak dużo pracować całymi dniami. Naleśniki są smaczne, ale nie zaspakajają potrzeb organizmu Indianki. Indianka idzie spać senna i budzi się senna. Coś jest nie tak. Osłabienie organizmu z przepracowania? Za dużo tlenu? A może jakaś choroba się w niej rozwija i organizm z nią walczy i stąd to osłabienie? A może mleko tak ją usypia? Mleko ma to do siebie, że działa nasennie. Indianka ostatnio zajada się naleśnikami, budyniami, popija kawą zbożową z mlekiem... pogryza chleb upieczony na mleku kozim... Może za dużo tego mleka? Albo brak witamin... Warzywa jeszcze nie urosły, tylko bazylia w domu w doniczce. Indianka dodaje ją do jajecznicy. Jajecznica jest boska – z dwóch lub trzech jaj o pomarańczowych żółtkach i z dodatkiem mleka koziego. Dodatek mleka koziego nie odbiera barwy jajecznicy. Nawet po dodaniu mleka jest nadal pomarańczowa. Takie piękne jajka są od kurek zielononóżek.

sobota, 18 czerwca 2011

WWOOF

Rancho na Mazurach Garbatych
WWOOF to międzynarodowa organizacja zrzeszająca ochotników z całego świata wspierających gospodarzy gospodarstw ekologicznych oraz zrzeszająca gospodarzy gospodarstw ekologicznych, którzy takiego wsparcia potrzebują.

About  WWOOF / O organizacji WWOOF
WWOOF organisations links people who want to volunteer on organic farms or smallholdings with people who are looking for volunteer help.

What is WWOOF? Co to jest WOOF?

WWOOF provides a way for volunteers (WWOOFers) to learn about organic food, farming, and ways of life. In doing so it brings together people to share common human values and thinking. WWOOF also hopes to provide helping hands to its organic WWOOF hosts and allow WWOOFers to understand what it means to live organically. WWOOF is an exchange programme- volunteer help in exchange for food, accommodation and learning.

WWOOF zapewnia ochotnikom możliwość poznania ekologicznej żywności, ekologicznych form gospodarzenia i ekologicznych stylów życia. Czyniąc to, łączy ludzi celem dzielenia się egzystencjonalnymi, podstawowymi, prostymi ludzkimi wartościami i myśleniem. WOOF także ma nadzieję dostarczać pomocne dłonie dla swoich ekologicznych gospodarzy i pozwolić ochotnikom (WWOOFerom) zrozumieć co oznacza żyć ekologicznie. WWOOF to program wymiany – ochotniczej pomocy w zamian za wyżywienie, zakwaterowanie i naukę.

The Aims of WWOOF are: / Celami WWOOF są:

·  To give first hand experience of organic or other ecologically-sound growing methods
·       Dostarczenie doświadczenia z pierwszej ręki na temat organicznych oraz innych ekologicznych metod uprawy
  • ·  To give experience of life in the countryside
·       Dostarczenie doświadczenia na temat życia na wsi
  • ·  To help the organic movement which is labour intensive and does not rely on artificial fertilisers, herbicides or pesticides
·       Wspomożenie ruchu ekologicznego, który jest pracochłonny I nie opiera się na nawozach sztucznych, herbicydach I pestycydach
  • ·  To give people a chance to meet, talk, learn and exchange views with others in the organic movement
·       Danie szansy ludziom na spotkanie, rozmowy, naukę i wymianę poglądów z innymi uczestnikami ruchu ekologicznego
  • ·  To provide an opportunity to learn about life in the host country by living, and working together
·       Stworzenie możliwości nauki o życiu w kraju gospodarza poprzez wspólne mieszkanie razem i pracowanie razem
WWOOF w Polsce
Organizacja WOOF w Polsce zrzesza około 30 gospodarstw ekologicznych, z czego najbardziej okazałym jest luksusowy kurort w Giżach, najoryginalniejszym farma Ananda, a najbardziej potrzebującym pomocy rąk wolontariuszy – wooferów jest gospodarstwo Indianki :)

Ruch WOOF daje możliwość nie tylko poznania ekologicznych farm i metod ich działania, ale daje także cenną możliwość tanich wakacji i taniego podróżowania po całym świecie, gdyż wwoofer nie płaci za pobyt na farmie. Wwoofer za dobrowolną pomoc w pracach gospodarskich dostaje darmowe wyżywienie i zakwaterowanie, ma możliwość zwiedzania okolicy i czerpania przyjemności z jej poznawania i jej walorów. W ten sposób wielu obieżyświatów podróżuje po całym świecie, płacąc tylko za przejazdy z kraju do kraju lub z farmy do farmy. Natomiast utrzymanie tacy obieżyświatowie mają za darmo dzięki ekologicznym farmom, do których trafiają. To fantastyczny sposób na tanie podróżowanie i zwiedzanie oraz poznawanie świata, poszczególnych krajów i ich kultur niejako od podszewki, gdyż taki wwoofer wchodzi w bardzo bliski kontakt z krajanami – razem z nimi mieszka na farmie, razem z gospodarzami je i pracuje, wymienia poglądy. W Polsce jest to stosunkowo nowy ruch, ale na świecie istnieje już od wielu lat.

W Polsce nie ma tradycji wwooferowania [łuferowania]. Co prawda dawniej praktykowano pomoc miastowych na wsi, ale odbywało się to głównie w gronie rodzinnym. Były to letnie wyjazdy ludzi z miasta do ich rodzin na wieś, gdzie w zamian za pomoc w sianokosach czy żniwach gospodarze raczyli miejskich krewniaków  wiejskim jadłem i napitkiem i często wyposażali na powrót w wielką, wiejską wałówę.

Jednak wwooferowanie to kontakty obcych sobie ludzi, których łączy wspólna idea, a mianowicie ekologiczny styl życia. W Polsce istnieje naturalna mentalna opozycja do pomagania za darmo, gdyż za czasów komuny polskie władze socjalistyczne regularnie urządzały masowe i przymusowe spędy ludności celem świadczenia przez tych ludzi darmowej pracy na rzecz Państwa. Nazywało się to „prace społeczne”, choć powinno było być określane mianem "prace przymusowe" albo "odrabianie pańszczyzny" (w średniowieczu, pańszczyzna to była darmowa przymusowa praca chłopów na rzecz ich pana, chłopi ci często byli niewolnikami swojego pana, lub mieli ograniczone prawa do wolności, tzn. nie mogli na własną rękę przemieszczać się, musieli pytać o zgodę pana swego gdy chcieli zawrzeć związek małżeński itp. Za sprzeniewierzenie się swojemu panu, groziły chłopu drastyczne konsekwencje włącznie z karą chłosty, a nawet nierzadko śmierć z rąk pana lub jego przybocznych)

Za komuny za odmowę w „pracach społecznych” groziły represje i różne nieprzyjemności. Np. ktoś kto odmówił brania udziału w takim czynie społecznym – mógł zostać zwolniony z pracy lub zdegradowany, albo obcinano mu premię lub utrudniano np. dostęp na uczelnię jego dziecku itp.

Prace społeczne za czasów komuny, to były prace przymusowe, wbrew woli ludzi zmuszanych do nich. Obecne demokratyczne władze polskie nie stosują przymusu prac społecznych. Komuna i prace społeczne się skończyły wraz ze starym ustrojem, ale niechęć Polaków do pomagania za darmo pozostała w ich świadomości i podświadomości.

Ruch wolontaryjny zaczął się na Zachodzie wolnym od takich obciążeń typu „prace społeczne”. Powstał on we wczesnych latach 70tych ubiegłego stulecia i poprzez ostatnie 40 lat bardzo się rozwinął i rozprzestrzenił na całym świecie. WWOOF to specyficzna odmiana wolontariatu, polegająca na ochotniczej pracy na gospodarstwach ekologicznych. W rzeczy samej, czysty wolontariat nie wymaga nic w zamian – ani jedzenia, ani zakwaterowania. Opiera się na całkowicie darmowej pracy wolontariusza. W przypadku WWOOF powinno się raczej mówić o korzystnej wymianie ochotników i gospodarzy, gdyż obie strony na tej wymianie zyskują. Gospodarz zyskuje dodatkowe ręce do pracy, a wolontariusz wyżywienie, zakwaterowanie, naukę oraz możliwość taniego zwiedzania i poznawania kultur krajów, które odwiedza.

Indianka nie wiedząc o takim ruchu, tj. nie zdając sobie sprawy z istnienia programu WWOOF – zainicjowała tzw. „Wakacje w zamian za pomoc na gospodarstwie” już w roku 2007. Na forum, na którym o tym po raz pierwszy napisała, jej pomysł spotkał się z krytyką ciemnych, uwstecznionych, zacofanych, kołtuńskich bab hipokrytek, które nie umiały dostrzec korzyści z takiej wymiany. Baby posunęły się też do tego, że wycięły Indiankę z forum i zablokowały jej możliwość publikacji postów i propagowania jej rewelacyjnych pomysłów.

Ale były też i głosy entuzjastyczne osób otwartych na nowe doświadczenia.
Dzięki nim, Indianka zaczęła propagować swój pomysł „Wakacji w zamian za pomoc na gospodarstwie” już na swoim blogu, którego żadna tępa, zakłamana baba z tamtego forum nie jest w stanie zablokować.



Ekologiczne gospodarstwo Indianki zaczęło brać udział w programie WWOOF w zeszłym roku. Pierwszym gościem z tego programu był młody Australijczyk z Sydney. Pomagał na rancho przez tydzień. Obieżyświat Ashley w ten sposób podróżuje od roku czasu – wykupił sobie przeloty do kluczowych krajów świata i gdy się znajdzie w danym kraju, szuka zakwaterowania na ekofarmie by zaoszczędzić na kosztach podróży i utrzymania. W zeszłym roku Indianka stała nieco lepiej finansowo i materialnie, było więcej mleka koziego, więcej jaj kurzych. Ashley pomagał przez 5 godzin dziennie, a potem miał czas wolny dla siebie – chodził na spacery, robił zdjęcia, pływał w jeziorze.

Podczas swojego pobytu pracował przy wyrzucaniu obornika i bieleniu ścian, także nauczył się doić kozy. Gdy kopytka jednego z koźląt zostały zaatakowane przez pasożyty – sam z własnej inicjatywy troskliwie się koźlęciem zajmował, oczyszczał rany z pasożytów, dezynfekował i leczył je razem z Indianką. Spisał się na medal. Totalny mieszczuch, z potężnego miasta Sydney, pierwszy raz w życiu na farmie, a spisał się znakomicie, ku zaskoczeniu Indianki. W zeszłym roku Indianka nie miała bieżącej wody w domu. Ashley się tym nie przejął. Nie narzekał. Kąpał się w rzeczce. Tacy są prawdziwi wwooferzy. Dzielni i szlachetni oraz odporni na trudy życia wiejskiego.

Jesienią zeszłego roku Indianka rozprowadziła na nowo bieżącą wodę w domu. Obecnie w domu jest bieżąca zimna i ciepła woda w łazienkach, bieżąca zimna woda w kuchni i możliwość uruchomienia bieżącej ciepłej wody w kuchni (ale Indianka woli nagrzewać wodę do prania ciuchów i mycia naczyń w garach na jej megapiecu, bo jest bardziej wydajny niż ten piecyk w piwnicy co grzeje bojler z ciepłą wodą).

W tym roku dopiero kilka dni temu zaczęło się mleko kozie i jaja kurze. Obecnie Indianka bazuje na mleku od jednej kozy i jaj od dwóch kur, jest to niewiele i ledwo starcza na jej osobiste potrzeby, no ale pulchne i smakowite naleśniki na mleku kozim i na jajach kurzych już smaży i może się nimi podzielić, chleb na mleku kozim wypieka czyli podstawa wyżywienia jest, natomiast nad warzywami pracuje w ogródku – nawozi i kopie ziemię, sieje nasiona, grodzi ogródek, podlewa sadzonki itd.

Każdy chętny, kto chciałby wziąć udział w wymianie typu WWOOF i pomóc Indiance w jej pracach gospodarskich, nauczyć się z pierwszej ręki ekologicznego stylu uprawy ziemi i poznać życie na wsi – może się zgłosić do Indianki poprzez organizację WWOOF lub bezpośrednio do Indianki i dzięki temu zyskać ciekawe, darmowe ekowakacje.

Szczególnie miło będzie Indiance widzieć osoby znające się na treningu koni. Indianka ma dwa piękne konie do ujeżdżenia i do przyuczenia do pracy w zaprzęgu. Jakby udało się je w końcu przyuczyć do pracy w polu - była by znaczna wyręka w pracach gospodarskich. Byłoby Indiance dużo lżej pracować...

Pracy jest tu huk, a Indianka sama jedna pracuje od świtu do nocy, więc każde pomocne ręce będą mile widziane. Gościnność Indianki ograniczają jedynie skromne zasoby spożywcze, ale ma i na to sposób. Od tych osób, dla których już nie da rady zapewnić pożywienia, nie będzie oczekiwała 5 godzin pracy, a jedynie 2 godziny – w zamian za nie, osoby te otrzymają możliwość darmowego pobytu na gospodarstwie, tj. darmowe rozstawienie namiotu i dostęp do łazienki oraz wrzątku do parzenia napoi oraz w czasie pracy – herbaty ziołowe.

Osoby otwarte na formę współpracy w stylu WWOOF zapraszam do współpracy :)

Kontakt:  CreativeIndianka  (at)  vp.pl 

Dawniej tj. za komuny naród polski nie cierpiał „prac społecznych”. Jednak tamte prace społeczne nie mają nic wspólnego ze współczesnym wwooferowaniem czyli ochotniczym pomaganiem na farmach ekologicznych, które opiera się na dobrej woli wwoofera, który z własnej, nieprzymuszonej woli jedzie na farmę pomagać gospodarzom i robi to świadomie.  Wytycznymi wwooferowania są chęć poznania ekologicznych metod gospodarzenia i pomoc gospodarzom, którzy tej pomocy potrzebują. Niejako przy okazji wwoofer ma możliwość poznania okolicy i jej kultury, gdyż, w odróżnieniu od chłopa pańszczyźnianego z czasów średniowiecza, jest człowiekiem wolnym, w pełni korzystającym ze swoich praw wolności, w tym prawa do swobodnego przemieszczania się. Wwooferowanie jest formą pomocy dla gospodarza całkowicie dobrowolną, co nie oznacza, że samowola wwoofera będzie mile widziana. Tzn. odmowa wykonana prac potrzebnych i niezbędnych dla gospodarza, a zwłaszcza istotnych dla gospodarstwa będzie niemile widziana, bo kłóci się z ideą wwoofowania, które ma na celu pomoc gospodarzom. Jeśli ktoś przyjeżdża na gospodarstwo w celu pomocy, dostaje jedzenie, zakwaterowanie i odmawia pomocy - to nie jest prawdziwym wwooferem tylko naciągaczem. Dla zobrazowania problemu podam przykład: idzie burza, na polu leży siano, które należy błyskawicznie zwieźć lub przykryć, a wwoofer ma to gdzieś i idzie sobie na truskawki. W takiej sytuacji wwoofer może błyskawicznie wylecieć z gospodarstwa i to z wielkim hukiem :))) Owszem, wwoofer jest wolnym człowiekiem i pracuje dobrowolnie, ale musi się trzymać głównych zasad WWOOF. Jeśli je łamie - jego pobyt i obecność na gospodarstwie traci sens, a on sam tak na prawdę przestaje być tym wwooferem i staje się osobą non grata - czyli osobą nieporządaną - innymi słowy - gnuśnym nierobem i zawalidrogą, którego widok drażni ciężko pracującego gospodarza.

Wwooferzy przyjeżdżają na kilka dni lub tygodni, niekiedy i na miesiące, a nawet i na lata. Naturalnie, każdy gospodarz wolałby takiego wwoofera, który przyjedzie na dłużej, a wiąże się to z wkładaną w takiego wwoofera pracą w jego szkolenie i naukę pracy na gospodarstwie. Ponadto każde gospodarstwo ma swoją własną specyfikę, którą poznaje się stopniowo przez dłuższy okres czasu. 
Znajomość tej specyfiki ułatwia pracę na gospodarstwie i umożliwia unikanie błędów, często kosztownych błędów. Natomiast wwoofer niedoświadczony jest niewydajny i jego pomoc na gospodarstwie jest znikoma, gdyż często popełnia błędy, trzeba go poprawiać i nadzorować, pracuje bardzo powoli.

Trafiają się także i wwooferzy leserzy, typowo nastawieni na darmowe wakacje, a trzeba tu pamiętać o tym, że wwoofowanie, to wymiana polegająca na obopólnych korzyściach. Jeśli na gospodarstwo przyjeżdża wwoofer, nastawiony na darmowe żarcie i zakwaterowanie w zamian za udawanie, że niby pracuje, lub taki wwoofer, który wiele narzeka, ma wiele wymagań i oczekiwań, a niewiele z siebie daje - wówczas taki wwoofer musi się liczyć z tym, że go gospodarz poprosi aby już wracał do swojego domu lub jechał sobie dalej ;)))

Żaden gospodarz - czy bogaty czy biedny - nie będzie za darmo utrzymywał darmozjadów. Jeśli ktoś decyduje się na bycie wwooferem, musi być tego świadom co to oznacza. Indianka, mając skromne ilości pożywienia nie będzie odejmowała sobie od ust aby utrzymać cwanego darmozjada, który ściemnia, że niby pracuje, albo co gorsza odstawia dywersje typu wypacykowanie goldbandem ścian obory zamiast wymalowanie ich powierzonym odkażającym wapnem. Indianka takiego grzecznie wyprosi z gospodarstwa, albo zacznie kasować go za pobyt.

Gdy gość zacznie płacić, wówczas nic nie będzie musiał robić, nie będzie musiał pomagać, a będzie mógł się byczyć na rajskim rancho Indianki do woli.

Indianka ma trudną sytuację materialno-finansową, i dajcie wiarę, nie może utrzymywać darmozjadów i nie będzie tego robić. I tyle.

Natomiast osobnik, który będzie samowolnie wykonywał prace, których Indianka nie chce lub nie potrzebuje, albo są mniej istotne dla niej lub dla gospodarstwa w danym momencie, podczas gdy prace istotne dla gospodarstwa będą przez wwoofera zaniedbane - w tej sytuacji Indianka może poprosić wwoofera, aby zajął się tym, co dla niej ważne, a te mniej istotne prace darował sobie lub zostawił na później, gdy te istotne będą wykonane. Jeśli wwoofer uparcie będzie robił co do niego nie należy, a prace istotne będą leżały odłogiem, wówczas może się liczyć z zaprzestaniem karmienia go. Indianka niesfornego wwoofera raczej z gospodarstwa nie wyrzuci, jeśli bardzo nie będzie jej przeszkadzał, ale karmić go nie będzie. Taki stolerowany wwoofer będzie mógł pobyć sobie na gospodarce, ale bez wyżywienia.
Będzie mógł bawić się w gospodarzenie, ale na swój koszt.

piątek, 17 czerwca 2011

Pod namiot

Indianka niestety nie może zaoferować pokoi do wynajęcia, bo nie ma za co ich wykończyć. Nie może też zaproponować wyżywienia w zamian za pomoc na gospodarstwie, bo go nie ma w tym roku: zredukowała zwierzynę, bo nastawiła się na remont domu w tym roku, który z powodu niewypłacenia jej przez ARiMR dotacji rolniczych stał się niemożliwy do zrealizowania. Jednak może zaproponować urokliwe i pełne śpiewu ptaków miejsce pod namiot na łące nad rzeczką pod lasem oraz dostęp do łazienki w jej domu: 10zł/dobę od osoby za miejsce na na ustawienie namiotu na ekologicznej łące lub za darmo dla tego, kto zechce pomagać na gospodarstwie 2 godziny dziennie. Dla osób pomagających przy pracach gospodarskich przewidziany jest dzbanek z herbatą ziołową lub kawą zbożową.
Rozbić się z namiotem można w jednym z licznych malowniczych miejsc 11 hektarowego, pięknie ukształtowanego, czystego ekologicznie gospodarstwa. Na gospodarstwie znajduje się rzeczka, oczka wodne, stawik, las, zagajniki, wzgórza widokowe. Na pastwiskach pasą się kozy, w sadach wypasają się piękne, srokate konie. Indianka może zaoferować chrust i miejsca na ogniska. Jeśli Indianka coś zarobi, kupi kury i będą świeże jaja do kupienia na gospodarstwie.
Prace gospodarskie jakie wykonuje obecnie samodzielnie Indianka, a do których potrzebuje pomocy to:
  • sprzątanie stajni, koziarni, obory, kurnika
  • koszenie trawy
  • kopanie ziemi pod warzywa
  • budowa ogrodzenia stałego
  • sadzenie różnych sadzonek
  • bielenie stajni
  • zgrabianie siana i ustawianie w snopki
  • zbieranie gałęzi w lesie i znoszenie ich pod dom
  • zbieranie ziół
Indianka nie może zaproponować swojego wyżywienia, ale może podjąć się gotowania posiłków ze składników powierzonych przez turystów w zamian za symboliczną opłatę za wodę, prąd i gaz oraz jej pracę: 10zł/dziennie od 1 osoby dla której mają być przygotowywane posiłki.
Chętni są proszeni o kontakt na Creative.Indianka  (at) vp.pl lub komórka: 607507811 Pozdrawiam czerwcowo, Indianka

środa, 15 czerwca 2011

Extreme Makeover

Extreme Makeover
Indianka uwielbia oglądać amerykański program Extreme Makeover. Jest bardzo inspirujący.

Dziś beneficjentem projektu jest rodzina prowadząca gospodarstwo ekologiczne, więc ten odcinek jest Indiance szczególnie bliski. Amerykańska rodzina hoduje owce, srokate konie, uprawia warzywa. Rodzinę dotknęły wielkie nieszczęścia: śmiertelna choroba matki i pożar domu...

Matka rodziny cierpiała na białaczkę, ale z ludzką pomocą dawcy szpiku wyszła z tej śmiertelnej choroby.

Niestety, w domu wybuchł pożar i choć udało się go uratować, to został zniszczony pożarem i wodą laną przez strażaków.

Rodziny nie stać na remont domu, a z powodu grzyba i wilgoci oraz zniszczeń drewnianego domu, mieszkają w przyczepie campingowej.

Ekipa Extreme Makeover postawiła rodzinie ekologów nowy dom, turbinę wiatrową i urządziła ogrzewanie termalne.

Ford dał im w prezencie nowy duży samochód!

W programie wziął udział ulubiony aktor Indianki – David Duchowny.

Super odcinek!

Indianka zazdrości Amerykanom – dostali nowy dom, samochód, wyposażenie domu pełne ekologicznych elementów oraz energooszczędnych sprzętów gospodarstwa domowego, turbinę wiatrową (taką małą niegroźną dla otoczenia i zdrowia ludzi), zbiornik na deszczówkę, system geotermiczny do ogrzewania domu, nową owczarnię...
Extra! :)

Dom zbudowała brygada budowlańców oraz kupa ochotników z okolicy...

Na miejscu był obecny dawca szpiku dla chorej matki... Wspaniały program...

„O my God!” to zdanie członkowie rodziny często wykrzykiwali, gdy ujrzeli swój nowy dom...

 Indianka też by tak chciała :) Kiedy polska edycja programu Extreme Makeover??? ;)))









Roztargniona

Indianka nie pamięta, co wczoraj robiła :))) Coś robiła, ale nie bardzo pamięta co i nie wszystko. Pewnie dlatego, że robiła kilka czynności na raz, rozmawiała z kilkoma osobami na raz i jednocześnie oglądała witryny internetowe i TV.

 

Aaaa... już coś świta :))) ściągnęła z netu pożyteczne informacje, które będzie musiała sobie przyswoić. Trwało to wieki, bo internet na wsi mazurskiej w jej okolicy ślimaczy się jak prawdziwy winniczek. Właściwie winniczek szybciej się posuwa po trawie, niż strony wgrywają się na ekran...

 

Między wgraniem jednej a drugiej strony Indianka wywoziła obornik.

 

Wieczorem znacznie rozbudowała sektor wypasowy w sadzie. Właściwie Indiana to wymusiła na Indiance, bo wylazła spod pastucha swojego sektoru do kolejnej części sadu.

Strasznie sprytna ta klacz i wywrotowy charakter ma. Trzeba będzie drut rozciągnąć w tym sektorze, bo taśma to dla Indiany niewielka przeszkoda.

 

Indianka nie jest pewna, czy jej tego drutu starczy, bo już kawał ziemi ogrodziła drutem.

Najpierw trzeba będzie ogródek szczelnie odseparować od kóz, to wtedy jeśli coś zostanie z tego drutu będzie to można użyć do wzmocnienia ogrodzenia sektora wypasowego w sadzie.

 

No i pojemniki do wysiewu nasion skończyły się. Indianka sieje w doniczkach. Zostały już tylko doniczki bez dziurek, więc Indianka nałożyła wiertło odpowiedniej grubości na wiertarkę i wierci dziury w doniczkach. Część z nich jest pusta, część pełna.

W części doniczek posadzone są rośliny, które aby kwitły potrzebują ciasnych doniczek, więc trzeba je będzie przełożyć do mniejszych doniczek.

 

Dzisiaj chłodno. Indianka po nawierceniu doniczek wybiera się z tym majdanem na dwór, na jej roboczy stół, coby w domu nie nabrudzić.

 

W doniczkach Indianka w domu sieje zioła, które będą mogły być użytkowane w kuchni w domu, a część z nich będzie można wysadzić do gleby  na dworze.

Bazylia ładnie rośnie na parapecie. Indianka posiała też szczypiorek ogrodowy i pietruszkę naciową ozdobną w doniczkach.

 

Indianka ma jeszcze sporo nasion do wysiania. Trzeba przygotować kolejną partię donic i szybko siać, aby to zdążyło urosnąć tego lata...

 

 

 

 

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Drzewka owocowe

Indianka chętnie przyjmie sadzonki drzewek i krzewów owocowych, każdą ilość, o każdej porze roku. Najchętniej drzewka tradycyjne, wysokopienne. Nawet teraz. Było gorąco, teraz pogoda, temperatura i wilgotność jest w sam raz do posadzenia. Indianka wie jak sadzić, by się drzewko przyjęło nawet o tej porze. Najwyżej w tym roku drzewko nie zaowocuje, ale przyjąć się przyjmie. Każdy kto się do Indianki wybiera w gości będzie chętnie widziany z drzewkami owocowymi.