środa, 25 maja 2016

Cienkie Bolki z miasta na wsi

Cieszy mnie ten artykuł, że choć raz ktoś krytycznie ocenił emigrację z miasta na wieś i jej konsekwencje oraz realia wiejskie... :-)

Ja za to, że piszę jak jest, nie raz i nie dwa dostałam zjeby od tępych matron z miasta, które twierdziły, że moje problemy na wsi wynikają z mojego rzekomo konfliktowego charakteru. A tu proszę... :-) Inni też miewają podobne problemy do moich :-)
Więc może jednak moje problemy na wsi, nie wynikają z mojego charakteru? :-)

Indianka

"Cierpienia byłych pracowników korpo. Wyjechali na wieś i... chcą wracać. "To nie sielanka, podpalili mi dom"

Po latach korpożycia wymarzyli sobie sielską wieś, kucyka, spacery do lasu i nasiadówki u sąsiadów. Tymczasem wyobrażony obrazek odbiega od rzeczywistości. Wieś to nie tylko stada owiec na stokach, ale przed wszystkim ludzie, z którymi oprócz miejsca zamieszkania, niewiele łączy. A właściwie nowi to dla niektórych okazja do zarobku czy "skrojenia". I nie daj Boże wejść miejscowemu w drogę!

Adres na końcu tej mazurskiej wsi wszyscy miejscowi znają. Wystarczy zapytać o rezydencje albo Carringtona. Z pewnością ponad 400-metrowy dom z kolumnami wyróżnia się spośród wioskowej zabudowy i na tle ściany lasu. Dopiero z bliska widać, że jest opuszczony.

– To miała być moja ostoja – wzdycha Andrzej z Warszawy.

Pracuje w jednej z największych firm paliwowych w Polsce. Kilka lat temu rozpoczął budowę wymarzonego domu na Mazurach. Zaczęło się od kupienia prawie hektara ziemi pod lasem na uboczu wsi. Gdy dwór Andrzeja wyrósł ponad okoliczne domy to...

– Chyba wzbudziłem zawiść – zastanawia się.

Poszło o drogę dojazdową przez pole rolnika, od którego kupił ziemię. Zdaniem miejscowego, była rozjeżdżana przez ciężarówki przewożące materiały na budowę domu. Nie zgodził się też na doprowadzenie wody, ani prądu. Andrzej przyznaje, że w końcu pokłócił się z rolnikiem.

– A ten... wyrzucił ogromną hałdę obornika praktycznie pod oknami. Nie da się żyć w tym zapachu i rojach much. Dom trzeci rok stoi pusty – komentuje.

Kawa z dzięciołem
Marysia zaś wymarzyła sobie kawę na tarasie, z którego będzie widok na piaskownicę dzieci. Wraz z mężem kupiła działkę w okolicy Warszawy.

– Początkowo wszyscy miejscowi wydawali mi się sympatyczni. A tak naprawdę oni za plecami nabijają się z nowych naiwniaków, którzy kupują działki. Zarzynasz się kredytem, budujesz dom za kolejny, a oni wożą się coraz nowszymi autami. Pędzą tymi wąskimi drogami, jakby co dopiero dostali zabawkę w dłoń – opowiada. Ma już serdecznie dość swojego domu. Praktycznie służy im za sypialnie. Marysia już przywykła do ujadających nocami psów sąsiadów.

– Dojeżdżamy do Warszawy i wozimy dzieci. W aucie spędzamy co najmniej trzy godziny dziennie. Nie tylko kosztowne ta bajka, ale i szkoda czasu. Rozglądamy się z mieszkaniem w Warszawie – komentuje.

Może przesadza. Jak wielu mieszkańców nowobogackich enklaw wzdłuż Puszczy Kampinoskiej.– Otrzymaliśmy telefon od jednego z nich i domagał się interwencji, bo dzięcioł od kilku dni przylatuje na drzewo w pobliżu domu i stuka. Nie daje mu spać – opowiada Artur Kenig, komendant straży Kampinoskiego Parku Narodowego.

Wkrótce otrzymał SMS-y z groźbami i głuche telefony. Wyjechał na pół roku... – W jednym z SMS-ów grożono mi, że mam do końca tygodnia wynieść się, bo inaczej zginę. Tym razem ja zostanę spalony – wspomina.

Nękanie zaczęło się niedługo, jak Adam Ulbrych powiadomiłprokuraturę o nielegalnej wycince dębów. Tydzień temu na nowo ruszył proces o groźby. Oskarżony jeden z mieszkańców pobliskiej wsi nie przyznaje się do winy. Przebywa w areszcie, gdyż podejrzany jest też o podpalenie domu w Smardach Dolnych. – A sprawa podpalenia mojego domu? Umorzona, bowiem nie wykryto sprawców – dodaje Ulbrych.

Zastanów się czy warto
Zmiany na wsiach nie umknęły uwadze socjologów wsi. Prof. Maria Halamska w wywiadzie dla „Dziennika" komentowała, jaka jest wieś:
– Wcale nie jest sielska, anielska – taka wieś nie istnieje. Mieszkanie na niej ma swoje ogromne zalety (...) Ale wieś to nie jest żadna harmonijna, życzliwa człowiekowi wspólnota. Mieszkają tam żywi ludzie z krwi i kości, którzy często zazdroszczą, nienawidzą, którzy bywają złośliwi, nie akceptują przybyszy, są podejrzliwi. Dlatego okropnie mnie denerwuje taka wszechobecna narracja o sielankowym życiu na prowincji.

Nie zmienia to faktu, że wciąż modna jest wyprowadzka z miast do pobliskich miejscowości. I często okazuje, się, że mieszkający w nich korpo, żyją tylko w komitywie z innymi korpoludkami. – Czują się lepsi – dodała Halamska.

Dlatego ostrożnie z marzeniami. Socjolog wsi, antropolog Ruta Śpiewak, nawet na blogu stwierdziła: – Na wieś? Tak tylko latem!"

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

http://natemat.pl/180677,sloik-pakuje-sie-i-wraca-do-miasta-wies-to-nie-sielanka-zastanow-sie-nim-ulegniesz-obrazkom

6 komentarzy:

  1. No tak, w mieście wszystko idealnie, wspaniali sąsiedzi, brak korków, sielanka miejska... Kto to mówi? Portal Lisa, Tomasza Lisa, który za diabelskie srebrniki opisze wszystko jak chce diabelski kupiec. Wierzyć portalowi Lisa, czy sobie? Wieś tak jak każde środowisko, ma swoje wady i zalety. Ja wolę wieś tak jak wielu mioch znajomych i do miasta za Chiny Ludowe nie wrócimy. Z miasta tez na wsi pojawiają się zwykłe miejskie chamy i za to obrywają, że są chamami a nie ludźmi. Wieś jest prosta i mimo, że czasami prostacka to nie znosi miejskiego chamstwa i "co to ja" Można by o tym wiele, ale autor portalu Lisa podchodzi w sposób prostacki i powierzchowny do tematu jak na zamówienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nieważne, że to portal Lisa. Nawet nie wiedziałam.
      Artykułu nie pisał Lis. Sam artykuł jest okay. Pokazuje wiejskie kłopoty emigrantów z miasta i to jest wartościowe, bo uświadamia różnym napalonym na wiejską sielankę mieszczuchom, że życie na wsi to nie tylko sielanka, ale i niekoniecznie życzliwi wieśniacy i inne problemy. Można różnie trafić. Generalnie trzeba liczyć tylko na siebie i uzbroić się w wytrwałość. Konsekwentnie realizować swoje plany zagospodarowania się.

      Usuń
  2. W twoich wpisach na blogu stale pobrzmiewa nuta, że jesteś "lepsza" od miejscowych. Więc czego się spodziewałaś? zachwytów nad tobą?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy, nie wywyższam się. Jestem uprzejma i kulturalna.
    Masz urojenia, co do tej nuty wyższości.
    Ale skoro poruszyłeś temat lepszości, obiektywnie rzecz biorąc jestem lepsza, bo: nie piję, nie palę, nie ćpam, nie kłamię, nie kradnę, nie oszukuję, nie naciągam, nie puszczam się - tak jak wielu na wsi i w mieście. Do tego nie jestem materialistką i mam szlachetne ideały.
    Zatem tak, jestem lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do wywyższania się, to raczej ja jestem traktowana z góry przez niektórych miejscowych bambrów. No bo oni mają maszyny rolne i wielką kasę, więc dają odczuć, że ja dla nich jestem nikim. Wydęte pogardliwie usta, satysfakcja w oczach "ona nie ma czym zaorać pola a ja mam i nie dam, żeby było jej trudniej żyć"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mimo, że mi samej ciężko, nie wrócę do miasta.
    Jestem wolną, kreatywną duszą i potrzebuję dużo przestrzeni.
    Tu ją mam. Są tu też moje kochane zwierzęta.
    Brak tylko osoby bliskiej, bratniej duszy, ale na to nic nie poradzę. Nie ma to nie ma.

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2016 :)
Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)
=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!