czwartek, 27 lutego 2014

Przetarg na dostawy siana i usługi polowe rozstrzygnięty!

  Na gorący apel Indianki odpowiedziało wielu rolników z okolicy bliższej i dalszej.
W okolicy jest mnóstwo siana dobrej jakości w przystępnej cenie. Tylko brać i przebierać :D
Ponieważ Indianka obecnie nie potrzebuje już siana uzupełnionego ostatnimi zakupami - obecnie negocjuje z rolnikami wieloletnią współpracę w dziedzinie zaopatrywania w dobrej jakości siano prosto z pola oraz w dziedzinie koszenie łąk Indianki.
 
Cudownie znalazł się rolnik ekologiczny, który posiada sporo hektarów które kosi sobie, bo musi, a siana nie wykorzystuje, gdyż już nie ma bydła. Rolnik posiada certyfikat ekologiczny, także super pasuje Indiance jego oferta.
 
Ten sam rolnik nie jest pazerną świnią. Jego oczekiwania finansowe za paszę doskonałej jakości są przyjazne dla kieszeni Indianki, a stawki za koszenie i inne usługi polowe - akceptowalne, na poziomie pomocy sąsiedzkiej, a nie oparte na chciwej lichwie, od której ucierpiało gospodartwo Indianki w zeszłym roku.
 
Niniejszym konkurs na wieloletnie dostawy siana dobrej jakości oraz usług polowych został szczęśliwie rozstrzygnięty! :D
 
Inni rolnicy w okolicy podlegający chronicznej niechlubnej znieczulicy mogą spać spokojnie. Ich dupy uratowane ;) Uratował je ten w/w rolnik małorolny ekologiczny.
 
Niniejszym Indianka odwołuje szczegółowe kontrole weterynaryjne w pobliskich gospodarstwach rolnych :D
 
 
Niniejszym konkurs na dostawy siana ekologicznego i usługi polowe został rozstrzygnięty :)

wtorek, 25 lutego 2014

Pogadanka na komendzie


Indianka udała się wczoraj z buta na komendę w sprawie prześladowcy,
który ją nęka złośliwymi, chamskimi smsami, komentarzami pod jej blogiem oraz nasyłaniem kontroli weterynaryjnych na nią.
Gnidą, łachudrą i bydlakiem, który na nią doniósł na weterynarię nie jest Witold Z. Jest to inna osoba.

Aby dostać się na Komendę Olecko,
trzeba przejść przez tę urokliwą rzeczkę.

poniedziałek, 24 lutego 2014

CouchSurfing 2012

Dzwoni do mnie wieśniak z wioski obok i mówi, że ma sianokiszonkę do
 
sprzedania w cenie 80zł/bela.
Drogo, ale sianokiszonka jest z reguły droższa od siana z uwagi na owijanie
 
folią, chociaż z drugiej strony trawa nie wymaga tyle przewracania i
 
dosuszania co siano, oraz można ją robić w niezbyt dobrą pogodę, tzn. deszcz
 
jej aż tak bardzo nie szkodzi jak sianu,
 
Więc w sumie powinna kosztować nie więcej niż siano, bo wymaga mniej zabiegów
 
agrotechnicznych, ale z drugiej strony dochodzi dodatkowy zabieg owijania
 
beli w folię i koszt samej folii.
Jest też towarem bardziej pożądanym w rolnictwie, paszą bardziej wartościową,
 
soczystszą od siana,ma więcej minerałów,więc dla krów jest bardzo dobrą
 
paszą, choć nie idealną. Zapewnia wysoką mleczność u krów, lecz co prawda
 
smak mleka na tym traci.Same krowy też nie mogą jeść wyłącznie sianokiszonki,
 
bo mogłyby zachorować na nadkwasotę. Muszą zjadać też dodatkowo siano lub
 
słomę plus zboża.
 
Od słowa do słowa rolnik wygadał się, że mu sporo sianokiszonki zostało po
 
zimie, bo mu się zimą dużo bydła "zmarnowało".
 
Jak to się panu bydło zmarnowało?? co się stało?
No, rozerwało. Pięć krów mi rozerwało podczas porodu. Miały za duże cielaki
i nie dały rady się wycielić, trzeba było krowy ciąć i cielaki wyciągać,
a jak były za duże mimo to, to wyciągać po kawałku cielęta aby krowę
 
uratować, albo krowę mocniej rozciąć aby cielaka w całości wyciągnąć żywego.
 

Większość moich krów miała ciężkie porody, ciężko się cieliły, a 5 krów
 
trzeba było dobić oraz 6 cieląt padło na biegunkę i jakąś bakterię.
 
Weterynarze próbowali ratować bydło, ale niewiele wskórali.
To co się miało zmarnować to i tak się zmarnowało.

Oho, tak sobie myślę, że ja u niego na pewno paszy nie kupię. Może być
 
skażona tą samą bakterią, nie mówiąc o tym, że cholernie droga.
Za siano prosto z pola policzył sobie aż 100zł (zapytałam go ile by wziął za
 
siano świeże prosto z pola, gdybym chciała u niego w tym roku kupić). Facet
 
albo szuka durniejszego od siebie, albo jest ciężko chory na chciwość.
 

Na pewno u niego kupować paszy ani cieląt nie będę.
 
Przy okazji nasunęła mi się gorzka refleksja - taka masakra, tyle trupów,
 
krwi i bólu, a nikt na niego nie nasyła kontroli weterynaryjnych, nikt mu nie
 
zabiera bydła, bo nie umie się nim właściwie opiekować...
 
Jakby ktoś chciał, to mógłby się przyczepić, że nie potrafi hodować bydła,
 
skoro pokrył krowy znacznie większym bykiem co skończyło się mega ciężkimi
 
porodami i masakrą. Krowy ma mleczne, hodowane na mleko, a krył bykiem
 
mięsnym znacznie większej rasy i po prostu krówki nie dały rady urodzić
 
ogromnych cielaków. To było do przewidzenia. Doświadczony rolnik o tym wie
 
czym się może skończyć tego rodzaju inseminacja.

Ale nikt na nikogo nie donosi. Każdy ma tutaj jakiś swój interes.
Weterynarze zarobili na inseminacji, a teraz na próbie ratowania krów i
 
cieląt...
 
Przechodząc przez wsie widzę psy na łańcuchach przymocowanych do ścian obór,
 
gdzie mają wydłubane dziury w ścianach obór zamiast bud.
Tak tutaj trzymają psy od wielu, wielu lat. Nikt z tego nie robi afery.
Sąsiadka co na mnie lubi donosić sama trzyma psa w metalowej beczce na polu,
 
daleko od domu. Psa krótkowłosego - wyżła. Pies ten skamle całymi dniami i
 
ujada jak wściekły, gdy się nad ich stawami pojawi jakiś intruz.
 
Nikogo to nie razi - ani weterynarzy, ani lokalną społeczność, ani żaden
 
nawiedzony TOZ nie interweniuje.
 
Ta sama sąsiadka poi w stawie w którym zanurzone są słupy wysokiego napięcia
 
swoje bydło. Weterynaria to widziała i w szał nie wpadła.
 
Jak widać przepisy w tym kraju są dla wszystkich jednakie, ale nie jednakowo
 
stosowane do wszystkich.
 
Dziś znów znalazłam na moim polu szczątki świeżego cielaka. Ja cieląt nie
 
hoduję.
Psy i lisy przywlekły te kości z innego gospodarstwa.
 
Od lat rolnicy padlinę wywożą na pole by okoliczne psy i lisy się nią zajęły.
Psy i lisy na tym korzystają. Mają co jeść. Nierzadko ratuje im to mięso
 
życie. To taki zamknięty odwieczny cykl pokarmowy, który naruszyła Unia
 
Europejska wymuszająca na rolnikach zdawanie padliny do Bakutilu, aby Bakutil
 
zarobił podwójnie: raz na odbiorze padliny (500zł) i na sprzedaży mięsa do
 
zakładów mięsnych produkujących karmę dla zwierząt. To mięso niekiedy,
 
oczywiście nielegalnie trafia też do rzeźni dla ludzi. Oczywiście, pod
 
warunkiem, że jest nie zgniłe i nie ze sztuki zmarłej na jakąś wirusową czy
 
bakteryjną chorobę. Raczej padlinę padłą z uwagi na jakiś wypadek czy po
 
prostu podczas porodu.
 

Życie na wsi jest brutalne. Wymaga hartu ducha. Śmierć jak i wypadki oraz
 
choroby wśród zwierząt i ludzi się zdarzają na porządku dziennym i nikt z
 
tego powodu nie dostaje nadmiernych spazmów typowych dla miejskich panienek
 
wychowanych na pluszowych misiach.
 
Żaden przeciętny rolnik się nad swoimi zwierzętami nie znęca. To nie jest w
 
jego interesie. Zwierzęta hoduje się po to, by dobrze sprzedać ich mleko czy
 
jaja, lub mięso. Każdy dba jak potrafi i jak może, a nie jest to łatwe
 
zadanie.Jeśli któryś trzyma zwierzę na łańcuchu, to dlatego, że jest to
 
konieczne lub bardzo ułatwiające obsługę zwierząt, a nie jest to oznaka
 
znęcania się.
 
Te spazmatyczne paniusie miejskie nie dałyby rady wykonać nawet ćwierci tej
 
pracy którą przeciętny prosty rolnik wkłada w hodowlę zwierząt.
 
To prawda, że większość rolników jest grubiańska, a nawet chamska (zauważyłam
 
to już dawno temu), ale robią co mogą, by ich zwierzęta były duże, zdrowe i
 
dorodne, syte i napojone. To jest w ich interesie. Ludzie na wsi są bardzo
 
interesowni. Ci w mieście też w większości, ale kamuflują się.
Natomiast przeciętny wieśniak jest rozbrajająco chciwy i interesowny.
W sumie nie ma się co dziwić. Ciężko pracują przez cały rok, świątek i
 
piątek, więc chcą zarobić przyzwoicie. Plusem tej interesowności jest to, że
 
dzięki niej dbają o swe bydło najlepiej jak potrafią.
 
Na prawdę nie są potrzebne w Polsce specjalne zakazy i nakazy oraz restrykcje
 
wobec rolników czy hodowców. Każdy kto zainwestuje w swoje zwierzęta
 
pieniądze, czas i mnóstwo pracy chce by jego zwierzęta były zdrowe, piękne i
 
wartościowe. To jest samoistnie regulujący się system zależności między
 
zarobkiem, a zdrowiem bydła.
 
Niektórzy rolnicy nawet przywiązują się do swego bydła i traktują je ze
 
szczególną czułością. Nie datego, że jest taka moda w mieście na czułości
 
wobec naszych braci mniejszych i większych, ale dlatego że tak czują z głębi
 
serca.
 
W każdym bądź razie przeważająca większość rolników traktuje swoje bydło co
 
najmniej neutralnie, dba o nie.

Natomiast idealistka taka jak Ja, która trzyma zwierzęta głównie dlatego. że
 
je lubi i lubi się nimi otaczać nie czerpiąc praktycznie żadnego dochodu z
 
tytułu ich hodowli i utrzymania, traktująca swoje zwierzęta jak swoją rodzinę
 
= to jest wcielony Anioł, który zrobi wszystko co możliwe dla dobra swoich
 
zwierząt, w tym narazi się wójtowej lub całej znieczulonej wsi :D
 
W tym kontekście, fałszywe pomawianie Anioła kochającego zwierzęta w ogóle, a
 
swoje w szczególności - o znęcanie się nad zwierzętami, bo piesek został
 
chwilowo uwiązany na łańcuchu, a koziołek przetarł sobie grzbiet szarpiąc się
 
na lince - jest to zachowanie typowe dla ludzkich hien cmentarnych żądnych
 
krwi i mięsa swej ofiary, które kręci zapach krwi ofiary i jej cierpienie,
I nie zwiodą mnie tutaj eleganckie woale elokwetnej wypowiedzi.
Intencje tych hien są dla mnie jasne od samego początku.
Teraz próbują tylko dosztukować do swojej podłości odpowiednią ideologię, by
 
ubrać swoje świństwo, swoje małostkowe, nieeleganckie i nie licujące ze
 
statutem gościa zachowanie w szatę szlachetnej misji ratunkowej uciśnionych zwierzątek. Ich intencje podpierdolenia mnie gdzie się da nie byly oparte na żadnych światłych, szlachetnych przesłankach. Te dwie kobiety po prostu chcialy mi dokopać i zrobiły to. Sądziły, że nie dowiem się, że to one. Od razu wiedziałam, że to one doniosły. Ledwo wyszły z gospodarstwa gdzie się grzecznie pożegnały by pognać do mojego wroga numer jeden ze wsi i z tym wrogiem przeciwko mnie spiskować.
Czytały mego bloga (oba blogi - zarówno angielski jak i polski) i podniecała je wizja przybycia do kontrowersyjnej Gospodynii i namieszania jej w życiu.
 
Obłudne, fałszywe lesbijki. W sumie nie powinnam się dziwić, że osoby mające problem ze swoją własną tożsamością seksualną, pozbawione zasad moralnych i etycznych - nie będą umiały rozróżnić co dobre, a co złe, co wypada, a co nie wypada zrobić i że nie będą umiały się zachować na poziomie po tym jak skorzystały z kilku dni darmowego pobytu na Mazurach na prywatnej posesji i w prywatnym domu Gospodyni, nie mając nawet złotówki w kieszeni na rzecz tak elementarną jak swoje własne wyzywienie. Sądziły, że sklep wiejski je za darmo nakarmi? Miotłą by dostały, gdyby z takim żądaniem weszły do sklepu. Dlatego nawet do niego nie poszły ani razu.
Zamiast tego zaatakowały Gospodynię, o której doskonale wiedziały, że skromnie, bardzo skromnie żyje, co potwierdzał też obraz jej gospodarstwa i domu.
Mimo to cisnęły, by dostać to co chciały dostać. wyłudziły darmowe wakacje na rancho pełnym pięknych, sympatycznych zwierząt - chciały jeszcze wyłudzić sponsoring żywieniowy na cały okres ich planowanego, dwutygodniowego pobytu.
Nie miały żadnych obiekcji, że tak z gołymi rękami przyjechały na krzywy ryj o niczym Godpodynii nie uprzedzając wcześniej, a wręcz przeciwnie - stawiając przed nieprzyjemnym faktem dokonanym - one głodne i one by coś zjadły.
Zjadły i nawet talerzy po sobie nie zmyły.
 
Od dwóch lat mściwie, bardzo misternie i starannie tkają swoje intrygi
 
szeroko rozsiewając je po internecie, wkręcając i wmanipulowując w nie mniej
 
lub bardziej rozgarniętych ludzi, żerują na ludzkich uczuciach próbując się
 
wybielić ze świństwa, które zrobiły Gospodyni, która ich wspaniałomyślnie
 
ugościła pod swoim dachem i na swoim gospodarstwie, mimo iż ich nie znała i
 
na dobrą sprawę nie miała żadnego powodu by iść tym kobietom (lesbijkom
 
dokładniej) na rękę i umożliwiać darmowe wakacje na swoim rancho.
 
Przyjechały, skorzystały, wyjechały i nakablowały robiąc z igły widły na całą
 
Polskę i Europę, szkalując dobre imię Gospodyni, która w dobrej wierze je u
 
siebie ugościła, chociaż nie bardzo czas i możliwości ku temu miała.
Dostały więcej, niż miały obiecane. Miały spać na łące w swoim namiocie.
Dostały co prawda nie przygotowany dla gości pokój (bo nie miał go nikt
 
zajmować) ale same sobie go wybrały dobrowolnie. Pokój z łazienką.
Wiedziały o niekończącym się z braku funduszy remoncie, o tym że Gospodyni
 
nie ma pokoi do wynajęcia. Widziały ten pokój gdy przyjechały i zamieszkały w
 
nim nic w nim nie poprawiając nawet troszeczkę, za to później złośliwie
 
komentując stan tego pokoju na cały świat i w paru językach.
Miały swój namiot? Miały. Miały w nim nocować? Miały.
Zamiast tego wpakowały się do mojej sypialni zmuszając mnie do emigracji do
 
drugiego pokoju, w którym mam gabinet. Podzieliłam się z nimi przestrzenią
 
mojego niedoskonałego, ale DOMU. Moją PRYWATNĄ PRZESTRZENIĄ. A one teraz od
 
ponad roku czasu PUBLICZNIE wyszydzają mój PRYWATNY POKÓJ i DOM.
Wszczególają się z niezwykłą pieczołowitością w każdy najdrobniejszy
 
mankament pozując na urażone turystyki które słono zapłaciły za kurort, a
 
dostłały w zamian obskurną chatę. Ale te paniusie - nie zapłaciły NIC. Nie
 
zapłaciły ani złotówki. Skorzystały z gościnności Gospodyni na podstawie
grzeczności wyświadczonej im przez Gospodynię.
Poznały się wstępnie dzięki towarzysko-gościnnemu portalowi Couchsurfing, który oferuje na prawdę szeroką
 
gamę doznań podróżniczych, na których tle moje gospodarstwo ani dom z
 
pewnością nie są ani najgorszem slumsem ani piekłem. To po prostu taka
 
miejscówka :) Ludzie sypiają za pośrednictwem CS w takich miejscach jak
 
szopy, balkony, trawniki, korytarze, zakurzone na 5cm fabryki, plaże, tereny budów, niewykończone mieszkania. Nie płacą za nic, lub prawie nie płacą (niektórzy Gospodarze domagają się np. dołożenia do kosztów prądu lub oczekują wsadu spożywczego do lodówki ze strony gości i np. ugotowania potrawy przez gościa dla Gospodarza)
Podróżujący też niekiedy padają ofiarą molestowań ze strony gospodarzy.
 
Tutaj, tzn. na moim prywatnym rancho tym paniom się nie stała żadna krzywda.
Nie zostały ani pobite, ani zgwałcone, ani okradzione, ani zwymyślane.
Przyjęła je uprzejma, choć uboga i na dorobku Gospodyni. Podzieliła się tym
 
czym miała. Zmoczone głodomory przybyłe z Warszawy nakarmiła za darmo. Litując się nad ich godnym pożałowania stanem, gdyż ociekały wodą od stóp do głów wysiadłszy gdzieś hen daleko od wioski Indiank - pozwoliła im się wykąpać, wysuszyć w jej domu i zająć jej sypialnię.
 
Oddałam swój pokój z łazienką im za darmo. Całe gospodarstwo miały do swojej dyspozycji.
Gdy się okazało, że przyjechały na całe dwa tygodnie bez grosza licząc na to,
 
że będę je sponsorować żywnościowo przez ten cały okres = odmówiłam. Wyjaśniłam
 
grzecznie, że mnie na to nie stać.
 
że nie byłam wówczas na tę okoliczość przygotowana, gdyż nie planowały
 
przyjazdu do mnie jako pomoc czy wolontariuszki, nie uprzedziły o tym, lecz przybyły jako grzecznościowe letniczki które miały być samowystarczalne i same sobą się
 
zająć.
 
Mimo ich usilnych zapewnień przed ich przyjazdem, że one nie będą dla mnie
 
żadnym ciężarem - stały się niewyobrażalnym ciężarem :(
Siedzą na mnie jak ten upiorny dżin juz od dwóch ponad lat. Ciągle im mało.
Nasyłają na mnie różnych patałachów aby mi podkładali świnie, składali
 
donosy. Po prostu ich celem życia stało się zatruwanie mojego życia.
 
Ja to nękanie zgłosiłam na policji już rok temu. Niestety, policja się tym
 
nie chce zająć. Zostałam poinstruowana, że mam sprawę im zakładać na swój
 
koszt, a niestety nie stać mnie na to, więc nadal się nade mną pastwią.
 
Kiedyś mnie doprowadzą do takiego szału, że się krew poleje a ich lesbijskie
 
ścierwa wdepczę w ziemię. 
 
Jest szczytem podłości i przewrotności co te dwa fałszywe dziwolągi potrafią
 
zrobić niewinnej, dobrej, zapracowanej dziewczynie, która sama, na własnych
 
barkach dźwiga ogromny ciężar prowadzenia niedofinansowanego,
 
niezmechanizowanego gospodarstwa.
 
Dziewczyna robi co może i robi więcej niż którakolwiek inna kobieta byłaby w
 
stanie na jej miejscu z siebie dać.
 
Mieszkam sama, a przez te dwa odmieńce panicznie się boję kogokolwiek
 
zaprosić do mego domu, by znów nie okazał sie podstawioną szują wyszukującą
 
haki na mnie w moim domu i gospodarstwie.
One piszą i kontaktują się z różnymi moimi znajomymi i nieznajomymi lub ledwo
 
znajomymi i podpuszczają ich, by wypisywali na mnie bzdury, składali donosy, albo by
 
szpiegowali mnie dla nich.
 
W zeszłym roku był chłopak który się ze mną skontaktował dwa lata wcześniej i miał
 
przyjechać na mą farmę by przez 3 miesiące trenować konie.
Skontaktowały się z nim wyszperawszy go na liście moich znajomych na znanym portalu społecznościowym. Zatruły go - jego umysł i serce. Podpuściły. Sprytnie zmanipulowały. Łepek przyjechał z odpowiednim nastawieniem. Szpiegował mnie dla nich i przez
 
Internet donosił na mnie do nich. Był tak bezczelny, że próbował donosić na
 
mnie z mojego własnego komputera z mojego własnego domu.
Uniemożliwiłam mu to. Wtedy wpadł we wściekłość. Doszło do słownego starcia.
Nie ugięłam się. On pomaszerował do Internet cafe we wsi i stamtąd nadawał na
 
mnie do nich, co one potem skwapliwie zamieściły na publicznej stronie.
 
Naprawdę, nie po to tego trenera zaprosiłam na swoje rancho, aby rył pode mną
 
i nie wywiązał się z danego słowa. Koni nie ujeździł. Ledwo jedną klacz
 
wstępnie. Pozostałe konie porzucił łamiąc słowo i wyjechał na Zachód tam
 
pracować za pieniądze, bo mu się akurat płatna fucha trafiła.
 
Zanim wyjechał zdążył zepsuć mi wszystkie kantary, zniszczyć piękny ogon i
 
grzywę mojej ukochanej klaczy Indianie (oberżnął nożem jak jakiś psychol)...
 
Mam dość takich ludzi. Mam dość kretynów, psychopatów, hien itp.
Nie chcę takich tutaj widzieć. Po co mi oni? Nie są mi do niczego potrzebni.
Zakłócają tylko mój spokój ducha i moje szczęście prywatne.
 
Generalnie postanowiłam, że nie będę już ponosić ryzyka i zapraszać do domu
 
nikogo nieznajomego z niejasnymi do końca intencjami.
 
Jestem normalną osobą i lubię ludzi, bardziej niż ci co na codzień klepią o
 
tym jak oni bardzo "lubią ludzi" robiąc im jednocześnie świństwa z tej lubości typu zamieszczanie nieautoryzowanych zdjęć w internecie lub w publicznej galerii lub sugerowanie, że osoba jest niepoczytalna. Nie przeceniam towarzystwa ludzi, zwłaszcza tych nudnych, przeciętnych, przyziemnych i zawistnych.Tacy źle na mnie wpływają. Wolę ich omijać. Potrafię się doskonale obejść bez towarzystwa, potrafię się też doskonale znaleźć w każdym towarzystwie. Oba stany nie są mi obce. Mieszkałam kiedyś w dużym mieście i bywałam tzw. duszą towarzystwa, rozkręcałam dyskoteki i inne imprezy...
 
Jestem skłonna spędzić trochę czasu w towarzystwie osób inteligentnych,
ciekawych, z charakterem, posiadających własne zdanie na każdy temat, nie
cierpiących na syndrom owcy typu "jak oni atakują ją, to ja też się przyłączę
i będę wredny jak tylko potrafię".
 
Osoby chcące odwiedzić na mym rancho mnie, po to by spotkać mnie, zawsze będą
tu mile widziane.
 
Natomiast łowcy okazji typu "darmowy pobyt??? zajebiście. Jedziemy" -
niekoniecznie.
 
Standardu agroturystycznego tutaj nie mam i nie będę go mieć, bo nie mam za
co wyremontować domu, nie mam też na to czasu. Osoby żądne komfortu nie są tu
mile widziane, bo będą rozczarowane i będzie przyczynek do niesnasek.
Owszem, gospodarstwo posiadam piękne, natomiast dom jest rozgrzebany,
niewykończony i nie nadaje się na agroturystykę w stanie obecnym.
Obecnie też nie mam wody bieżącej...
Nie mam czasu się też nim lepiej zająć, bo pracuję większość dnia na dworze,
a po całym dniu pracy jestem tak padnięta, że marzę tylko o gorącej kąpieli 
i łóżku.
 
Także osoby nietolerancyjne, niewyrozumiałe też nie są tutaj mile widziane.
Unia i Polska w tej chwili się roi od miliona zjadliwych, w większości zbędnych i utrudniających życie przepisach, nakazach, zakazach, restrykcjach.
Wszystkie one oczywiście mają sensownie lub w miarę sensownie brzmiące
przesłanki i uzasadnienia, ale w większości przypadków to tylko zasłona dymna
mająca na celu chronić i wspierać interesy lobbystów. Stąd np. zakaz uboju
zwierzyny gospodarskiej na gospodarstwie.Przemysł rzeźniczy dzięki temu
zyskał miliardowe dochody. Teraz każdy rolnik zamiast tak jak dawniej ubić
zwierza wprost na gospodarstwie i zaoszczędzić tym samym kosztów transportu i
uboju w rzeźni - musi ze stratą dla siebie oddać zwierzę t
do rzeźni i traci na tym kilkakrotnie, bo rzeźnie skupując tzw. źywiec zaniżają jego cenę z wielką stratą dla rolnika. W efekcie rolnik jest w tym łańcuchu narzuconych mu
zależności Murzynem, który odwala czarną robotę, ponosi ryzyko hodowli,
ponosi koszty, czeka dłuuugo aż się mu poczyniona inwestycja zwróci i na sam
koniec najmniej na tej sztuce bydła zarabia, bo przymuszony odgórnymi
przepisami oddaje ją za pół darmo do rzeźni, która za swoją usługę słono
liczy, dolicza wysoką marżę do ceny zakupionego od rolnika żywca. Na mięsie
rolnika zarabia najlepiej: rzeźnia, weterynarz co robi temu mięsu przymusowe
badania w tym na BSE które w Polsce nie występuje i praktycznie nigdy nie
było tej epidemii w naszym kraju, a badanie kosztuje 300zł od sztuki bydła,
czyli czysty zysk weterynarza i laboratorium badającego czy udającego że bada
to mięso. Laboratoria i weterynarze doskonale wiedzą, że BSE w Polsce nie
występje lecz występowało kiedyś w UK, ale badanie jest obowiązkowe i rolnik za darmo musi oddać cenny kawał mięsa jakim jest łeb krowy, w którym jadalne jest wszystko: jęzor, mózg itd., i co dawniej stanowiło popularne w barach PRLu przekąski, także na stołówkach szkolnych i uczelnianych można było zostać uraczonym krowim jęzorem w musztardzie - teraz tego nie ma. Zakazane. Na mięsie rolnika dobrze zarabia hurtownia, zarabia masarnia przemysłowa, zarabia sieć marketów, tylko rolnik nie zarabia. Jemu się ledwie zwraca poniesiony koszt robocizny i nakładów poniesiony celem odchowania takiego byczka plus minimalny zysk, którego wy byście nie chcieli mieć gdybyście mieli tak ciężko pracować w każdy dzień roku i ponosić tyle kosztów
i ryzyka hodowli co rolnik.
 
Jeśli chce ktoś się bawić w inspektora, szpiega, donosiciela - to bardzo
proszę nie u mnie. Jest mi wystarczająco ciężko, aby mnie jeszcze jakaś
łachudra miała dodatkowo dołować.
 
Piszę to, by uniknąć potencjalnych nieporozumień.
Co prawda nie planuję nielegalnego uboju na moim gospodarstwie, ale jeślibym
go kiedyś przeprowadziła, to jest to rzecz całkowicie normalna i zgodna z
naturą, a niekoniecznie zgodna z dyrektywami unijnymi które są dalekie od
normalnych i naturalnych. Ludzie od setek tysięcy lat ubijali zwierzynę
osobiście i była to rzecz normalna. To Unia robi z tego co normalne cyrk, a
podwaliną tego cyrku jest zabezpieczenie lobbystów czerpiących krociowe zyski
dzięki takim rozmaitym przepisom unijnym. Tak jak w przypadku wędlin polskich
i ich zakazu chodzi o to, by wyciąć z rynku dobry produkt i jego wytwórców. Produkt bez porównania lepszy niż te pseudo wędliny maczane w chemikaliach przez wielkie koncerny spożywcze, które działają legalnie i legalnie sprzedają zatrutą żywność która
was truje pomalutku przez lata wywołując rózne schorzenia do raka i bezpłodności włącznie.
 
Chcesz mnie odwiedzić by mnie poznać osobiście, osobiście porozmawiać? Mogę
się na to spotkanie zgodzić. Chcesz skorzystać z mojego gospodarstwa przy okazji? Może się na to zgodzę.
 
Ale pamiętaj, że NIE MASZ PRAWA TUTAJ NICZEGO KRYTYKOWAĆ, KWESTIONOWAĆ A TYM BARDZIEJ KABLOWAĆ.
 
Na moim gospodarstwie chcę widzieć życzliwych przyjaciół. Mogą oni mnieć
odmienne od mojego zdanie, ale muszą się zachowywać jak przyjaciele i pod
żadnym pozorem nie szkodzić mnie i mojemu gospodarstwu oraz zwierzętom.
 
Uszanujcie moją prywatność i moją prywatną przestrzeń, a zawsze będziecie mile widziani na moich włościach, a może i w domu :)
 
Pozdrawiam,
Indianka
 

 

sobota, 22 lutego 2014

Naród kocha Indiankę :)


Indianka ma za sobą bardzo sympatyczny, słoneczny piątek. Był to dzień miłych niespodzianek. Indianka pracowała na dworze przed domem, gdy nadjechał listonosz Adam. Niestety, Pana Marka już na tym rewirze nie ma. Wielka to strata dla lokalnej społeczności. Wszyscy się bardzo z Panem Markiem zżyli. Rozwoził listy, paczki i dobre słowo od lat. Zawsze bardzo miły, pomocny, ludzki. Ile razy Indiance piłę odpalił, gdy nie mogła sobie z tym dać rady! Potrafił po godzinach pracy ofiarnie w swoim prywatnym czasie dostarczyć paczkę, zwłaszcza gdy zawierała żywe zwierzęta np. pisklęta. Robił to zupełnie sam z siebie nie czerpiąc z tego tytułu żadnych profitów. Strasznie Indiance doskwiera brak Pana Marka.
Pan Adam nie jest zły, ale to nie to samo co Pan Marek. Pan Marek to prawdziwy posłaniec niczym Merkury :) Nawet patronem jego znaku zodiaku jest właśnie Merkury czyli mitologiczny posłaniec.
Przyjechała od Ani paczuszka z anglojęzycznymi powieściami (yahoo! :D) oraz powidełka porzeczkowe własnej roboty, a także słoiczuś z podgrzybkami.
Słoiczuś zawierał tak pyszną zawartość, iż zniknął w gardziołku Indianki niemal jednym haustem. Niedoczekał smażenia jajecznicy, do której się Indiana przymierzała. Wyborna zaprawa marynaty była tak smaczna (zaprawiana miodem i nie tylko) że zdarzyło się Indiance wypić ją jednym haustem zaraz po skonsumowaniu przepysznych grzybków.
Indianka ma słabość do grzybków. Wie o tym Radek i jakiś czas temu podesłał Indiance grzybnie do zaszczepienia pieńków. Jak się uda, będą własne grzyby.
Byłoby cudownie. Grzybnia na pniaku owocuje po 3 i więcej lat w kilku rzutach rocznie.
Dżemik porzeczkowy też smaczny. Taki gęsty jak galareta. Do ciasta smarowania w sam raz.
Indianka upiekła chleb czosnkowy i przymierza się do pieczenia ciasta. Tym razem będzie porzeczkowe, z warstwą porzeczek :)
Nadszedł też tajemniczy list od tajemniczej osoby z Warszawy. A w nim kolorowa gazeta ogrodnicza zachęcająca do uprawy własnego pięknego ogrodu warzywnego oraz kilka paczuszek użytecznych nasion. Piękna zachęta do ogrodniczenia :)
Indianka pięknie dziękuje Ani, Radkowi oraz tajemniczej osobie z Warszawy :) Bóg zapłać :)
Nadeszła też nowa Burda, która Indianka zaprenumerowała na pół roku, bo na dłużej niestety nie było ją stać, ale dobre i to. Już kilka czasopism z wykrojami ma. Jest podstawa do szycia nowych fajnych ubrań. Indianka chce wrócić do swojego wyuczonego rzemiosła czyli krawiectwa i szyć kreatywne, romantyczne rzeczy jakie lubi :) W tym celu potrzebuje wykroje. Co prawda jako wykształcony krawiec konstruktor modelarz odzieży potrafi sama konstruować od zera i modelować odzież, ale ma tyle pracy na farmie, że zabrakłoby jej czasu na mozolne konstrukcje. Trzeba sobie ździebko życie ułatwiać jak jest taka możliwość. Nadto sama Burda w sobie jest tak inspirująca, że warto ją mieć dla samej inspiracji :)
Teraz pora zdobyć sprawnego, ręcznego lub nożnego Singera w dobrym stanie, aby Indianka mogła szyć bez prądu.
Nadto Indianka woli maszyny z ręcznym lub nożnym napędem, gdyż są bardziej dokładne w szyciu (wygodniejsze zwłaszcza przy szyciu skomplikowanych elementów), a poza tym taka maszyna nożna potrafi wspaniale rozładować nadmierną energię motoryczną Indianki, która by inaczej mogłaby długo przy maszynie nie usiedzieć.
Urządzenia wymagające aktywnej współpracy rąk i nóg to coś dla Indianki.
Indianka zabrała skarby przywiezione przez listonosza do domu by się nimi nacieszyć wieczorową porą.
Wiosną czyli już niebawem będzie siać i zakładać z ogromną frajdą swój nowy ogród warzywny, latem będzie czytać książki angielskie wyciągnięta na łące w otoczeniu jej ukochanych zwierzątek, a zimą będzie szyć nowe kreacje :)
Ach, życie jest cudowne :)
W dodatku kilka fajnych osób zadzwoniło do Indianki i coś się będzie ciekawego na rancho Indianki latem działo :)
Póki co z wodą jest masakra - zamarzła dwa miesiące temu i nie ma bieżącej. Coś tam cieknie z trudem z rury w piwnicy, ale woda nie dochodzi do kuchni i Indianka ma problem z myciem i gotowaniem oraz kąpielą. Z trudem nabiera wody do gotowania z rury w piwnicy, do mycia nosi wodę wiadrami z rzeczki, bo szybciej i łatwiej, choć ciężej, bo kawał trzeba wiadra nieść, a następnie tę rzeczną wodę trzeba przegotować na piecu. Uciążliwe jest to jak cholera, no ale co robić. Woda wygląda na czystą, ale lepiej przegotować.
Jest jeszcze ciek wodny w którym woda jest idealnie czysta, ale trudno z niego coś nabrać, bo bardzo płytki, a dojście do niego bardzo niewygodne, bo błotniste. Tam poją się zwierzęta.
Indianka ma na podwórku starą zawaloną studnię, którą by warto oczyścić i udrożnić aby mieć własną wodę pod ręką. Trzeba to będzie zrobić.
Rachunek za wodę wodociągową za kolejny okres przyszedł o 500 procent wyższy. To jakaś paranoja :(. Jak można zrobić podwyżkę opłaty za wodę o 500 procent? Ani to woda gorąca jak w bloku. Ani dużego zużycia nie ma. A tu nagle 500 procent więcej. Normalnie szok.
Indianka musi znaleźć czas by zbadać ten absurdalny rachunek. Skąd taaaka podwyżka???
Indianka postanowila, że będzie zbierać deszczówkę do mycia. Miękka woda i czysta prosto z nieba. Idealna do podlewania roślin oraz do mycia włosów.
Rośliny Indianki bardzo lubią deszczówkę oraz wodę z oczek wodnych. Tego akurat nie brakuje na ziemi indiańskiej.
Co prawda deszczu teraz brak, ale na pewno będzie i to taki obfity, że aż będzie chlustało na boki.
Dzisiaj silna, gęsta jak mleko mgła zapowiadająca duże opady deszczu niebawem.
Wracając do tego co przyjemniejsze - Indianka chce znaleźć czas na chociażby przejrzenie swoich nowych skarbów.
Zacznie od czasopisma ogrodniczego :) Już niebawem siewy :) Ziemię jeszcze trzeba przygotować, ale z grubsza jest gotowa.
Jesienią i zimą konie skarmiała kostkami siana na terenie swojego planowanego warzywnika i konie spisały się na medal skopując tam ziemię porządnie kopytami. Permakultura w najczystszej formie :D Darń przekopana i zniszczona, obornik z ziemią wymieszany. Bosko :)
Będzie dużo mniej pracy wiosną przy kopaniu grządek pod warzywa :)
A i ogrodzenie Indianki bardzo pomocne będzie w ochronie warzyw przez indiańską zwierzyną. Gospodarowanie Indianki zgrabnie układa sie w ładną, sensowną i gospodarną całość :) Indianka rada z efektów swojej pracy :)

czwartek, 20 lutego 2014

Slow food Indianki

Na foto slow food zacnej Gospodyni, czyli:
  • słodkie ciasto kakaowo-orzechowe
  • galareta jajeczna
  • chlebek kminkowy
  • pizza indiańska ;)

Pieczywo Indianki

Chrupkie, świeżutkie, pachnące :)

Boska galareta indiańska

A do niej kromka świeżutkiego chlebka kminkowego własnego wypieku prosto z indiańskiego pieca :)
Niebo w gębie :)
Pyszności nie dla Judaszy :P

Chlebek Indianki

Pachnący i gorący :)
Prosto z pieca :)

Jajecznica Indianki

Obfita. Na cebuli i z ostrą papryczką oraz z serem. Pychota :)

Jaja ekologiczne od indiańskich kur ;)

Jajeczka od kurek wyhodowanych przez gospodarną Indiankę :)

Galareta jajeczna

Pycha :)

Pizza Indiańska

Właściwie sam placek pizzy jeszcze 
przed jego wzbogaceniem o składniki :)

Dzień na papióry


Dziś dzień ponury - w sam raz na papióry!
Indianka porządkuje korespondencję.
Ależ to mozolne i nużące... :)
Tulipan się o dziwo znowu odezwał. ;)) Tak tak - ten sam co Indiankę podpierdolił do Sanepidu.
Chce przyjechać do Indianki na urlop wypocząć :D
Nic z tego. :P Nie gryzie się ręki co karmi i pod dach swój wspaniałomyślnie przygarnia :)
Poza tym niewykluczone, że Tulipan szuka haka na Indiankę :D Może chciałby ją znowu podpierdolić?
Indianka nie ma ochoty Judasza widzieć w swoim domu. Przyjęła go najlepiej jak umiała, a on na nią napuścił Sanepid i Opiekę Społeczną... :D
Jak tak - to fora ze dwora! :D 
Indianka ma dużo jaj i by się chętnie nimi podzieliła z jakąś przyjazną, bratnią duszą...
Judasz z definicji jest żadnym przyjacielem :)
Na foto galareta jajeczno-marchewkowa. Pycha :)))

środa, 19 lutego 2014

Indianka przetrwała zimę

11 lat nie byłam na dyskotece :D
Kiedyś uwielbiałam tańczyć.
11 lat temu kupiłam zapuszczone gospodarstwo i zdewastowany dom.
Od 11 lat ciężko pracuję by zagospodarować to co kupiłam.
Od 11 lat ciężko fizycznie pracuję nad realizacją moich życiowych planów i marzeń.
Sama wyhodowałam piękne konie.
Sama posadziłam 2500 drzew.
W zeszłym roku zbudowałam ogrodzenie nowego ogrodu.
W tym roku ten ogród założę.
Mam nadzieję, że wreszcie w tym roku uda się ujeździć moje konie i będę mogła cieszyć się frajdą z jazdy na nich po okolicy...
Uwielbiam wszystkie moje zwierzęta, a zwłaszcza konie. To moje serdeczne przyjaciółki. Zastępują mi te miejskie, które kiedyś miałam mieszkając w mieście... :)
 
Cieszę się, że udało mi się przetrwać tę zimę w zdrowiu. Jestem wdzięczna Bogu, że mnie nie opuścił tak całkiem :D
Zwierzęta czują już wiosnę. Brykają radośnie.
Ja też chcę już wiosnę. Czas siewu warzyw i grodzenia pastwisk.
Zaczęłam ogarniać siedlisko. Usuwać to co ujawnił topniejący śnieg: kamienie, badyle, gruz, jakieś resztki drutów i plastikowych tyczek od pastucha :)
 
Przed stajniami głębokie błoto. Na razie obornika się nie da wywieźć.
Co dzień lub co drugi zależnie od potrzeb dosypuję koniom słomy by miały na czym spać i z czego produkować drogocenny nawóz koński.
 
Obornik będzie mi potrzebny do użyźnienia ogrodu ziołowo-warzywnego przy domu, a jeśli coś zostanie - to jeszcze ogród warzywny dostanie kolejną uzupełniającą dawkę zasilania.
 
Inspekty zbudowane przeze mnie rok temu teraz ogarnęłam po zimie.
Do nich też trzeba nawalić obornika.
 
Poza tym męczą mnie sprawy cywilizacyjne. Różne sprawy i pisma które zabierają cenny czas i spokój ducha. Jezuu, jaka ta ludzkość upierdliwa :D
Indian, jako plemię wymierające powinno się zostawić w spokoju, otoczyć ochroną, rezerwatem, a nie ciągle coś od nich chcieć... :))
 
Dzisiaj jestem taaak wyczerpana, a jeszcze muszę pogrzebać w pismach...
A kysz, a kysz... zgiń przepadnij maro piekielna wizjo urzędniczych gąb i ich męczliwych przepisów, decyzji, zarządzeń i wezwań... :D
 
Po co ludziom ten system odgórnego zarządzenia ludzkości? Bez niego życie byłoby proste, łatwe, radosne i o niebo przyjemniejsze...
Ten system zarządzania duszami to jak rak na zdrowym ciele ludzkości. Niszczy ją. Niszczy jednostki. Niszczy szczęście ludzkie...
2000 lat temu w cudownych wolnych czasach barbarzyńskich nie było tego męczliwego, zakłamanego, uzurpatorskiego systemu...
Ludzie byli sobą. Nikt im nie mieszał w życiach. Nie wpychał swoich uzurpatorskich łap w ich prywatne sprawy i majątki.
Teraz ludzie są marionetkami w rękach idiotów którym się udało dorwać do władzy... A jak któryś ludzie nie zgadzają się odgrywać ten obłędny taniec marionetek, to ich system zła niszczy, tłamsi, dusi. Żaden rząd tego świata nie jest w stanie mnie uszczęśliwić. Nie potrafi. Nie ma takich kompetencji i nigdy nie będzie miał.
Jedyne co mogą zrobić pożytecznego dla ludzi wolnych to usunąć się i przestać im przeszkadzać szczęśliwie żyć.
 
Ta kicia na powyższym foto obrazuje mój stosunek do tego męczliwego patologicznego systemu i jego równie patologicznego rządu... ;)
 
 
 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Żydowska loża B'nai B'rith z nienawiścią atakuje polski Kościół i jego światłe inicjatywy

W mojej ocenie ta antypolska, antykatolicka organizacja kipiąca fałszem i nienawiścią, kalająca w sposób przewrotny pamięć o tych polskich bohaterach i męczennikach, którzy z narażeniem swojego życia ratowali od śmierci z rąk Niemców żydowskie rodziny powinna być usunięta z Polski w trybie natychmiastowym. To wróg Polaków, polskości, naszej religii, prawdy historycznej i naszej Ojczyzny. Nadto działa niezgodnie ze swoim statutem.
Miała ta organizacja według jej statutu szerzyć pojednanie i zrozumienie pomiędzy Polakami i Żydami, a tymczasem robi coś dokładnie odwrotnego posługując się mową wściekłej nienawiści szerzy i pogłębia podziały pomiędzy Polakami i Żydami.
B’nai B’rith  - won z Polski! :(
 
Indianka
 

Żydowska loża B’nai B’rith atakuje – Mirosław Kokoszkiewicz

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-10-14

Zanim przejdziemy do meritum, czyli wściekłego ataku Hartmana na ojca dr Tadeusza Rydzyka przypomnijmy fragment wygłoszonego przez dyrektora Radia Maryja komunikatu, który stał się pretekstem do tej brutalnej i podłej napaści:

„Z radością informuję, że budowa kościoła, świątyni wotum wdzięczności za Jana Pawła II przebiega bardzo sprawnie. Rozpoczęliśmy ją budować w połowie czerwca ubiegłego roku (…) Jak już informowaliśmy – w dolnej części tego kościoła będzie kaplica pamięci, a w niej m.in. będą na czarnym granicie wypisane nazwiska tych, którzy ratując swoich sąsiadów – Żydów zostali zamordowani przez Hitlerowców. Chodzi o nazwiska Polaków, którzy ratowali Żydów z narażeniem życia.”

Wydawałoby się, że inicjatywa jest piękna i zasługująca na wsparcie oraz wielkie uznanie dla pomysłodawcy. Jednak nie dla Hartmana, który napisał w tej sprawie nagłośniony oczywiście przez Gazetę Wyborczą  List do o. Rydzyka gdzie czytamy:

„Słyszymy, że ojciec Tadeusz Rydzyk buduje „kaplicę pamięci” o tych, którzy ratowali – jak wyraził się szef Radia Maryja – „naszych braci Żydów”. Prowokujesz, księże, bezczelnie? Walisz zapamiętale w stół? Więc odzywają się nożyce: wara ci, cyniczny hipokryto, od naszych Sprawiedliwych, którzy ratowali życie naszych rodziców! Zabieraj od nich swoje brudne łapy i zajmij się liczeniem kasy. Przewrotność i obłuda antysemity musi znaleźć granice – a są to granice życia i śmierci. Przeto nie waż się pluć w twarz Sprawiedliwym, ich dzieciom i wnukom!  (…)Bo ty śmiesz nazywać Żydów braćmi? Ty?”

Otóż nie kręć Hartman, bo po pierwsze pisze jak wół, że „sąsiadów”, a nie „braci”. Po drugie to nie są żadni „Wasi”, ale „Nasi Sprawiedliwi”. To są Polacy, którzy ryzykując życiem własnym i swoich rodzin ratowali Żydów, a nawet na ochotnika dawali zamykać się w obozach zagłady by nieść wam pomoc, za co po wojnie żydokomuna w podzięce ich mordowała i wrzucała do dołów na powązkowskiej „Łączce” .

Przykro to powiedzieć, ale „Waszych Sprawiedliwych” nie ma. Oni nie istnieją profesorku, a szkoda, bo przecież mogli być i zapisać się pięknie na kartach historii. Niestety nieznane są przypadki, aby Żydzi ratowali Polaków przed sowieckimi wywózkami ukrywając ich w swoich domach czy obejściach. Wiadomo jednak, że radośnie i masowo witali kwiatami naszych okupantów oraz ochoczo uczestniczyli w denuncjowaniu polskich rodzin, które wywożono później bydlęcymi wagonami na „nieludzką ziemię”. A więc „wara ci, cyniczny hipokryto, od naszych Sprawiedliwych! Zabieraj od nich swoje brudne łapy i zajmij się” spółkowaniem ze swoim partyjnym kompanem i politycznym wyrwikuflem, Palikotem.

Ale to jeszcze nie koniec. Hartman w tym liście pełnym nienawiści odkrywa przed nami wielką tajemnicę mówiącą, przed kim to tak naprawdę ukrywali się Żydzi:

„A przed kim ukrywali się Żydzi? Czy chodziło może o to, że po każdej ulicy spacerowały patrole niemieckie, zaglądając to tu, to tam, w poszukiwaniu ukrywających się Żydów? Otóż bynajmniej. Tymi, których strzec się musieli Żydzi i z powodu, których musieli się ukrywać w chlewach i pod podłogą, byli właśnie owi polscy sąsiedzi….”

Oto Żydzi według Hartmana ukrywali się przed polskimi sąsiadami, a te chlewy i skrytki pod podłogą należały zapewne do Bułgarów, Rumunów, Francuzów i Włochów. Brakuje jedynie w wypocinach Hartmana wyjaśnienia, dlaczego to Żydzi zaczęli się ukrywać przed Polakami dopiero po wkroczeniu do Polski „rycerskiego Wehrmachtu”? Dlaczego nie czynili tego wcześniej i przez wieki masowo napływali na polskie ziemie by się tam osiedlać –przepraszam – ukrywać w chlewach? Cóż to za niewytłumaczalny zbiorowy masochizm żydowskiego narodu?

Kogo oprócz Niemców bali się jeszcze Żydzi wyjaśniła już dawno temu jedna z największych myślicielek XX wieku, Hannah Arendt, z pochodzenia Żydówka, pisząc:

“Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii.”

No, ale o tym Hartman nie wspomina przechodząc już w dalszej części swojego listu na „ty” z ojcem Rydzykiem.

Roi się tam również od kierowanych do Polaków przez tego pożal się Boże profesora i „wybitnego etyka” oraz „filozofa” z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwrotów typu,  „ciszej, chamy, nad tą trumną!”,albo pisanych wprost do polskiego duchownego słów: „Wiemy dobrze, po co ci owa „kaplica pamięci”. Co chcesz powiedzieć i osiągnąć, za nic mając uczucia tych wszystkich Sprawiedliwych, którzy w grobach się przewracają widząc, jak sobie gębę nimi wycierasz”, „oby ci język usechł”, „trzymaj swój kramik z tanimi jarmarcznymi dewocjonaliami z dala od tego świata”.

Cóż tu można jeszcze dodać. Widać, że niewiele w żydowskiej mentalności się zmieniło i gdyby historia się powtórzyła to Hartman znalazłby schronienie w piwnicy u ojca Rydzyka, zaś ojciec Rydzyk mógłby liczyć z jego strony w najlepszym wypadku na donos zakończony wywózką na Kołymę.

W tym miejscu znowu chylę czoła przed profesorem Jasiewiczem gdyż poniższymi zdaniami ze słynnego już wywiadu dla „Focus Historia” trafił w samo sedno:

“Żydów gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, że są narodem wybranym. Czują się oni upoważnieni do interpretowania wszystkiego, także doktryny katolickiej. Cokolwiek byśmy zrobili, i tak będzie poddane ich krytyce – za mało, że źle, że zbyt mało ofiarnie. W moim najgłębszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Żydami, bo on do niczego nie prowadzi… Ludzi, którzy używają słów ‘antysemita’, ‘antysemicki’, należy traktować jak ludzi niegodnych debaty, którzy usiłują niszczyć innych, gdy brakuje argumentów merytorycznych. To oni tworzą mowę nienawiści”.

Na koniec jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Tych, którzy ohydny list Hartmana odebrali, jako niezwykle emocjonalny i w swym oburzeniu szczery informuję, że to jest cyniczna i na zimno przygotowana oraz przeprowadzona akcja członka założyciela żydowskiej loży „B’nai B,’rith-Polska”, który realizuje cele tej organizacji.

Co nieco o tych realizowanych w Polsce celach dowiedzieliśmy się 9 września 2007 roku z zamieszczonego na stronach ambasady USA w Warszawie krótkiego komunikatu:

„9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności.”

Oto żydowska tajemnicza organizacja w ambasadzie obcego mocarstwa omawia „kwestie” wolnego medium działającego w rzekomo wolnym demokratycznym i suwerennym państwie.

Teraz chyba łatwiej nam zrozumieć cel, jaki wskazano do zaatakowania członkowi założycielowi lożyB’nai B’rith, Hartmanowi oraz zapał, z jakim go realizuje.

Obrona Radia Maryja i TV Trwam przed napierającymi Hartmanami jest naszym wielkim zbiorowym obowiązkiem, bo to tam znajduje się ostoja polskości, katolicyzmu i właściwie pojmowanej polskiej racji stanu.

Źródła:

http://web.archive.org/web/20100412065313/http://polish.poland.usembassy.gov/poland-pl/wydarzenia_20010/bnai-brith-otwiera-now-lo-w-warszawie–9-wrzenia-2007.html

http://hartman.blog.polityka.pl/2013/10/03/list-do-o-rydzyka/

http://www.radiomaryja.pl/informacje/kaplica-pamieci/

Artykuł ukazał się w tygodniku Warszawska Gazeta

Dla Wirtualnej Polonii nadesłał autor:

Mirosław Kokoszkiewicz

Najnowszy nr tygodnika Polska Niepodległa już w kioskach

Polecam moje książki, “Polacy, już czas” ozdobioną rysunkami śp. Arkadiusza “Gaspara”

 Gacparskiego i, „Jak zabijano Polskę”

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6

 

http://wirtualnapolonia.com/2013/10/14/zydowska-loza-bnai-brith-atakuje-miroslaw-kokoszkiewicz/

niedziela, 16 lutego 2014

NIELEGALNA TRADYCYJNA POLSKA ŻYWNOŚĆ

Komu zależy na tym aby najlepszej jakości żywność nie była dopuszczana do sprzedaży co prowadzi do tego, że polscy rolnicy są tym samym pozbawiani podstawowego źródła utrzymania, a polscy konsumenci dostępu do dobrej jakościowo, zdrowej, ekologicznej, naturalnej żywności?
 

NIELEGALNA TRADYCYJNA POLSKA ŻYWNOŚĆ

 

Żydzi kradną nasze dzieła sztuki pod okiem tuskorządu?

Teraz wyszło szydło z wora po co tuskoposłowie srali w gacie by zdążyć z antypolską ustawą zezwalającą obcym służbom panoszenie się w Polsce.
Widać, ten wywóz dzieł był z góry i dawno zaplanowany, a ustawa Żydom była potrzebna, by mogli zająć polskie lotnisko - jak swoje i wywozić samolotami co im się żywnie podoba. Skoro służby lotniska ich zatrzymały a nawet paru z nich aresztowały - to znaczy, że to co było wywożone to była nielegalna kontrabanda. Pieniądze? Raczej nie. Łatwiej zrobić przelew. Sztaby złota? Już prędzej. Najprawdopodobniej jednak byly to bezcenne warte miliony dzieła sztuki. Zapytajcie celników i urzędników lotniska co to było. Zapytajcie Tuska. Zapytajcie ministra sprawiedliwości i generalnego prokuratora.
 
Celnicy i służby lotniskowe które zatrzymały przemyt zostali zwolnieni ze swoich stanowisk!
Zastąpiono ich innymi urzędnikami. Żydowskimi? Czy innymi ale posłusznymi Tuskowi i Żydom? Takim, którzy złamią prawo na rozkaz Tuska, ministra sprawiedliwości czy prokuratora generalnego aby Żydzi mogli bezkarnie wywozić z naszego kraju co im się żywnie podoba zubożając nasze narodowe skarby w nieskończoność aż już nic nie zostanie w kraju z wyjątkiem pustych ścian muzeów i sejfów?
 
Tuskorząd i tuskosejm nie robi ustaw dla dobra i potrzeb Narodu polskiego. Oni robią dobrze obcym - w tym przypadku Żydom.
W mojej ocenie to zdrajcy Narodu polskiego i naszej Ojczyzny. A wy jak sądzicie? Godzicie się na to?

Izraelski Mossad przejął lotnisko Okęcie

aq1Co próbowano wywieźć z Polski, kto budził prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości w środku nocy, na jakiej podstawie prawnej służby Izraelskiego MOSSAD przejęły na prawie całą noc lotnisko Okęcie. Dlaczego w imieniu obywateli USA pracowników stacji telewizyjnej FOX oraz radia Merkury interweniowała ambasada Izraela oraz naczelny rabi gazety Rzeczpospolita – Weiss .

Balonikami akcji Las Smoleński władze  chciały  odwrócić uwagę od tego co się działo na lotnisku Okęcie ,media skoncentrowały się na zagrożeniach ruchu powietrznego  i bezpieczeństwa Polski jakie spowodowała akcja Lasu Smoleńskiego. Wszystkie media w Polsce pominęły info na temat wielkiego przekrętu  jaki miał miejsce na lotnisku Okęcie.

Co chciano wywieźć z Polski ? Czy były to znowu cenne okazy zbiorów kultury Polskiej, przekazane panu Glennowi Beckowi przez pierwszego rabina Polski? Czy raczej część kasy obiecanej Izraelowi, drogocenne i ważne okazy objęte zakazem wywozu? Czy raczej wzorem Baksika i spółki worki skrzynie z pieniędzmi? Jedno jest pewne: służba graniczna oraz celna na lotnisku Okęcie zatrzymała a następnie aresztowała członka grupy zespołu filmowego, który odwiedził Polskę. Grupa pana Glenna Becka, redaktora amerykańskiej TV Fox oraz radia Mercury została zatrzymana i zrewidowana przez Polskie służby graniczne; jeden z członków amerykańskiej grupy TV FOX został zatrzymany i aresztowany. Informacji o tym zdarzeniu trudno szukać w mediach Polskich. Głośno o nich wśród pracowników lotniska Okęcie, odpowiednie restrykcje spotkały cały zespól  zmiany służby granicznej oraz celnej. Pisze o tym także sam Glenn Beck na swym blogu, cytat:

But first we had to clear security. For most of my team, it went as expected. But for one it did not. Due to a misunderstanding a member of my crew was at first detained and later held in custody. We waited as long as we could but eventually we had to take off without him as we had a tight schedule with a ghetto and two death camps that we had to visit and a flight window into the country of Israel that could not be missed. Eventually someone with the authority to make a judgement call cleared him through -but as there were no flights out, he rented a car and drove through the night. He arrived just as we were waking. That, however, was tomorrow.First things first tonight.

+++

najpierw musi przedostać się przez security ja przeszedłem zgodnie z oczekiwaniem niestety jednemu z nas się nie udało z  powodu nieporozumienia jeden z członków mej ekipy został zatrzymany a później aresztowany, czekaliśmy tak długo jak to możliwe lecz niestety wylot do Izraela nie pozwolił nam doczekać naszego kolegi. W końcu ktoś z odpowiednimi możliwościami spowodował uwolnienie naszego kolegi i wypożyczonym samochodem dotarł do nas.

+++

Oficerowie Polscy dowodzący odprawami zostali natychmiast odsunięci od czynności, zastąpiono ich innymi, interweniowała ambasada Izraela oraz prokuratura generalna Polski, areszt uchylono i pozwolono bez dalszych restrykcji odjechać członkowi ekipy TV FOX. Wszyscy oni następnie z całym bagażem oddanym im przez władze polskie zostali zapakowani do samolotu udającego się do Izraela.

CO WYWIEZIONO Z POLSKI I KIEDY DOKŁADNIE zatrzymania dokonano podczas ostatniego weekendu.

Państwo Polskie przeciwko obywatelom ustala oraz przygotowuje coraz to bardziej uciążliwe restrykcje prawne, wysyła do zakładów psychiatrycznych sprzeciwiających się dyktaturze mafii Tuska i Komorowskiego, jednocześnie służbom obcych państw  pozwala na przejecie, jak w wypadku na Okęciu, całkowitej kontroli nad prawem Polskim i Polskimi służbami mundurowymi.

Costerin

http://www.bibula.com/?p=40696

 http://gazetawarszawska.com/2013/02/15/zawiadomienie-do-prokuratury-generalnej-o-porwaniu-delegacji-do-katynia/

http:http://gazetawarszawska.com/2013/02/15/zawiadomienie-do-prokuratury-generalnej-o-porwaniu-delegacji-do-katynia///gazetawarszawska.com/2014/01/15/zawiadomienie-o-przestepstwie-w-dniu-6-vi-2011-w-asturias/

http://gazetawarszawska.com/2014/01/17/zawiadomienie-o-przestepstwie-lotu-lo016-boeing-b-767-300/

http://gazetawarszawska.com/2014/01/27/zydzi-porwali-zamordowali-delegacje-katynia-w-dniu-10-kwietnia-2010/

http://gazetawarszawska.com/2014/02/07/producent-hollywoodu-szpiegiem-izraela-max-kolonko-mowi-jak-jest/

http://gazetawarszawska.com/2014/01/23/zawiadomienie-o-przestepstwie-oswiecim/

Za: http://gazetawarszawska.com/2014/02/15/izraelski-mossad-przejal-lotnisko-okecie/

Data publikacji: 15.02.2014

Tags : , , , , , , ,

 

Gender studies to pseudonauka czyli bzdet

Genialny Norweg z zawodu rozpoznawalny komik i zarazem z wykształcenia socjolog debiutujący jako dziennikarz śledczy wykazał głupotę tzw. ideologii gender. Już 3 lata temu!
Rząd norweski po opublikowaniu jego siedmioodcinkowej serii na temat gender studies - wycofał się z finansowania tej pseudo nauki dostrzegając w niej po prostu kosmiczny bzdet.
 
Natomiast tuskorząd brnie w wydatki z budżetu państwa na ten poroniony cel??? Wbrew podstawom naukowym? Wbrew zdrowemu rozsądkowi? Tak dużo w jego szeregach zboczeńców, że chcą te zboczenia na siłę propagować demoralizując społeczeńśtwo i co gorsza usankcjonować dewiacje prawnie i ścigać tych co się przciwstawiają tej patologii społecznej w Polsce. Tuskorząd to oczywiście zrobi kosztem narodu, bo przecież swoich prywatnych pieniędzy na to nie wydają, tylko te wyłudzone od chrześcijańskiego społeczeństwa w postaci największych na świecie podatków. Godzicie się na to? Nie ma pieniędzy na śmiertelnie chorych, a są wydawane na taki symbol debilizmu jak pedalska tęcza??
Stać nas na to??? Na wywalanie pieniędzy w błoto na zachcianki ludzi którym Bóg odebrał rozum i resztę przyzwoitości?
 
Niedouczeni zwolennicy gender studies i w ogóle ideologii gender to homoseksualiści czerpiący swoje przekonania z sufitu.
Nie mają żadnych podstaw naukowych, żadnej wiedzy tematycznej na której mogłaby bazować ich dziwaczna ideologia. Ich ideologia gender to tylko homoseksualna propaganda. Zestaw życzeń dewiantów.
Otumaniając narody chcą w ten sposób poczuć się lepiej i znaleźć podstawę do prześladowania normalnych ludzi, którzy w sposób naturalny przeciwstawiają się ich dewiacjom seksualnym i ich nachalnym naciskom na zdrowe, normalne społeczeństwa, aby uznało to co nienormalne, chore i sprzeczne z naturą.
 
"Film, który zniszczył gender studies w Norwegii - polskie napisy!
2013-11-25

Prezentujemy tu pierwszy z 7 filmów, które przeorały opinię publiczną w Norwegii. Mamy nadzieję, że zadziałają również w Polsce, gdzie już na 8-miu uniwersytetach wykłada się tę pseudo-naukę. Portal rebelya.pl podjął się wykonania polskich napisów do filmów, które będziemy kolejno pokazywać. Naszych czytelników prosimy o jak najszersze rozpowszechnianie filmu, szczególnie wsród środowisk naukowych. Film na Rebelyi w ciągu paru dni osiągnął prawie 15000 wejść. Spróbujmy razem tę oglądalność znacznie zwiększyć.

Najpierw recenzja Sulfura z Salonu 24.

Harald Eia to komik rozpoznawalny w Norwegii. Nikt go nie brał na poważnie, gdy zaczynał poważną serię filmów dokumentalnych "Hjernvask", w tłumaczeniu wymowne: "Pranie mózgów" (ang. "Brainwash"). Przez cały czas trwania zdjęć w Norwegii i zadawania pytań tamtejszym naukowcom z różnych dziedzin pozował na laika, który oczekuje obalenia mitów na temat płci, rasy czy homoseksualizmu. Wypowiedzi naukowców, filozofów, dziennikarzy, osób publicznych nagrywał. Następnie udał się z nimi do czołowych światowych badaczy na uniwersytetach brytyjskich i amerykańskich z dziedzin psychologii ewolucyjnej, genetyki behawioralnej i biologii.

Tam zadawał te same pytania, otrzymując zgoła odmienne odpowiedzi. Następnie pokazywał naukowcom nagrania ich kolegów norweskich. Reakcje były podobne: szok, niedowierzanie, uśmiechy. Również wypowiedzi tych specjalistów Harald Eia nagrał i następnie zabrał do kraju, dokonując konfrontacji. Reakcje norweskich "specjalistów" polegały chórem na zaprzeczeniu, odrzuceniu, dezawuowaniu, ośmieszaniu, oskarżeniami o rasizm i szerzenie patriarchatu oraz powielanie własnych kulturowych uprzedzeń. Jednak Harald Eia miał jeszcze jednego asa w rękawie. Otóż nie był laikiem. Był socjologiem który przez parę lat pracował w Norwegii naukowo, a dopiero potem zajął się pracą komika. Jednak cały czas studiował na boku, trzymał rękę na pulsie. Stopniowo jego zainteresowania zaczęły dryfować na pola takie jak biologia, genetyka i psychologia ewolucyjna właśnie. Nie było więc przypadkiem, że dobrał takich, a nie innych specjalistów ze świata. Wiedział już, ile warta jest norweska nauka, gdyż sam się o tym na własnej skórze przekonał.
Zaczął więc przypierać rozmówców do ściany nieustępliwymi pytaniami.

Jeśli faktycznie nie ma różnic między płciami, to jak wytłumaczyć brak kultur odmiennie traktujących kobiety? Dlaczego kobiety mają inny stosunek do seksu bez względu na kulturę? Jeśli płeć jest kulturowa, to dlaczego androgyni twierdzą, że od zawsze czuli się chłopcem lub dziewczynką? Skoro Norwegia jest takim rajem równości płci, to dlaczego 90% inżynierów to mężczyźni a 90% pielęgniarek to kobiety? Dlaczego w Indiach, kraju wielkich nierówności względem myślenia o roli kobiet więcej tychże kobiet idzie studiować przedmioty ścisłe niż w Norwegii? Nie dawał się zbyć z pantałyku. Przyparci do muru "specjaliści" plątali się, próbując wymigać od odpowiedzi, dominującym stwierdzeniem było "to nie jest interesujące" oraz "to nie ma znaczenia", ostatecznie jednak byli przyszpilani: jaki jest pana/pani naukowa podstawa twierdzeń? Wtedy prawda wychodziła na jaw. "Moje podstawy są nie tyle naukowe, co teoretyczne" oraz "nauki humanistyczne powinny kwestionować utarte pojmowanie biologiczne"..
.
Sednem każdego niemal 40-minutowego filmu była właśnie sesja przyszpilania. Gdyby zrealizowano je w Polsce, zapewne szybko znalazłyby się na Youtube pod tagiem "masakruje" bo w istocie była to absolutna masakra poglądów lansowanych przez gender studies, obnażająca ich kompletny brak podstaw naukowych, ignorancję, butę i zupełny brak zdolności krytycznego myślenia sparowany z zwichrowaniem ideologicznym. Wiele wypowiedzi rzekomych specjalistów norweskich są wręcz szokujące. Na przykład zupełnie poważnie twierdzą, że orientacja seksualna to kwestia wyboru którego można dokonać w każdej chwili, jeśli się chce. Jeden z "naukowców", sam homoseksualista, z kamienną twarzą dowodził, że wybrał taki styl życia, ponieważ był zawsze indywidualistą (sic! ) a żonaci mężczyźni chcący uciec z związku stają się homoseksualistami (sic!!!). Cała reszta niemalże słowo w słowo powtarzała te same krańcowe brednie, ku oszołomieniu biologów i genetyków, wśród których Harald specjalnie również przepytał trzech homoseksualistów.

Swoistym smaczkiem jest, że Harald Eia nie wytypował byle jakich ludzi, ale tych, którzy udzielają się aktywnie w norweskim życiu publicznym, mają od dawna wpływ na norweskie władze, projektując przeróżne polityki i programy, lub wręcz są w administracji. Rozczulająca jest scena gdy jedna z urzędniczek rozkłada ręce, nie potrafiąc wytłumaczyć dlaczego kobiety nie chcą być inżynierami, nazywając to paradoksem. Tymczasem to, co jest paradoksem jest kompletnie prozaicznym faktem dla wszystkich innych naukowców na całym świecie. Tylko że różnica między nimi a tymi norweskimi od gender polega na tym, że opierali się oni na faktycznych danych i z nich wyciągali wnioski, nie zaś tworzyli najpierw teorie a potem próbowali do niej szukać dowodów. W pewnym momencie część z przepytywanych Norwegów wręcz mówi, że podstawą ich twierdzeń jest to, że po prostu tak twierdzą, właściwie otwartym tekstem przyznając, że nie mają dowodów i cały powód jest ideologiczny.

Już pierwszy film wywołał burzę, zaś niespodziewanym skutkiem siedmioczęściowej serii było zamknięcie Nordyckiego Instytutu Gender Studies na Uniwersytecie Oslo, finansowanego przez państwo. Publicznie zdyskredytowano bowiem tą "dziedzinę", wykazując że jest to po prostu zachodni przypadek łysenkoizmu. Nie oznacza to, że ludzie, którzy głosili te idiotyzmy zostali odsunięci kompletnie. Ale stracili finansowanie i absolutny posłuch społeczny. Norwegowie po raz pierwszy od dziesięcioleci zaczynają otwarcie mówić o rzeczach, które dla reszty świata były oczywiste. Okazuje się, że w postępowym raju królował ciemnogród.

Warto zwrócić uwagę, że emisja filmów miała miejsce w 2010 roku, a zamknięcie instytutu w 2011. Jednak oprócz kilku wzmianek w internecie na niszowych stronach, nie ma po tym zdarzeniu śladu. Tymczasem gender studies są lansowane w całej Europie, idą za nimi potężne państwowe granty, wkraczają do Polski. Nikt otwarcie o nich nie mówi, że jest to pseudonauka. Wywodzi się ona bezpośrednio z zdyskredytowanych teorii feminizmu - tzw. teorii patriarchatu, która niczym spiskowa teoria dziejów tłumaczy ludzką historię jako uniwersalną opresję mężczyzn nad kobietami, od razu zastrzegając, że opresja ta wpaja przeświadczenie, że odmienne traktowanie kobiet i mężczyzn jest podyktowane "rzekomo" obiektywnymi różnicami biologicznymi - więc z góry wykluczona jest możliwość falsyfikacji. Tym samym jest to zaprzeczeniem jednej z podstawowych zasad metody naukowej. Gender bezpośrednio wyewoluowało właśnie z podobnych bzdur.
Porównanie jakie się nasuwa dla gender studies to łysenkoizm. Polakom jednak bardziej chyba będzie się on kojarzył z marksizmem-leninizmem i jego umysłowymi potworkami oraz eugeniką-również rzekomo będącymi "naukowymi", a w istocie narzędziami ideologicznymi do tępienia przeciwników politycznych.

Warto rozważyć, czy nie należałoby zamknąć wszystkich gender studies w ogóle, a badania nad płcią oddać właściwym naukowcom, nie zaś ekspertom od filozofii, kultury i literatury. Psychologia ewolucyjna, genetyka, biologia, neurologia - to są nauki podstawowe których znajomością powinien wpierw się wykazać przyszły badacz płci. I dopiero z tej pozycji może on szukać wzorów w kulturze.

Sulfur

Źródło: Salon24.pl.

Oto pierwszy film z serii Barainwash "Pranie mózgu" - p/t Gender Equality Paradox Napisy: Rebelya.pl

http://www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg

http://fronda.gliwice.pl/news.php5?id=864

 

 

piątek, 14 lutego 2014

Łamanie praw człowieka polskich rodzin w Niemczech

Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do łamania praw człowieka Polaków w Niemczech???
Wojciech Pomorski
Uniwersytet ŚLąski w Katowicach
Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech - Dyskryminacja.de zaprasza Państwa do Hamburga na konferencję prasową i rozprawę w sądzie w sprawie niepełnosprawnego polskiego dziecka zabranego siłą przez Jugendamt polskiej matce:

Konferencja prasowa odbędzie się w dniu 17 lutego 2014 roku o godz. 08.30 w siedzibie Polskiego Stowarzyszenia Dyskryminacja.de pod adresem: Wojciech Pomorski Ernst-Mittelbach-Ring 36, 22455 Hamburg.
Rozprawa sądowa odbędzie się o godz. 10.00 w tym samym dniu (17.02.2014) w Sądzie: Amtsgericht Hamburg, Justizgebäude Sivekingplatz 1 (Ziviljustizgebäude), 20355 Hamburg, pierwsze piętro, sala nr A 059.

Sprawa dotyczy Marii Filipiak, ur. 10.11.2006 - córki Pani Magdaleny Filipiak ur. 05.04.1981. Matka i córeczka są obywatelami RP. Córka została w dniu 21.11.2013 zabrana siłą matce przez działaczy Jugendamtu w asyście policjantów, wywieziona do innego miasta, gdzie jest przetrzymywana przez tę organizację wyłącznie w celach fiskalno-dochodowych.
Tu został osiągnięty swoisty rekord: Jugendamt pobiera 20 tysięcy € (!) miesięcznie za tę małoletnią, niepełnosprawną obywatelkę RP, a rachunki dostaje matka. Następna motywacja fiskalno-dochodowa Jugendamtu: ze względu na fakt, że Marysia urodziła się jako wcześniak gdzie podczas porodu w niemieckiej klinice Eppendorf w Hamburgu popełniono kilkanaście błędów lekarskich, które spowodowały 80% jej niepełnosprawności. Z tego tytułu matce przysługuje odszkodowanie w wysokości ok. 250 tys. € oraz dożywotnia renta dla Marysi.

Wniosek: Nie dość, że Jugendamt pobiera miesięcznie za Marysię 20 tys. €, to chce przywłaszczyć sobie tę sumę odszkodowania oraz rentę za to ciężko niepełnosprawne przez błędy lekarskie polskie dziecko! Skandaliczna „normalność” w Niemczech: Marysi i matce, którzy są Polakami Jugendamt zakazał między sobą rozmawiania w języku polskim.
Ponieważ Marysia ma poważne problemy z mówieniem, dlatego intymny język gestów i mimiki, który rozumie wyłącznie matka, jest ekstremalnie ważny jak i istniejącą intymna relacja z matką, którą niszczy Jugendamt.

Co dodatkowo zasmuca: Jak zwykle Placówka Konsularna RP w Hamburgu odmówiła dziecku i matce jakiegokolwiek wsparcia i pomocy…

Przemocą zabrana z domu Marysia została osadzona przez działaczy Jugendamtu w przytułku w Kilonii, który od tego czasu jest dla niej więzieniem (jest zamykana w łóżeczku). Matce zezwala się widzieć córeczkę jedynie raz w tygodniu do 3 godzin pod ścisłym nadzorem. Jugendamt nie chce oddać dziecka matce, gdyż pozbawiłby się intratnego źródła dochodów.

Na życzenie wyślę Państwu zdjęcia matki i Marysi.

Pani Filipiak po zgłoszeniu uzyskała natychmiast pomoc od Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech t.z. - www.dyskryminacja.de, a sprawę od tego czasu prowadzi polsko-niemiecki adwokat mecenas Markus Matuschczyk, współpracujący z Polskim Stowarzyszeniem - www.dyskryminacja.de i doskonale znany opinii publicznej z wielu spraw przeciw Jugendamtowi o polskie dzieci.

W imieniu wszystkich, którym leży na sercu los polskich dzieci i bezprawie jakie wyrządza się Polakom w Niemczech, serdecznie zapraszam Państwa na zorganizowaną przez nas konferencję prasową i rozprawę.

Przypominam, że ta sama organizacja ds. zarządzania dziećmi i młodzieżą Jugendamt w czasie okupacji Polski (1939–45) odebrała, wywiozła do Rzeszy i zgermanizowała ok. 200 tys. polskich dzieci od rodziców, z których jedynie niespełna 20 tys. zostało odnalezionych po wojnie i repolonizowanych jak np. szeroko znany Państwu z książki „Szkoła Janczarów” pan Alojzy Twardecki (nominowany do „Honorowego Członkostwa” w „Polskim Stowarzyszeniu Dyskryminacja.de”).

Z poważaniem

Wojciech Leszek Pomorski

Prezes Zarządu - Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech t.z. - www.dyskryminacja.de - tel. kom.(Niemcy): +49-1737169797, Tel. +4940-53206306, e-mail: w.pomorski@gmail.com Tel. kom (Polska): +48694384788
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=815075821839744&set=pcb.815077615172898&type=1&theater