poniedziałek, 24 lutego 2014

CouchSurfing 2012

Dzwoni do mnie wieśniak z wioski obok i mówi, że ma sianokiszonkę do
 
sprzedania w cenie 80zł/bela.
Drogo, ale sianokiszonka jest z reguły droższa od siana z uwagi na owijanie
 
folią, chociaż z drugiej strony trawa nie wymaga tyle przewracania i
 
dosuszania co siano, oraz można ją robić w niezbyt dobrą pogodę, tzn. deszcz
 
jej aż tak bardzo nie szkodzi jak sianu,
 
Więc w sumie powinna kosztować nie więcej niż siano, bo wymaga mniej zabiegów
 
agrotechnicznych, ale z drugiej strony dochodzi dodatkowy zabieg owijania
 
beli w folię i koszt samej folii.
Jest też towarem bardziej pożądanym w rolnictwie, paszą bardziej wartościową,
 
soczystszą od siana,ma więcej minerałów,więc dla krów jest bardzo dobrą
 
paszą, choć nie idealną. Zapewnia wysoką mleczność u krów, lecz co prawda
 
smak mleka na tym traci.Same krowy też nie mogą jeść wyłącznie sianokiszonki,
 
bo mogłyby zachorować na nadkwasotę. Muszą zjadać też dodatkowo siano lub
 
słomę plus zboża.
 
Od słowa do słowa rolnik wygadał się, że mu sporo sianokiszonki zostało po
 
zimie, bo mu się zimą dużo bydła "zmarnowało".
 
Jak to się panu bydło zmarnowało?? co się stało?
No, rozerwało. Pięć krów mi rozerwało podczas porodu. Miały za duże cielaki
i nie dały rady się wycielić, trzeba było krowy ciąć i cielaki wyciągać,
a jak były za duże mimo to, to wyciągać po kawałku cielęta aby krowę
 
uratować, albo krowę mocniej rozciąć aby cielaka w całości wyciągnąć żywego.
 

Większość moich krów miała ciężkie porody, ciężko się cieliły, a 5 krów
 
trzeba było dobić oraz 6 cieląt padło na biegunkę i jakąś bakterię.
 
Weterynarze próbowali ratować bydło, ale niewiele wskórali.
To co się miało zmarnować to i tak się zmarnowało.

Oho, tak sobie myślę, że ja u niego na pewno paszy nie kupię. Może być
 
skażona tą samą bakterią, nie mówiąc o tym, że cholernie droga.
Za siano prosto z pola policzył sobie aż 100zł (zapytałam go ile by wziął za
 
siano świeże prosto z pola, gdybym chciała u niego w tym roku kupić). Facet
 
albo szuka durniejszego od siebie, albo jest ciężko chory na chciwość.
 

Na pewno u niego kupować paszy ani cieląt nie będę.
 
Przy okazji nasunęła mi się gorzka refleksja - taka masakra, tyle trupów,
 
krwi i bólu, a nikt na niego nie nasyła kontroli weterynaryjnych, nikt mu nie
 
zabiera bydła, bo nie umie się nim właściwie opiekować...
 
Jakby ktoś chciał, to mógłby się przyczepić, że nie potrafi hodować bydła,
 
skoro pokrył krowy znacznie większym bykiem co skończyło się mega ciężkimi
 
porodami i masakrą. Krowy ma mleczne, hodowane na mleko, a krył bykiem
 
mięsnym znacznie większej rasy i po prostu krówki nie dały rady urodzić
 
ogromnych cielaków. To było do przewidzenia. Doświadczony rolnik o tym wie
 
czym się może skończyć tego rodzaju inseminacja.

Ale nikt na nikogo nie donosi. Każdy ma tutaj jakiś swój interes.
Weterynarze zarobili na inseminacji, a teraz na próbie ratowania krów i
 
cieląt...
 
Przechodząc przez wsie widzę psy na łańcuchach przymocowanych do ścian obór,
 
gdzie mają wydłubane dziury w ścianach obór zamiast bud.
Tak tutaj trzymają psy od wielu, wielu lat. Nikt z tego nie robi afery.
Sąsiadka co na mnie lubi donosić sama trzyma psa w metalowej beczce na polu,
 
daleko od domu. Psa krótkowłosego - wyżła. Pies ten skamle całymi dniami i
 
ujada jak wściekły, gdy się nad ich stawami pojawi jakiś intruz.
 
Nikogo to nie razi - ani weterynarzy, ani lokalną społeczność, ani żaden
 
nawiedzony TOZ nie interweniuje.
 
Ta sama sąsiadka poi w stawie w którym zanurzone są słupy wysokiego napięcia
 
swoje bydło. Weterynaria to widziała i w szał nie wpadła.
 
Jak widać przepisy w tym kraju są dla wszystkich jednakie, ale nie jednakowo
 
stosowane do wszystkich.
 
Dziś znów znalazłam na moim polu szczątki świeżego cielaka. Ja cieląt nie
 
hoduję.
Psy i lisy przywlekły te kości z innego gospodarstwa.
 
Od lat rolnicy padlinę wywożą na pole by okoliczne psy i lisy się nią zajęły.
Psy i lisy na tym korzystają. Mają co jeść. Nierzadko ratuje im to mięso
 
życie. To taki zamknięty odwieczny cykl pokarmowy, który naruszyła Unia
 
Europejska wymuszająca na rolnikach zdawanie padliny do Bakutilu, aby Bakutil
 
zarobił podwójnie: raz na odbiorze padliny (500zł) i na sprzedaży mięsa do
 
zakładów mięsnych produkujących karmę dla zwierząt. To mięso niekiedy,
 
oczywiście nielegalnie trafia też do rzeźni dla ludzi. Oczywiście, pod
 
warunkiem, że jest nie zgniłe i nie ze sztuki zmarłej na jakąś wirusową czy
 
bakteryjną chorobę. Raczej padlinę padłą z uwagi na jakiś wypadek czy po
 
prostu podczas porodu.
 

Życie na wsi jest brutalne. Wymaga hartu ducha. Śmierć jak i wypadki oraz
 
choroby wśród zwierząt i ludzi się zdarzają na porządku dziennym i nikt z
 
tego powodu nie dostaje nadmiernych spazmów typowych dla miejskich panienek
 
wychowanych na pluszowych misiach.
 
Żaden przeciętny rolnik się nad swoimi zwierzętami nie znęca. To nie jest w
 
jego interesie. Zwierzęta hoduje się po to, by dobrze sprzedać ich mleko czy
 
jaja, lub mięso. Każdy dba jak potrafi i jak może, a nie jest to łatwe
 
zadanie.Jeśli któryś trzyma zwierzę na łańcuchu, to dlatego, że jest to
 
konieczne lub bardzo ułatwiające obsługę zwierząt, a nie jest to oznaka
 
znęcania się.
 
Te spazmatyczne paniusie miejskie nie dałyby rady wykonać nawet ćwierci tej
 
pracy którą przeciętny prosty rolnik wkłada w hodowlę zwierząt.
 
To prawda, że większość rolników jest grubiańska, a nawet chamska (zauważyłam
 
to już dawno temu), ale robią co mogą, by ich zwierzęta były duże, zdrowe i
 
dorodne, syte i napojone. To jest w ich interesie. Ludzie na wsi są bardzo
 
interesowni. Ci w mieście też w większości, ale kamuflują się.
Natomiast przeciętny wieśniak jest rozbrajająco chciwy i interesowny.
W sumie nie ma się co dziwić. Ciężko pracują przez cały rok, świątek i
 
piątek, więc chcą zarobić przyzwoicie. Plusem tej interesowności jest to, że
 
dzięki niej dbają o swe bydło najlepiej jak potrafią.
 
Na prawdę nie są potrzebne w Polsce specjalne zakazy i nakazy oraz restrykcje
 
wobec rolników czy hodowców. Każdy kto zainwestuje w swoje zwierzęta
 
pieniądze, czas i mnóstwo pracy chce by jego zwierzęta były zdrowe, piękne i
 
wartościowe. To jest samoistnie regulujący się system zależności między
 
zarobkiem, a zdrowiem bydła.
 
Niektórzy rolnicy nawet przywiązują się do swego bydła i traktują je ze
 
szczególną czułością. Nie datego, że jest taka moda w mieście na czułości
 
wobec naszych braci mniejszych i większych, ale dlatego że tak czują z głębi
 
serca.
 
W każdym bądź razie przeważająca większość rolników traktuje swoje bydło co
 
najmniej neutralnie, dba o nie.

Natomiast idealistka taka jak Ja, która trzyma zwierzęta głównie dlatego. że
 
je lubi i lubi się nimi otaczać nie czerpiąc praktycznie żadnego dochodu z
 
tytułu ich hodowli i utrzymania, traktująca swoje zwierzęta jak swoją rodzinę
 
= to jest wcielony Anioł, który zrobi wszystko co możliwe dla dobra swoich
 
zwierząt, w tym narazi się wójtowej lub całej znieczulonej wsi :D
 
W tym kontekście, fałszywe pomawianie Anioła kochającego zwierzęta w ogóle, a
 
swoje w szczególności - o znęcanie się nad zwierzętami, bo piesek został
 
chwilowo uwiązany na łańcuchu, a koziołek przetarł sobie grzbiet szarpiąc się
 
na lince - jest to zachowanie typowe dla ludzkich hien cmentarnych żądnych
 
krwi i mięsa swej ofiary, które kręci zapach krwi ofiary i jej cierpienie,
I nie zwiodą mnie tutaj eleganckie woale elokwetnej wypowiedzi.
Intencje tych hien są dla mnie jasne od samego początku.
Teraz próbują tylko dosztukować do swojej podłości odpowiednią ideologię, by
 
ubrać swoje świństwo, swoje małostkowe, nieeleganckie i nie licujące ze
 
statutem gościa zachowanie w szatę szlachetnej misji ratunkowej uciśnionych zwierzątek. Ich intencje podpierdolenia mnie gdzie się da nie byly oparte na żadnych światłych, szlachetnych przesłankach. Te dwie kobiety po prostu chcialy mi dokopać i zrobiły to. Sądziły, że nie dowiem się, że to one. Od razu wiedziałam, że to one doniosły. Ledwo wyszły z gospodarstwa gdzie się grzecznie pożegnały by pognać do mojego wroga numer jeden ze wsi i z tym wrogiem przeciwko mnie spiskować.
Czytały mego bloga (oba blogi - zarówno angielski jak i polski) i podniecała je wizja przybycia do kontrowersyjnej Gospodynii i namieszania jej w życiu.
 
Obłudne, fałszywe lesbijki. W sumie nie powinnam się dziwić, że osoby mające problem ze swoją własną tożsamością seksualną, pozbawione zasad moralnych i etycznych - nie będą umiały rozróżnić co dobre, a co złe, co wypada, a co nie wypada zrobić i że nie będą umiały się zachować na poziomie po tym jak skorzystały z kilku dni darmowego pobytu na Mazurach na prywatnej posesji i w prywatnym domu Gospodyni, nie mając nawet złotówki w kieszeni na rzecz tak elementarną jak swoje własne wyzywienie. Sądziły, że sklep wiejski je za darmo nakarmi? Miotłą by dostały, gdyby z takim żądaniem weszły do sklepu. Dlatego nawet do niego nie poszły ani razu.
Zamiast tego zaatakowały Gospodynię, o której doskonale wiedziały, że skromnie, bardzo skromnie żyje, co potwierdzał też obraz jej gospodarstwa i domu.
Mimo to cisnęły, by dostać to co chciały dostać. wyłudziły darmowe wakacje na rancho pełnym pięknych, sympatycznych zwierząt - chciały jeszcze wyłudzić sponsoring żywieniowy na cały okres ich planowanego, dwutygodniowego pobytu.
Nie miały żadnych obiekcji, że tak z gołymi rękami przyjechały na krzywy ryj o niczym Godpodynii nie uprzedzając wcześniej, a wręcz przeciwnie - stawiając przed nieprzyjemnym faktem dokonanym - one głodne i one by coś zjadły.
Zjadły i nawet talerzy po sobie nie zmyły.
 
Od dwóch lat mściwie, bardzo misternie i starannie tkają swoje intrygi
 
szeroko rozsiewając je po internecie, wkręcając i wmanipulowując w nie mniej
 
lub bardziej rozgarniętych ludzi, żerują na ludzkich uczuciach próbując się
 
wybielić ze świństwa, które zrobiły Gospodyni, która ich wspaniałomyślnie
 
ugościła pod swoim dachem i na swoim gospodarstwie, mimo iż ich nie znała i
 
na dobrą sprawę nie miała żadnego powodu by iść tym kobietom (lesbijkom
 
dokładniej) na rękę i umożliwiać darmowe wakacje na swoim rancho.
 
Przyjechały, skorzystały, wyjechały i nakablowały robiąc z igły widły na całą
 
Polskę i Europę, szkalując dobre imię Gospodyni, która w dobrej wierze je u
 
siebie ugościła, chociaż nie bardzo czas i możliwości ku temu miała.
Dostały więcej, niż miały obiecane. Miały spać na łące w swoim namiocie.
Dostały co prawda nie przygotowany dla gości pokój (bo nie miał go nikt
 
zajmować) ale same sobie go wybrały dobrowolnie. Pokój z łazienką.
Wiedziały o niekończącym się z braku funduszy remoncie, o tym że Gospodyni
 
nie ma pokoi do wynajęcia. Widziały ten pokój gdy przyjechały i zamieszkały w
 
nim nic w nim nie poprawiając nawet troszeczkę, za to później złośliwie
 
komentując stan tego pokoju na cały świat i w paru językach.
Miały swój namiot? Miały. Miały w nim nocować? Miały.
Zamiast tego wpakowały się do mojej sypialni zmuszając mnie do emigracji do
 
drugiego pokoju, w którym mam gabinet. Podzieliłam się z nimi przestrzenią
 
mojego niedoskonałego, ale DOMU. Moją PRYWATNĄ PRZESTRZENIĄ. A one teraz od
 
ponad roku czasu PUBLICZNIE wyszydzają mój PRYWATNY POKÓJ i DOM.
Wszczególają się z niezwykłą pieczołowitością w każdy najdrobniejszy
 
mankament pozując na urażone turystyki które słono zapłaciły za kurort, a
 
dostłały w zamian obskurną chatę. Ale te paniusie - nie zapłaciły NIC. Nie
 
zapłaciły ani złotówki. Skorzystały z gościnności Gospodyni na podstawie
grzeczności wyświadczonej im przez Gospodynię.
Poznały się wstępnie dzięki towarzysko-gościnnemu portalowi Couchsurfing, który oferuje na prawdę szeroką
 
gamę doznań podróżniczych, na których tle moje gospodarstwo ani dom z
 
pewnością nie są ani najgorszem slumsem ani piekłem. To po prostu taka
 
miejscówka :) Ludzie sypiają za pośrednictwem CS w takich miejscach jak
 
szopy, balkony, trawniki, korytarze, zakurzone na 5cm fabryki, plaże, tereny budów, niewykończone mieszkania. Nie płacą za nic, lub prawie nie płacą (niektórzy Gospodarze domagają się np. dołożenia do kosztów prądu lub oczekują wsadu spożywczego do lodówki ze strony gości i np. ugotowania potrawy przez gościa dla Gospodarza)
Podróżujący też niekiedy padają ofiarą molestowań ze strony gospodarzy.
 
Tutaj, tzn. na moim prywatnym rancho tym paniom się nie stała żadna krzywda.
Nie zostały ani pobite, ani zgwałcone, ani okradzione, ani zwymyślane.
Przyjęła je uprzejma, choć uboga i na dorobku Gospodyni. Podzieliła się tym
 
czym miała. Zmoczone głodomory przybyłe z Warszawy nakarmiła za darmo. Litując się nad ich godnym pożałowania stanem, gdyż ociekały wodą od stóp do głów wysiadłszy gdzieś hen daleko od wioski Indiank - pozwoliła im się wykąpać, wysuszyć w jej domu i zająć jej sypialnię.
 
Oddałam swój pokój z łazienką im za darmo. Całe gospodarstwo miały do swojej dyspozycji.
Gdy się okazało, że przyjechały na całe dwa tygodnie bez grosza licząc na to,
 
że będę je sponsorować żywnościowo przez ten cały okres = odmówiłam. Wyjaśniłam
 
grzecznie, że mnie na to nie stać.
 
że nie byłam wówczas na tę okoliczość przygotowana, gdyż nie planowały
 
przyjazdu do mnie jako pomoc czy wolontariuszki, nie uprzedziły o tym, lecz przybyły jako grzecznościowe letniczki które miały być samowystarczalne i same sobą się
 
zająć.
 
Mimo ich usilnych zapewnień przed ich przyjazdem, że one nie będą dla mnie
 
żadnym ciężarem - stały się niewyobrażalnym ciężarem :(
Siedzą na mnie jak ten upiorny dżin juz od dwóch ponad lat. Ciągle im mało.
Nasyłają na mnie różnych patałachów aby mi podkładali świnie, składali
 
donosy. Po prostu ich celem życia stało się zatruwanie mojego życia.
 
Ja to nękanie zgłosiłam na policji już rok temu. Niestety, policja się tym
 
nie chce zająć. Zostałam poinstruowana, że mam sprawę im zakładać na swój
 
koszt, a niestety nie stać mnie na to, więc nadal się nade mną pastwią.
 
Kiedyś mnie doprowadzą do takiego szału, że się krew poleje a ich lesbijskie
 
ścierwa wdepczę w ziemię. 
 
Jest szczytem podłości i przewrotności co te dwa fałszywe dziwolągi potrafią
 
zrobić niewinnej, dobrej, zapracowanej dziewczynie, która sama, na własnych
 
barkach dźwiga ogromny ciężar prowadzenia niedofinansowanego,
 
niezmechanizowanego gospodarstwa.
 
Dziewczyna robi co może i robi więcej niż którakolwiek inna kobieta byłaby w
 
stanie na jej miejscu z siebie dać.
 
Mieszkam sama, a przez te dwa odmieńce panicznie się boję kogokolwiek
 
zaprosić do mego domu, by znów nie okazał sie podstawioną szują wyszukującą
 
haki na mnie w moim domu i gospodarstwie.
One piszą i kontaktują się z różnymi moimi znajomymi i nieznajomymi lub ledwo
 
znajomymi i podpuszczają ich, by wypisywali na mnie bzdury, składali donosy, albo by
 
szpiegowali mnie dla nich.
 
W zeszłym roku był chłopak który się ze mną skontaktował dwa lata wcześniej i miał
 
przyjechać na mą farmę by przez 3 miesiące trenować konie.
Skontaktowały się z nim wyszperawszy go na liście moich znajomych na znanym portalu społecznościowym. Zatruły go - jego umysł i serce. Podpuściły. Sprytnie zmanipulowały. Łepek przyjechał z odpowiednim nastawieniem. Szpiegował mnie dla nich i przez
 
Internet donosił na mnie do nich. Był tak bezczelny, że próbował donosić na
 
mnie z mojego własnego komputera z mojego własnego domu.
Uniemożliwiłam mu to. Wtedy wpadł we wściekłość. Doszło do słownego starcia.
Nie ugięłam się. On pomaszerował do Internet cafe we wsi i stamtąd nadawał na
 
mnie do nich, co one potem skwapliwie zamieściły na publicznej stronie.
 
Naprawdę, nie po to tego trenera zaprosiłam na swoje rancho, aby rył pode mną
 
i nie wywiązał się z danego słowa. Koni nie ujeździł. Ledwo jedną klacz
 
wstępnie. Pozostałe konie porzucił łamiąc słowo i wyjechał na Zachód tam
 
pracować za pieniądze, bo mu się akurat płatna fucha trafiła.
 
Zanim wyjechał zdążył zepsuć mi wszystkie kantary, zniszczyć piękny ogon i
 
grzywę mojej ukochanej klaczy Indianie (oberżnął nożem jak jakiś psychol)...
 
Mam dość takich ludzi. Mam dość kretynów, psychopatów, hien itp.
Nie chcę takich tutaj widzieć. Po co mi oni? Nie są mi do niczego potrzebni.
Zakłócają tylko mój spokój ducha i moje szczęście prywatne.
 
Generalnie postanowiłam, że nie będę już ponosić ryzyka i zapraszać do domu
 
nikogo nieznajomego z niejasnymi do końca intencjami.
 
Jestem normalną osobą i lubię ludzi, bardziej niż ci co na codzień klepią o
 
tym jak oni bardzo "lubią ludzi" robiąc im jednocześnie świństwa z tej lubości typu zamieszczanie nieautoryzowanych zdjęć w internecie lub w publicznej galerii lub sugerowanie, że osoba jest niepoczytalna. Nie przeceniam towarzystwa ludzi, zwłaszcza tych nudnych, przeciętnych, przyziemnych i zawistnych.Tacy źle na mnie wpływają. Wolę ich omijać. Potrafię się doskonale obejść bez towarzystwa, potrafię się też doskonale znaleźć w każdym towarzystwie. Oba stany nie są mi obce. Mieszkałam kiedyś w dużym mieście i bywałam tzw. duszą towarzystwa, rozkręcałam dyskoteki i inne imprezy...
 
Jestem skłonna spędzić trochę czasu w towarzystwie osób inteligentnych,
ciekawych, z charakterem, posiadających własne zdanie na każdy temat, nie
cierpiących na syndrom owcy typu "jak oni atakują ją, to ja też się przyłączę
i będę wredny jak tylko potrafię".
 
Osoby chcące odwiedzić na mym rancho mnie, po to by spotkać mnie, zawsze będą
tu mile widziane.
 
Natomiast łowcy okazji typu "darmowy pobyt??? zajebiście. Jedziemy" -
niekoniecznie.
 
Standardu agroturystycznego tutaj nie mam i nie będę go mieć, bo nie mam za
co wyremontować domu, nie mam też na to czasu. Osoby żądne komfortu nie są tu
mile widziane, bo będą rozczarowane i będzie przyczynek do niesnasek.
Owszem, gospodarstwo posiadam piękne, natomiast dom jest rozgrzebany,
niewykończony i nie nadaje się na agroturystykę w stanie obecnym.
Obecnie też nie mam wody bieżącej...
Nie mam czasu się też nim lepiej zająć, bo pracuję większość dnia na dworze,
a po całym dniu pracy jestem tak padnięta, że marzę tylko o gorącej kąpieli 
i łóżku.
 
Także osoby nietolerancyjne, niewyrozumiałe też nie są tutaj mile widziane.
Unia i Polska w tej chwili się roi od miliona zjadliwych, w większości zbędnych i utrudniających życie przepisach, nakazach, zakazach, restrykcjach.
Wszystkie one oczywiście mają sensownie lub w miarę sensownie brzmiące
przesłanki i uzasadnienia, ale w większości przypadków to tylko zasłona dymna
mająca na celu chronić i wspierać interesy lobbystów. Stąd np. zakaz uboju
zwierzyny gospodarskiej na gospodarstwie.Przemysł rzeźniczy dzięki temu
zyskał miliardowe dochody. Teraz każdy rolnik zamiast tak jak dawniej ubić
zwierza wprost na gospodarstwie i zaoszczędzić tym samym kosztów transportu i
uboju w rzeźni - musi ze stratą dla siebie oddać zwierzę t
do rzeźni i traci na tym kilkakrotnie, bo rzeźnie skupując tzw. źywiec zaniżają jego cenę z wielką stratą dla rolnika. W efekcie rolnik jest w tym łańcuchu narzuconych mu
zależności Murzynem, który odwala czarną robotę, ponosi ryzyko hodowli,
ponosi koszty, czeka dłuuugo aż się mu poczyniona inwestycja zwróci i na sam
koniec najmniej na tej sztuce bydła zarabia, bo przymuszony odgórnymi
przepisami oddaje ją za pół darmo do rzeźni, która za swoją usługę słono
liczy, dolicza wysoką marżę do ceny zakupionego od rolnika żywca. Na mięsie
rolnika zarabia najlepiej: rzeźnia, weterynarz co robi temu mięsu przymusowe
badania w tym na BSE które w Polsce nie występuje i praktycznie nigdy nie
było tej epidemii w naszym kraju, a badanie kosztuje 300zł od sztuki bydła,
czyli czysty zysk weterynarza i laboratorium badającego czy udającego że bada
to mięso. Laboratoria i weterynarze doskonale wiedzą, że BSE w Polsce nie
występje lecz występowało kiedyś w UK, ale badanie jest obowiązkowe i rolnik za darmo musi oddać cenny kawał mięsa jakim jest łeb krowy, w którym jadalne jest wszystko: jęzor, mózg itd., i co dawniej stanowiło popularne w barach PRLu przekąski, także na stołówkach szkolnych i uczelnianych można było zostać uraczonym krowim jęzorem w musztardzie - teraz tego nie ma. Zakazane. Na mięsie rolnika dobrze zarabia hurtownia, zarabia masarnia przemysłowa, zarabia sieć marketów, tylko rolnik nie zarabia. Jemu się ledwie zwraca poniesiony koszt robocizny i nakładów poniesiony celem odchowania takiego byczka plus minimalny zysk, którego wy byście nie chcieli mieć gdybyście mieli tak ciężko pracować w każdy dzień roku i ponosić tyle kosztów
i ryzyka hodowli co rolnik.
 
Jeśli chce ktoś się bawić w inspektora, szpiega, donosiciela - to bardzo
proszę nie u mnie. Jest mi wystarczająco ciężko, aby mnie jeszcze jakaś
łachudra miała dodatkowo dołować.
 
Piszę to, by uniknąć potencjalnych nieporozumień.
Co prawda nie planuję nielegalnego uboju na moim gospodarstwie, ale jeślibym
go kiedyś przeprowadziła, to jest to rzecz całkowicie normalna i zgodna z
naturą, a niekoniecznie zgodna z dyrektywami unijnymi które są dalekie od
normalnych i naturalnych. Ludzie od setek tysięcy lat ubijali zwierzynę
osobiście i była to rzecz normalna. To Unia robi z tego co normalne cyrk, a
podwaliną tego cyrku jest zabezpieczenie lobbystów czerpiących krociowe zyski
dzięki takim rozmaitym przepisom unijnym. Tak jak w przypadku wędlin polskich
i ich zakazu chodzi o to, by wyciąć z rynku dobry produkt i jego wytwórców. Produkt bez porównania lepszy niż te pseudo wędliny maczane w chemikaliach przez wielkie koncerny spożywcze, które działają legalnie i legalnie sprzedają zatrutą żywność która
was truje pomalutku przez lata wywołując rózne schorzenia do raka i bezpłodności włącznie.
 
Chcesz mnie odwiedzić by mnie poznać osobiście, osobiście porozmawiać? Mogę
się na to spotkanie zgodzić. Chcesz skorzystać z mojego gospodarstwa przy okazji? Może się na to zgodzę.
 
Ale pamiętaj, że NIE MASZ PRAWA TUTAJ NICZEGO KRYTYKOWAĆ, KWESTIONOWAĆ A TYM BARDZIEJ KABLOWAĆ.
 
Na moim gospodarstwie chcę widzieć życzliwych przyjaciół. Mogą oni mnieć
odmienne od mojego zdanie, ale muszą się zachowywać jak przyjaciele i pod
żadnym pozorem nie szkodzić mnie i mojemu gospodarstwu oraz zwierzętom.
 
Uszanujcie moją prywatność i moją prywatną przestrzeń, a zawsze będziecie mile widziani na moich włościach, a może i w domu :)
 
Pozdrawiam,
Indianka
 

 

11 komentarzy:

  1. Ludzie wiele rzeczy czynią przez zazdrość, a to prawdziwie toksyczny jad. U mnie sprawa ma się podobnie, aczkolwiek w ostatnim czasie przycichła, bo jakby sam sprawca odpuścił.
    Dwukrotnie zostałam zgłoszona, ponieważ sugerowana mi, iż nie karmię koni i są one w stanie wątpliwym zatem trzeba warunki skontrolować. Prawda jednak była niezaprzeczalna, albowiem kobyły były jak i są w kondycji bardzo dobrej jak nie przesadnej, bo wielokrotnie weterynarz kazał je wręcz odchudzić. I gdzie tu miejsce na logikę? Człowiek powinien być wrażliwy na krzywdę zwierząt, ale w momencie kiedy ona występuję, a nie byleby tylko komuś zaleźć za skórę, bo się powiodło i dobrze całe przedsięwzięcie prosperuje. Jest to na tyle niedogodna sytuacja, iż anonimowość nie pozwala na osobiste załatwienie sprawy, bo przecież takie niewytłumaczalne z racji donosy można uznać za niejakie nękanie.
    Podobna rzecz miała się z psami w tamtym roku, ponieważ mieszkają one w ocieplanej budzie, gdzie i podłogę mają odpowiednio zabezpieczoną, co by zimna nie ciągnęła. I to jest rzecz niewybaczalna w społeczeństwie miłośników, bo trzeba było zgłosić do pewnej fundacji, iż czworonogi podczas zimy na pewno skończą jako mrożonki. Nikt się nie pokwapił, co by zapytać w jaki sposób i czy w ogóle buda ocieplona została. Od samego początku była, jednakże od środka...
    Człowiek widzi tylko to, co chce. Większość rzeczy oczywistych do niego nie dociera, a sama natura bazująca na zazdrości i pseudo krzywdzie jaka mu się dzieje, owocuje właśnie w takie zachowanie.
    Życzę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Pani wypowiedź.
      Za jakiś czas odpowiem obszerniej.
      Tymczasem chcę Panią przestrzec, iż podpisując się publicznie pod moim blogiem jako osoba życzliwie i ze zrozumieniem się wypowiadająca pod moim adresem - naraziła się Pani na niewybredne ataki osób, które mnie stale nękają.
      Niech Pani spodziewa się oszczerczego spamu na mój temat oraz urabiania pani przez te dwie niewdzięcznice które miałam nieprzyjemność gościć pod swoim dachem.

      Te dwie lesbijki postawiły sobie za cel życia aby zniechęcić każdego ode mnie i by sprawdzić, aby się ode mnie odsunął, odwrócił - a najchętnie by zaczął mnie atakować w niewybredny sposób.
      Idealne dla nich jest, jakby się wulgaryzmy z Pani strony posypały pod moim adresem. Proszę się przygotować na takie urabianie.

      Już niejeden z moich dobrych dawniej znajomych został tak właśnie urobiony, przerobiony i obrócil się przeciwko mnie.

      Usuń
    2. Mogą się też zdarzyć pogróżki, jeśli nie da się im Pani przekabacić na ich stronę. Ponieważ ma Pani konie i psy - proszę uważać na dodatkowe anonimowe donosy na Panią ze strony rozwścieczonych Pani oporem moich prześladowczyń i ich przydupasów - internetowych trolli. One na prawdę ze skóry wyłażą by mi zatruć życie w każdym jego aspekcie więc i Panią będą chciały do tego celu wykorzystać.

      Usuń
  2. Dawno nie komentowałam Twoich wpisów, ale ten mnie poruszył. Sama wysoko cenię prywatność (My home is my castle) tak swoją, jak i innych i bardzo nie lubię, jak ktoś z butami włazi mi nie tylko w życie, ale choćby do pokoju, gdzie leży świeżo wyczyszczony dywan - na jedno wychodzi.
    Czytałam wpisy owych kobiet, czytam Twoje i obie strony brzmią wiarygodnie. Cóż, na miejscu nie byłam, więc cóż mogę napisać? No, nie da się opowiedzieć za żadną ze stron konfliktu.
    Mogę się zgodzić tylko z tym, że taka sytuacja jest męcząca. Jestem w stanie wyobrazić sobie Twój strach i obawy przed przyjmowaniem gości. Ba! Strach nawet przed pojawieniem się kogoś obcego, czy też znanego z racji sprawowanego urzędu przed bramą. I strasznie Ci współczuję, bo wiem, jak to jest być człowiekiem zaszczutym. I jak szybko siły i chęci odchodzą od człeka, który zmaga się z codziennym stresem (a nuż ktoś znowu naśle jakichś mądrych na stołkach, żeby sprawdzili na ile paragrafów da się pozwać do sądu delikwenta), a jeszcze ma do wykonania wiele ciężkich, fizycznych prac w gospodarstwie. Może w zimie jest ich mniej, ale targanie siana, czy słomy do obór i stajni wcale lekkim zajęciem nie jest, prawda? Sama miałam okazję (co prawda bardzo sporadycznie już teraz) popracować w polu i zagrodzie, żeby wiedzieć, że to nie takie "hop-siup". I nie załatwi się wszystkiego w pięć minut.
    Mam nadzieję, że wreszcie trafi się jakiś normalny człowiek, który faktycznie wspomoże Cię na gospodarce. Może i zasugerowany złymi opiniami, ale z głową na karku i potrafiący ocenić rzeczy na podstawie tego, co widzi i logicznego rozumowania.
    A że ludzie na wioskach chcą zarobić, to nie dziwota. Ludzie w miastach też chcą zarobić na godne życie i to chyba normalna kolej rzeczy: pracujesz, to chcesz mieć z tej pracy profity. Nie tylko w postaci powiększającej się ilości zer na koncie w banku, ale też w ilości słoików zawierających np. przetwory z własnego ogrodu, czy zagrody. I to musi być w jakiś sposób opłacalne (choćby brak wizji przymierania głodem), żeby człowiek taką działalnością się parał.
    A UE? Cóż, pomaga zbudować autostrady (kij, że za chwilę są już w nawierzchni dziury, jak kratery na Księżycu), wspomaga remonty w miastach i na wsiach (np. kanalizacji nie ruszanej od "hitlera"), daje też pieniądze na rozwój wsi i nowych technologii. Daje. Ale ile zabierze, to już insza inszość. Taki już jest ten świat: każdy na każdym i na wszystkim chce zarobić. Za darmo nawet w twarz już dostać nie można ;)
    Także trzymaj się i nie daj się. Ani wrogom, ani urzędom, ani sądom, ani nikomu innemu. Za chwilę wiosna, roboty dojdzie trochę, ale za to będzie już tylko przyjemniej i piękniej na dworze. Powodzenia w pracach polowych i gospodarskich, by i plony, i przychówek dawały nie tylko satysfakcję z patrzenia, jak rośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tatsu :)
      Miło Cię znowu widzieć na moim blogu.
      Odpowiem obszerniej innym razem.

      Powiem tylko tyle a propos:

      "Czytałam wpisy owych kobiet, czytam Twoje i obie strony brzmią wiarygodnie. Cóż, na miejscu nie byłam, więc cóż mogę napisać? No, nie da się opowiedzieć za żadną ze stron konfliktu."

      Te kobiety przyjechały do mnie prywatnie w goście, a poszły na mnie donosić publicznie i urzędowo. One nigdy nie chciały mi w niczym pomóc tylko ewidentnie szukały na mnie haki by mi dopiec. Naruszyły moją prywatność, sprowadziły na moje gospodarstwo, na moje zwierzęta i przede wszystkim na mnie - same nieszczęścia.

      Goszczenie tych kobiet to jak goszczenie zdradliwych, fałszywych żmij.

      Mściwie i podle za moimi plecami doniosły, a potem dorobily do tego historyjki i ideologię aby się ze swego świństwa wybielić.

      Ale skunks nawet wybielony będzie ścierdział na kilometr.
      Ja czuję ich smród cały czas i niedobrze mi się robi na samą myśl, że takie...
      kreatury gościłam pod swoim dachem, na swojej ziemi.

      Gościłam wiele osób, niestety nie przynosiło mi to goszczenie dochodu tylko wydatki i dodatkowe obowiązki, ale było dość ciekawie, coś się działo. Było raz lepiej raz gorzej. Jakieś tam doświadczenie życiowe zdobyłam.

      Ale goszczenie tych kobiet to katastrofa. wślizgnęły się gładko jak zaskrońce do mojego domu, a w nim przedzierżgneły się w jadowite żmije skłonne szkodzić swej Gospodyni wszędzie gdzie możliwe.
      Gdzież one nie pisały, gdzie nie donosiły??? Chyba tylko u Papieża na skardze nie były. No, ale On by raczej nie był rad odmieńcom seksualnym :D

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. "A UE? Cóż, pomaga zbudować autostrady (kij, że za chwilę są już w nawierzchni dziury, jak kratery na Księżycu), wspomaga remonty w miastach i na wsiach (np. kanalizacji nie ruszanej od "hitlera"), daje też pieniądze na rozwój wsi i nowych technologii. Daje. Ale ile zabierze, to już insza inszość."

      Unia nic nam nie daje. To pozór.
      Na początku dali marchewkę, a teraz tylko baty.
      Podnoszą podatki. Zaostrzają prawo. Tworzą prawo antypolskie, antynarodowe. Niszczą nasz kraj, naszą ekonomię, naszą tradycję, nasze wartości, nasze rodziny. Wszystko co polskie jest teraz przedmiotem nahalnej nagonki. Nie czujecie tego?

      Oni nas po prostu pacyfikują ekonomicznie i wynaradawiają mentalnie.

      Duch w narodzie zginął. Tylko ludzie starsi którzy znają historię i dzieje Polski z autopsji zachowali honor i zdrowy rozsądek oraz wartości narodowe.

      Obecne pokolenie tzw. w wieku produkcyjnym - pluje na wszystko co polskie, gardzi, pomiata. To przykre. Przykre na to patrzeć.

      Ja wiem, że oni są produktem mielenia mediów głównego ścieku.
      Niemniej jednak to jest klęska narodu mieć takie beznadziejne wynarodowione pokolenie. To już nie Polacy. To parobcy Europy. Bez honoru, bez zasad. Godzą się na każde gówno. Nie szanują nic co polskie.

      Usuń
    3. Widzisz... z takimi ludźmi się nie dogadasz. Każde z Was jest z innej planety i nie dojdzie do porozumienia, co jest akurat rzeczą przykrą, bo jestem przeciwniczką konfliktów wszelakich. Ale cóż, jak mawiał Marszałek Piłsudski: "Racja jest jak dupa, każdy ma swoją". I tak jest też w Waszym przypadku: Ty wiesz swoje, tamte dziewczyny - swoje i będziecie swoich przekonań bronić, jak niepodległości. I nie, nie twierdzę, że to złe, nie będę pisać, że tylko krowa nie zmienia poglądów, bo to tak naprawdę nie moja sprawa. Ja mogę tylko czytać i się smucić, że nie masz spokoju, o który tak bardzo zabiegasz i z myślą o którym się przeprowadziłaś w mazurskie ustronie. Obie strony znam tylko z tego, co umieszczą na swoich blogach i naprawdę, nie jestem w stanie zrozumieć jadu, jaki się wciąż i wciąż wylewa w tym niekończącym się konflikcie. Bardzo trzymam kciuki, żeby ta nagonka się wreszcie skończyła.
      Co do UE... jak jest - każdy widzi. Było fajnie, bo były dotacje na to i na owo, można było coś dostać, coś za to zbudować, kupić, naprawić. Oczywiście pod warunkiem, że nie było się gołodupcem i miało się trochę własnego wkładu (jeśli nie całość, bo urzędnik mógł odrzucić projekt, bo tak i to w trakcie jego realizacji).
      Niestety, zaczynam się zaliczać do osób, które mają już dość patrzenia na ten syf, co się zrobił naokoło: nie ma zakładów pracy, gospodarstwa rolne stoją odłogiem lub wręcz są opuszczane, bo nie da się nawet na swoje własne potrzeby na tym zarobić, ludzie zdychają, bo kolejki do lekarza są dłuższe niż rolka, która ponoć nigdy się nie kończy, a na wizytę prywatną pieniędzy nie mają, bo ze zbierania puszek wiele się nie uzyska. Likwidowane są kolejne połączenia kolejowe i autobusowe, bo przecież są nierentowne. Nie dziwię się. Przy takich cenach biletów?
      Widzę, jak obniża się drastycznie poziom życia moich sąsiadów. Codziennie mogę patrzeć, jak obniża się mój. Co się wydaje, że już-już wyjdziemy na prostą, okazuje się, że to złudne nadzieje, bo nasz "kochany" (nie)rząd podnosi kolejne podatki, nakłada kolejne zobowiązania, bo przecież na pensje im nie wystarcza. I tylko dlatego mam dość tego kraju, w którym przyszło mi żyć.
      Kiedy jednak czytam o sukcesie Polaka (choćby i za granicą), to się uśmiechnę i się robi przyjemnie, że jeszcze tak całkiem nie zdołano nas zgnębić i zdeptać, że jeszcze komuś się udało osiągnąć wiele nie przez to, że ma się "plecy", nie przez pokazanie cycków, czy innych szczegółów anatomicznych do kamery, tylko dlatego, że Polak coś umie zrobić, stworzyć, wymyślić. To takie malutkie i króciutkie pocieszenie we wszechogarniającej pustce frustracji, że tu się nic już nie opłaca, że nic nie można zrobić, że za wszystko trzeba płacić dużo za dużo, bo na przykład na zakupy opłaca się jechać np. do Niemiec, gdzie za niższą kwotę otrzyma się o niebo lepszy produkt. Wystarczy poczytać o sieci Tesco, gdzie w UK do dyspozycji klientów mają towar I klasy, a do polskich sklepów ślą to, co się nie przyjmie i zostanie odrzucone. A Polak to kupi, bo nie ma wyjścia.
      Ech, smutno się robi, patrząc, jak Polska przegrywa bez wypowiedzenia wojny kolejne potyczki na papierach z mnóstwem pieczątek. Ktoś chce chyba tanio przejąć to państwo. W całości lub kawałkach :(

      Usuń
    4. "Ty wiesz swoje, tamte dziewczyny - swoje i będziecie swoich przekonań bronić, jak niepodległości."

      tatsu - trzeba uchwycić sedno sporu.
      Mnie nie obchodzi ich "niepodległość", bo nie miały prawa naruszać mojej prywatności i sprowadzać nieszczęścia na moje gospodarstwo.
      Zrobiły mi wielkie świństwo, a teraz bronią tego świństwa posługując się zgranymi schematami rzekomych obrońców zwierząt.
      One nie są niczyimi obrońcami. Guzik je obchodzą zwierzęta, a zwłaszcza moje zwierzęta. To tylko zasłona dymna która ma ukryć wielkość i ohydę ich podłości i świństwa jakie mi za plecami wyrządziły.

      Nie tylko rażąco naruszyły zasady zgodnego pożycia społecznego, ale i złamały zasady portalu przez który nawiązały ze mną kontakt.
      Prosząc mnie poprzez ten portal czy mogłyby przyjechać pod namiot na moje gospodarstwo - zapewniły mnie, że nie będą dla mnie ciężarem.
      Okłamały mnie. Były dla mnie ciężarem podczas ich pobytu na moich włościach, a jeszcze większym stały się w momencie poskładania donosów na mnie.

      Nie obchodzą mnie ich racje, bo są skrajnie egoistyczne (nie dostały tak całkiem za darmo żreć, ale musiały się trochę potrudzić aby na jadło zarobić - dorosłe kobiety jakimi są te panie powinny na wakacje wybrać się z odpowiednio pełnym mieszkiem monet by móc sobie papu kupić a nie liczyć, że zadłużona rolniczka będzie się jeszcze bardziej dla nich zadłużać kosztem swoim i swoich zwierząt) a one same złamały zasady zgodnego współżycia społecznego i sprofanowały mój dom i gospodarstwo swoimi donosami.

      Usuń
    5. Te dwie kobiety (jedna 28 druga 40 lat) to zmanierowane miastowe, którym się ich plan żerowania na Gospodyni nie powiódł - nie dostały tak całkiem za darmo jeść, lecz musiały to jedzenie odpracować w polu.
      Liczyły na dwa tygodnie darmowej wyżerki a tu nici.
      Na Mazurach za darmo to tylko w mordę można dostać.
      Żaden z moich bogatych sąsiadów nie sponsoruje za darmo żadnych mieszczuchów, a zwłaszcza obcych.

      Co one miały w tych swoich skołtunionych rozumkach, że sądziły, iż biedna dziewczyna z Mazur, która od lat boryka się z wielkimi problemami finansowymi i materialnymi będzie je sponsorowała?

      Naciągnięcie Gospodyni nie wypaliło, więc się odegrały perfidnie jak najperfidniej umiały.

      Przecież to jest oczywiste, że one nie chciały w niczym pomóc.

      W Internecie mogą sobie różne rzeczy wypisywać, że rzekomo im chodziło o dobro i uratowanie (przed kim?) moich zwierząt ale ze mnie durnia nie zrobią bo były tu i widziałam ich obojętny stosunek do zwierząt moich.

      Czy ktoś kocha szczerze zwierzęta to widać gołym okiem.
      Było tu u mnie wiele wolontariuszy i wszyscy oni okazywali serdeczność moim zwierzętom. Przemawiali do nich pieszczotliwie, głaskali, chętnie się nimi zajmowali.

      Takiego ciepła nie dało się zauważyć u pani Marty, a zwłaszcza u pani Izy. Co się dało zauważyć, to chorobliwą zazdrość pani Izy o panią Martę. To było wręcz żenujące. Nie mogłam pani Marty o żadną przysługę poprosić, bo zaraz pani Iza jeżyła się i zabraniała Marcie tę pomoc. To było doprawdy śmieszne :D

      Nie wiem, skąd w jej skołtunionym rozumku powstała myśl, że mogłabym być Martą w jakikolwiek sposób zainteresowana :D

      Po pierwsze - jestem normalna i w związku z tym podobają mi się wyłącznie mężczyźni. Z kobietą mogę się co najwyżej serdecznie zaprzyjaźnić :)

      Usuń
  3. hm.... Czytam, czytam i nadziwić się nie mogę. Myślałam, że takie podłe osobniki zdarzają się jedynie w książkach. To takie straszne. Stachura miał jednak rację- Człowiek człowiekowi wilkiem. Myślę iż osoby, które ciągle Pani szkodzą, mają bardzo mało swojej pracy (oraz oczywiście mało emocjonujące życie) i z nudów dostarczają sobie rozrywki Pani kosztem! To 3 razy O: okrutne,okropne i obrzydliwe! Nie potrafię tego objąć rozumem.
    Z przyjemnością czytam Pani bloga. I z całego serca jako kobieta (aczkolwiek młodsza- choć podobno nie wiek, a przeżyte sytuacje świadczą o doświadczeniu) Panią podziwiam.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości!
    Jest Pani niezwykłym człowiekiem!
    Wysyłam morze Słonecznych promieni i szczerego uśmiechu z południa Polski
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Madziu za dobre słowo.
      święte słowa: okrutne, okropne, obrzydliwe.

      Pies stracił dom.
      Ja straciłam psa i mnóstwo nerwów.
      Podczas próby odbioru psa ze schroniska zostałam dotkliwie pobita i sponiewierana.

      Mam teraz sprawę w sądzie gdzie jestem fałszywie oskarżona o rzekome naruszenie nietykalności osobistej policjantek (najpierw oskarżyły mnie o ich rzekome pobicie co potem zmieniły).

      To jest efekt pobytu pani Izy i Marty z Krakowa na moim gospodarstwie.
      Myślę, że należy mi się zadośćuczynienie i odszkodowanie za te wszystkie stresy i przykrości oraz przemoc jaką doświadczyłam w wyniku pobytu tych dwóch kobiet na moim gospodarstwie.

      Usuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!