niedziela, 28 lipca 2013

Sprzedam stajnię do przeniesienia


Sprzedam zabytkową poniemiecką dużą kamienną stajnię do przeniesienia

  • kamień łupany duży i średni,
  • biała cegła,
  • pomarańczowa dachówka
  • krokwie (stan dobry)
  • łaty (w bardzo dobrym stanie)

Cena stajni: 60.000zł do negocjacji,
Ze stajni wyjdzie 6 mieszkanek po 10.000zł/mieszkanko

tel. kom. 511945226, rajdy.konne (@) vp.pl

GG: 20473683, Indianka Mazurska


Front stajni do przeniesienia. Stajnia ma ok. 100 lat, może więcej. W środku także są ściany kamienne i ceglane, które dzielą stajnię na 3 duże pomieszczenia, oraz na kilka małych boksów.


Łaty są w bardzo dobrym stanie. To słowa cieśli i stolarza, które je oglądał z bliska.

Stajnia na sprzedaż do przeniesienia
Krokwie na sprzedaż, biała cegła, łaty. Cała konstrukcja dachu.





Tradycyjna, drewniana konstrukcja dachu.


Komin, krokwie, belki, łaty, cegły.

Chciałam wyremontować. Składałam wnioski o pomoc unijną, ale ci z gminy nie przysłali komisji do szacowania strat i dotacja przepadła :(

Szkoda pięknego, zabytkowego budynku, ale co robić? Mam czekać aż się sam zawali?
Nie mam kasy na remont budynku i mieć nie będę. Już mi to załatwił lokalny kierownik z ARiMR z Olecka.

A tak ktoś sobie go rozbierze i postawi na nowo na swojej ziemi. Ewentualnie wymieni parę krokwi albo postawi trochę mniejszy budynek, bo ten to jest ogromny. Można z tego naturalnego materiału zbudować piękny, niezniszczalny dom tanim kosztem.

Jeden z moich sąsiadów tak zrobił. Rozebrał starą oborę i postawił w nowym miejscu. Przewiózł materiał z gospodarstwa na gospodarstwo i tam mu postawili z tego materiału nowy budynek, też oborę. Służy mu ona po dziś dzień i wygląda lepiej niż oryginał :)

Nowe materiały budowlane są cholernie drogie. Byle gówno kosztuje majątek.
A tutaj cały niezbędny do budowy domu materiał w jednym miejscu i za pół ceny.


Duże pomieszczenia przedzielone kamiennymi, grubymi ścianami.

Dodam, iż jestem właścicielką dwóch stajni. Tutaj fotografie stajni białej. 
Ta druga nie jest do rozebrania i sprzedaży, albowiem jest w bardzo dobrym stanie i co ważniejsze, jest bardzo pięknie wykonana. Misterna robota, której już nikt nie wykonuje współcześnie. Druga stajnia jest z pomarańczowej cegły i kamienia.
Obecnie zimą trzymam w niej zwierzęta. Latem jest do wynajęcia:



******

Odpowiedź na komentarz colorado, bo mi tam się nie mieści :)

Podoba mi się twoja retoryka colorado :) Widzę, że idziesz w moje dosadne ślady :D

Oczywiście, że jajo gospodarskie jest cenniejsze, bo jego produkcja jest droższa.
Kura gospodarska ma o niebo lepsze warunki chowu – lepsze i droższe. Dostaje najlepszą możliwą paszę – paszę naturalną wyzbieraną z łąki czy podwórka oraz pszenicę chłopską, polską, bez szkodliwego GMO. Także generalnie chłopi trzymają kury dla siebie by mieć jajka dla siebie. Oddając kupującemu swoje jajo – dają coś cennego, a nie masowy towar. Także taki kurczak chowany sposobem gospodarskim rośnie dłużej by stać się kurom, bo bez pasz przyśpieszających wzrost (bez hormonów wzrostu), ale dzięki temu rośnie naturalnie i jest zdrowszy. Jako kura daje zdrowsze jaja. Bardziej pracochłonny proces produkcji jaj przy dużej jakości takich jaj musi się różnić w cenie.

Powiem, że mi też się tak kiedyś wydawało, że jajo z gospodarstwa powinno być tańsze niż w sklepie. Teraz rozumiem, dlaczego nie jest.

Kura domowa dostaje najdroższą, najwyższej jakości paszę. Moje dawniej gdy miałam mleko kozie – dostawaly kwaśne mleko kozie do picia oraz serwatkę.
To jest droga pasza. Dostawały też oczywiście kupną pszenicę, gdzie w moim przypadku była bardzo droga, bo kupna i przywieziona za dodatkową opłatą – akurat wtedy taksówką z innej gminy, bo w pobliżu nie było czystej pszenicy.
Czystej w sensie – bez innych zbóż.

Moje kury żerowały na całym gospodarstwie. Miały wolny wybieg. Chodziły nad rzeczkę, na łąki. Skubały ile chciały cały dzień. Aż nadleciały jastrzębie i wytłukły wszystkie moje 40 kur. Taki chów naturalny jest drogi przez takie czynniki. Tu na Mazurach koniecznie trzeba budować wybiegi dla drobiu, inaczej lisy i jastrzębie wybiorą drób bardzo szybko. Dodatkowym utrudnieniem jest nierówny teren. Postawiłam kawałek ogrodzenia przed domem, a wokół domu nie wiem jak mam je postawić, aby było szczelne i wyglądało jako tako, bo jest duża stromizna w kierunku dolinki i są strome górki. Pewnie siatka tutaj nie zda egzaminu tylko będę musiała robić przęsła szczebelkowe.

Podobnie z mlekiem jest. Kupując litr mleka od gospodarza wprost od krowy dostajesz pełnowartościowe, pełnotłuste mleko. Z tego litra mleka w mleczarni robią litr mleka i masło lub ser, a sprzedają ci litr mleka zubożonego tzw. chude.
Mleko chłopskie jest smaczniejsze, zdrowsze, pełniejsze. Pełnowartościowe.
Powinno kosztować drożej niż litr mleka w sklepie. Jeśli kosztuje tyle samo co litr mleka w sklepie to i tak tanio za nie płacisz.

Mieszczuchy dziwią się, że chłop chce zarobić. Ale gdybyś ty mieszczuchu musiał się tak narobić przy bydle i drobiu aby mieć pełnowartościowe produkty spożywcze – to byś policzył za te produkty 100 razy więcej, bo byś miał w pamięci swoją harówę całoroczną i koszty oraz nakłady poniesione na tę produkcję rolną.

Mieszczuch myśli, cwaniakuje. Skoro w mieście są różne gratisy, promocje to i na wsi tego się spodziewa. Niestety, nie ma tak. To wszystko kosztuje finansowo i fizycznie. Ktoś się musi przy tym narobić i ponieść ryzyko hodowli, aby coś wytworzyć. Kury na wsi generalnie trzyma się dla siebie, a sprzedaje tylko nadwyżki jaj. Na wsi darmozjadów nie lubią. Tu aby coś wytworzyć trzeba się narobić, spocić, naryzykować. Nikt ci na wsi nie da nic za darmo.
Gościnność polska? Moi Dziadkowie byli bardzo gościnni i serdeczni, hojni. Chętnie dzielili się z rodziną i przyjaciółmi swoimi dobrami, głównie spożywczymi. Mieli fantastyczne żarcie. Smakowite. Zdrowe. Po prostu cudowne.

Tutaj nikt ci nic za darmo nie da. Jeśliś miejscowy i odpracujesz – to i owszem.
Nie sądź, że ktoś na wsi jest zoobligowany do tego, by cię karmić za darmo. Gospodarstwa to nie opieka społeczna ani instytucje charytatywne. Nam rolnikom nikt nie pomaga ani nie sprzyja. Kredyty? Nieosiągalne. A te co są osiągalne to są lichwiarskie i grabieżcze. Przy produkcji rolnej nie ma kokosów a banki pobierają kokosowe prowizje i odsetki od swoich pożyczek. Ja 6 lat temu wzięłam kredyt na zakup drzewek owocowych i do tej pory go spłacam, bo jest tak niekorzystnie oprocentowany i skonstruowany, że nie mogę go spłacić szybciej.

Płacę w racie większość odsetek, a od pożyczonego kapitału są naliczane ciągle nowe odsetki. Nie mogę się od tego kredytu uwolnić. Jestem niewolnicą banku  Unia? Dotacje unijne? Wielka ściema. Wszystko tak jest urządzone, by ten pieniądz trafiał do producentów środków obrotowych niezbędnych przy produkcji rolnej, czyli na zakup maszyn, urządzeń, wyposażenia, materiału hodowlanego, koszty weterynaryjne, koszty suplementów, koszty adaptacji budowlanych, materiałów budowlanych itd.

Niedawno zadzwonił bank i zaproponował pożyczkę w kwocie 7.000zł. Miałabym za nią zapłacić 36.000 zł. Opłaca się? To są lichwiarskie pożyczki. Lepiej je omijać jak cuchnące łajno.

Inna opcja aby dostać kredyt niżej oprocentowany to – zadłużyć hipotekę gospodarstwa. Szacują gospodarstwo poniżej jego realnej wartości, np. 1/10 wartości gospodarstwa i na tej podstawie udzielają ci kredytu. Jak ci się noga powinie, a w rolnictwie to jest częste, że coś może pójść nie tak  - np. mogą spaść ceny na dany produkt, a proces produkcji jest długi i kosztowny np. mięsa wołowego i jak zacząłeś ten proces to mimo spadku opłacalności musisz dokończyć i wtedy sprzedajesz swój produkt poniżej kosztów produkcji– to wtedy stracisz gospodarstwo – oddasz im za półdarmo swój majątek. Domów nie chcą brać w hipotekę, tylko całą ziemię. Tacy są pazerni.

Na rolników czyha wiele pułapek w które prości chłopi niekiedy brną i tracą majątki. Ja nigdy w życiu więcej nie wezmę żadnej pożyczki. Na pewno nie tak oprocentowanej, jak mi proponują. Ogólnie to mam pożyczkowstręt. Przez te pożyczki spać nie mogę spokojnie.


36 komentarzy:

  1. Mozna prosic o zdjecia tej stajni?

    OdpowiedzUsuń
  2. Można. Zrobię nowy foty z każdej strony.
    Póki co wkleję te co mam na kompie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Murowany do przeniesienia? Połowa materiału pójdzie się paść w trakcie rozbiórki. Cena zdecydowanie za wysoka. Tak jak za jajka. Nie rozumiem ludzi ze wsi, którzy za swoje produkty chcą wyższej ceny niż sklepowa (za ekologię? - dla 90 procent ludzi to nie argument), gdzie zarobią jeszcze pośrednicy, pracownicy, transportowcy itd.
    Zastanów się czy lepiej sprzedać mało a drogo, czy dużo i tanio (na to pierwsze choruje większość "biznesmenów" w tym biednym kraju)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do jajek - to nie są one drogie, tylko tanie.
      Nie bierzesz pod uwagę kosztów realnych wytworzenia jednego jaja. W przypadku małych gospodarstw rolnych produkcja jaj i cała logistyka inaczej działa, inna jest robocizna i nakłady. Co najważniejsze - jaja z gospodarstwa są jakościowo o niebo lepsze niż te fermowe.

      A teraz kilka faktów dla oświecenia:
      fermy przemysłowe dostają na kredyt po 100.000 piskląt w cenie 1,20zł za sztukę plus dostają karmę GMO na kredyt na dogodnych warunkach.
      Mają także zapewniony zbyt i odbiór jaj przez hurtownie i dystrybutornie oraz supermarkety.

      Ja płaciłam po 5, 6, 8, 12 zł za pisklę plus przesyłka - gotówką.
      Za pszenicę też płaciłam drogo: 800zł-900zł za tonę.

      Odchowanie takich małych piskląt też wymaga czasu, zachodu i energii, bo małe muszą mieć odpowiednią temperaturę. Dostanę rachunek na kilka tysięcy zł. To są wszystko koszty.

      Moje kurczaki pasą się na podwórku, nie stoją stłoczone w wielkiej hali gdzie miałyby się zadeptywać i zadziobywać ze ścisku, nie karmię ich byle jaką, najtańszą karmą, ale najlepszą jaką można kurczakom i kurom zafundować.
      Mają duży wybieg, mnóstwo zielska, trawy, ziół i owadów, które uwielbiają. Mają Słońce, wiatr. Są zdrowe i ich jaja są smaczne i zdrowe. Z racji naturalnego chowu mam też straty. Lis porwał kilka kur. Szczur zagryzł kilka kurczaków. Niezwykle trudno w takiej bogatej faunie i florze uchować drób. Muszę budować pracochłonny i kosztowny wybieg, aby drapieżniki nie zabijały mi drobiu.

      Fermiarz ma wielką zamkniętą halę i zautomatyzowany system żywienia. Na powierzchni hali kurczak przy kurczaku.
      To jest zupełnie inny rodzaj chowu i inne koszty. U mnie jest robocizna droższa, bo kury i kurczaki karmię samodzielnie, a nie robi to automatyczne karmidło czy poidło.
      Poza tym muszę je pilnować na wybiegu, aby nic ich nie dopadło. Wykaszać chaszcze wokół domu, aby lis nie podszedł i nie porwał mi kurczaka czy kurę. To jest pracochłonne, więc to jajo musi kosztować drożej. Za to jest zdrowsze i smaczniejsze :)

      W sklepie jajo fermowe kosztuje 50 groszy,
      moje wiejskie jajo kosztuje tylko 60 groszy.

      I wiem co jem :) Nie skarmiam kur jakimiś mączkami rybnymi czy paszami GMO, tylko samą zdrową swojską paszą idealną dla kur :)

      Jeszcze jeden fakt. Wiele tych wielkich ferm drobiu balansuje na granicy bankructwa. Nie zarabiają, tylko utrzymują płatność finansową. Sprzedają jaja poniżej kosztów, byle tylko utrzymać płynność finansową i mieć za co spłacać kredyty zaciągnięte na zakup piskląt i karmy dla nich.

      Żaden normalny, zdrowo myślący chłop nie sprzeda ci jaja poniżej swoich kosztów. Sam zje, albo da okolicznej rodzinie, która mu coś tam czasem pomoże, albo nakarmi nimi pisklęta.

      Więc jeśli chcesz wiejskie, zdrowe jajo, to płać 60 groszy i ciesz się jego smakiem.

      Usuń
    2. Miało być:

      "Nie zarabiają, tylko utrzymują płynność finansową."

      Usuń
    3. Oczywiście że organiczne jest droższe. Płaci się za jakość! Ja też sprzedaję drożej niż w supermarkecie a Anglicy rozchwytują w mgnieniu oka...

      Usuń
    4. Tutaj też nawet Mazurzy znani z wielkiej oszczędności i wręcz nie bójmy się powiedzieć otwarcie - zaawansowanego skąpstwa - doceniają walory wiejskich jaj i kupują je bardzo chętnie mimo nieco wyższej ceny niż tych jaj fermowych w supermarkecie :)

      Usuń
    5. A tobie się wydaje, ze ludzie ze wsi maja za darmo wszystko oddać? I tak oddają za darmo. np. Kilogram pszenicy kosztuje w tej chwili 33gr. Masz z niego pół kilo mąki. Zmielenie kilograma ziarna kosztuje 27groszy w młynie usługowym. A kilogram dobrej mąki w sklepi -3zł. To kto zarabia-rolnik? A dlaczego dobre wiejskie jajko ma być tańsze od fermowego, gdzie kura zjada kurę i żra GMO? Dlaczego wiejskie pełnotłuste mleko, czy ser maja byc tńsze od sklepowego? Bo rolnik pracowników nie opłaca? A jego ciężka praca jest darmowa? Puknij się w łeb i to solidnie, anonimowy.

      Usuń
    6. Odpowiedź ma w poście powyżej, bo tu się nie zmieściła :)

      A gdzie można kupić taką tanią pszenicę? Ja płaciłam po 800zł/tonę.

      A cwany anonimowy miaszczak co chce jajo za pół darmo niech się puknie w czoło i kupi sobie tanie jaja z fermy przemysłowej nafaszerowane karmą GMO, hormonami wzrostu, antybiotykami i ch..j wie czym jeszcze albo płaci rolnikowi, tyle ile się należy za cenne, zdrowe jajo wysokiej jakości.
      Rzekłam :)

      Usuń
    7. Kupić nie można. Natomiast po tyle można sprzedać w skupie GS. Natychmiast po skupieniu od rolnika będzie kosztowała 3 razy tyle do sprzedania

      Usuń
    8. To niedobrze. Ja bym chciała środki produkcji kupować w cenie skupu, ewentualnie produkować swoje zboże. Swojego na razie nie mogę, bo nie mam maszyn, a wykonawcy zleceni jak widać po sianokosach lecą sobie w chuja, więc... pozostaje skup zboża. Ale jeśli ja płacę po 800zł/tonę pszenicy, to te jajo nie może być tanie.

      Usuń
    9. Hej anonimowy! Te 60 gr za jajko to nie jest duzo,ja płace 70 i jestem zadowolona. Niestety rzadko jeżdżę na Mazury, toteż jajka od szczęśliwych kur jem też rzadko. Pozdrawiam Izę.

      Usuń
    10. To nie jajka wiejskie sa drogie, tylko przemyslowe za tanie...

      Usuń
    11. Wolę dać 1,50 za normalne wiejskie jajo niż 30gr za pusty marketowy chłam, który nawet zapachu jest pozbawiony by delikatnym egzaltowanym panienkom "jedzonko nie śmierdziało". Kto jadł ten wie. Poza tym porównaj sobie warunku kur sztucznego chowu z tymi od zwykłego gospodarza nie w sieci ale jedź i zobacz, i jak masz sumienie, kupuj dalej tanio i dużo w biedro.

      Usuń
  4. Kamień nie pójdzie się paść, bo to kamień - rzecz niezniszczalna. Ręcznie łupany. Wiesz ile to roboty ręcznie rozłupać kamień tak, by pasował do ściany? A ja tu mam same takie ręcznie łupane kamienie. Zapytaj kamieniarza, ile bierze za godzinę roboty, to ci szczena opadnie.

    Drewno? A co się może jemu stać? Drewno to drewno. Rozbierasz i masz. Dachówki? Ustawiasz na dole miękki tapczan albo stóg siana lub słomy i spuszczasz rynną po jednej dachówce. Nic się nie potłucze.

    Cegły? Jak dach będzie zdjęty - kilka obfitych ulew i fugę wypłucze. Same się posypią. Te białe cegły akurat są dość mocne z tego co widzę. Nie rozpadają się przy zrzucaniu z piętra. A jeśli się jakieś połamane trafią - to jaki to problem wmurować w kawałkach? Można takie uszkodzone dać na ścianki działowe i otynkować. Ale te białe cegły są akurat mocne, czyli nie zlasowane. Oryginalny budynek sprzed 100 lat lub więcej. Gratka dla konesera i twórcy skansenu. Takich budynków na Mazurach jest coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten budynek to może znajdzie się koneser, który będzie chciał się bawić w rekonstrukcje. Weź pod uwagę, że jak ktoś ma zamiar postawić stajnię, to chce to zrobić jak najszybciej, jak najtaniej i prostą technologią, a nie bawić się w układankę z kamieni.

      Usuń
  5. Wiesz, to że ja używam ten budynek dla zwierząt m.in. koni to nie znaczy, że ten kto go kupi też musi go do tego samego celu używać. Może ten budynek zaadaptować na 6 samodzielnych apartamentów. 3 na dole i trzy na piętrze. Albo po prostu zbudować sobie wielki dwór dla licznej rodziny, lub ekowioski :)
    Jakby tak podzielić ten budynek na sześciu mieszkańców lub 6 rodzin, to wyjdzie na rodzinę wydatek na materiał rzędu 8.300 zł na rodzinę, co jest śmiesznie mało jak za mieszkanie. Z tego budynku wyjdzie 6 małych mieszkań, lub 3 większe apartamenty piętrowe.

    Taka rodzina może sobie urządzić na parterze salon, jadalnię i kuchnię a na górze sypialnia, gabinet, łazienkę. Możliwości adaptacji jest mnóstwo, a przy 6 rodzinach lub lokatorach to wychodzi ledwo 8.333zł/lokatora.

    Wystarczy że sobie znajdą jakąś fajną lokalizację nad jeziorem lub w lesie i mogą sobie zbudować za darmo ten dwór wspólnymi siłami, wydając na materiał ledwo 8.333zł/rodzinę. I mają gdzie mieszkać! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest właśnie fajny pomysł na przerobienie tego na dom, bardzo popularne w Anglii gdzie przerabiane są stare młyny, stodoły itp Na stajnię to rzeczywiście za dużo roboty, przeniesienie drewnianej stodoły to koszt około 20-30 tys zł a o kamieniu to nawet boję się myśleć :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę cię poniosła fantazja. Ja mieszkam w ciągle remontowanym domu (ok. 120 m kw), który nie był tani. Koszt dotychczasowego remontu z lekka oceniam na 6o tysięcy (bardzo dużo zrobione własnymi siłami - nie wliczam własnej robocizny). Do swojej wyceny dodaj ceny gruntu (budowlanki), przyłączy, zezwoleń, adaptacji i wyjdzie ci z tych 50 tys koło 200. Nie ma lekko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdy kupujesz działkę budowlaną, sprzedającego guzik obchodzi, że musisz jeszcze wydać pieniądze na zezwolenia, projekty i materiały budowlane itd.

      Dlaczego sprzedającego materiał budowlany ma obchodzić że musisz zapłacić za działkę budowlaną? Nie musisz. To jest twój problem, jak sobie to rozegrasz. Czy kupisz koszmarnie drogą działkę budowlaną w mieście, czy taniutkie, zdewastowane siedlisko na wsi. Jak kupisz sobie siedlisko, to wtedy masz taniej i łatwiej. Jak na siedlisku są tylko resztki budowli, to wtedy możesz kupić sobie używane materiały albo gotowy dom z bala i postawić w tym miejscu. Ewentualnie postawić budynek w stylu regionu, jeśli to są Mazury, czyli budynek kamienny. Na Mazurach powinien być nakaz stawiana budowli zgodnych z oryginalną architekturą mazurską. Tak jak w Szkocji jest nakaz stawiania budynków w starym, granitowym stylu szkockim. Ogrom uroku Mazur polega na jego cudownej, oryginalnej, kamienno-ceglanej zabudowie i pomarańczowych dachówkach ręcznie czerpanych.

      Usuń
  8. Taki miałam pierwotnie plan gdy tutaj przyjechałam. Niestety, brak funduszy, także zostałam odcięta od tych unijnych - więc dałam sobie spokój.

    Co do przeniesienia - zależy czym przenosisz i jak daleko.
    Poza tym, gdy kupujesz nowe materiały, za transport też płacisz.

    No i nie wiem skąd ci wyszło aż 30.000 zł koszt przeniesienia stodoły.

    chyba że ona w całości przewożona?

    W przypadku tego budynku - trzeba go rozebrać kamień po kamieniu, cegła po cegle, dachówka po dachówce i i tak przewieżć.

    Jeśli gdzieś niedaleko, albo masz własny transport to aż tak dużo to nie wyniesie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20-30. Rozłożenie, przewóz, złożenie. Fundament albo podmurówka z kamienia. Zanim się rozłoży, trzeba ponumerować bale. Tu mi nic nie wyszło, to są realne ceny, dowiadywałam się. Np transport: 1000zł za 100km. Chodzi o duża stodołę; przeniesienie domu kosztuje podobnie.

      Usuń
  9. A ścianę kamienną to się robi tak:

    najpierw szalunek ustawiasz na fundamencie, dajesz glinę, kamień, glinę, kamień i upychasz w szalunku kamienie i spajasz je gliną. I tak po kolei aż ci ściana urośnie kamienna.

    OdpowiedzUsuń
  10. W związku z tym, że z zabytkowego budynku stajni wyjdzie 6 samodzielnych mieszkanek, zaokrągliłam cenę budynku do 60.000zł. 10.000zł za mieszkanko to i tak śmieszna cena.

    OdpowiedzUsuń
  11. To znowu ja anonimowy
    biznes plan dla Indianki:
    Lubi konie - niech hoduje konie. Sprzeda jednego dobrego konika pod wierzch na rok (najlepiej za granicę - z tutejszymi (Polakami) lepiej z daleka) i żyje się.
    Żeby koniki wyżywić - oddaj w dzierżawę (najlepiej nieformalną - na gębę bez świadków) trochę swoich łąk gościom co mechanicznie na dużą skalę robią paszę. Wezmą sobie część paszy z twoich łąk, a resztę ci zwiozą, palcem nie kiwniesz. Jak zaczniesz być przy kasie, to miejscowe wieśniaki zaczną Cię szanować, a na razie trochę wyluzuj, spójrz jak tam u Ciebie pięknie
    pozdr anonim też z wiochy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tu się muszę zgodzić, jednego-dwa dobre konie sprzedać rocznie bogatym klientom za granicą, i to zapewni utrzymanie gospodarstwa przez cały rok.
      Też to przerabiam i będę przerabiać jak wrócę do Polski.

      Usuń
    2. No, być może i ja będę sprzedawać źrebaki w przyszłości. Generalnie to mam inny plan - wolałabym wykorzystywać urodzone i wyhodowane przeze mnie konie do różnych bajeranckich celów konnych. Ciągle brak kasy więc nie ma stałego, odpowiedzialnego trenera który by poprowadziłby wszystkie moje konie od a do zet i kontynuował z nimi pracę, oraz nauczył mnie pracy z nimi.

      Ale i to się zmieni. Bardzo późno, ale niestety. Nie ma w Polsce osoby, która by wolontaryjnie pomogła mi konie ujeździć i przyuczyć do pracy w zaprzęgu i mnie nauczyć pracy z nimi i na nich.

      Niby w Polsce tylu zagorzałych miłośników koni, ale jak trzeba pomóc kobiecie przy koniach to nie ma chętnych. Owszem, jeździć na ujeżdżonych - chętni są. Ale by ujeździć surowe konie - nie ma takiego Polaka, który by ruszył swoje 4 litery i pomógł mi tutaj.
      Przez 10 lat nikt nie wyraził chęci, by me konie ujeździć - choćby za przyszłe profity w postaci darmowych jazd.



      Usuń
  12. Wiesz co, ja mam trudny, pagórkowaty i drzewiasty teren i nikt go nie chce kosić, a zwłaszcza na takiej zasadzie, gdzie trzeba się plonem podzielić.

    Próbowałam takiego dealu. Tzn. proponowałam różnym rolnikom. W tym przypadku to nie działa. Podobno w okolicy jest masa łąk do darmowego koszenia i nie muszą się dzielić plonami. Muszę sama kosić moje łąki. W przyszłym roku kupię sobie mega kosę spalinową husqvarny na gwarancji i darmowym serwisie i będę nią wykaszać wszystko jak leci, codziennie przez całe lato po kawałku i na bieżąco, po przeschnięciu zwozić do paszarni - koniem i wozem.

    Mam też na uwadze kosiarkę konną, ale wiem, że z nią nie będzie mi łatwo. Fajnie by było, gdyby moje konie dały radę taką kosiarkę pociągnąć. Zobaczymy za rok. Muszę mieć kogoś do pomocy przy koniach przy takich akcjach jak koszenie kosiarką.

    Przy zwożeniu siana z pola wozem i koniem spróbuję sobie w tym roku poradzić sama. Dziś nie czułam się na siłach aby zaprzęgać Indianę. Muszę być w pełni sprawna, zanim zacznę nią zaklinać :)

    Koniki za granicę? To jest pomysł. Te klacze co mam zapylę super ogierem i będę miała super narybek :)
    Ale to piosenka przyszłości. Póki co, trzeba ciułać z tego co się da czyli sprzedaż jaj uruchomić i rozbujać oraz sprzedać dobrze budynek aby spłacić długi i podremontować drugą stajnię i dom. No i może wiatę na siano i dla koni postawić.

    Mam wiele innych planów w głowie, o których tutaj nie napiszę. Pomysłów mi nie brakuje, tylko kasy :)

    A, jeszcze mi miłości brakuje, ale to już inna bajka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za megakosiarkę ręczną wybulisz mega kasę i po paru dniach będziesz miała dość. Może lepiej znaleźć jakiegoś dobrego Mrocznego Kosiarza w okolicy???
      Sama mówiłaś, że 10 dni i pięć hektarów.
      Jako praktyk przestrzegam - koszenie to nie zajęcie dla kobiet, holywood kłamie, nigdy kobieta w pape jak facet nie zamaluje, wyżej kolan nie podskoczysz, nie polezie orzeł w qna

      Usuń
    2. hahaha... Mrocznego Kosiarza? :D
      hmmmmmmm... dlaczego nie miałabym się nim Ja stać? Wszak niemal codziennie koszę trawę wykaszarką... Trawę i 3 metrowe chwasty o grubości pnia jak u drzewa :D

      Co do miejscowych - większość z nich ma wredne podejście. Gdy widzi, że bez nich ani rusz - to specjalnie ci nie pomoże. Wolę się na takich typkach nie opierać, a zwłaszcza nie opierać na nich pilnych prac gospodarskich. Całkiem nieźle idzie mi spalinowe koszenie, a mechanicznego, tradycyjnego też się nauczę.

      Oni dawniej myśleli, że Ja sobie tutaj sama nie dam rady. DAŁAM. To teraz szydzą, że jestem zaradna i samodzielna. Im nigdy nie dogodzisz i nawet nie warto próbować.

      Poza tym tutaj już niewielu ludzi umie kosić ręcznie kosą drewnianą, tradycyjną. To starsi, często schorowani ludzie. Choćby chcieli, to 5 hektarów nie wykoszą. Obkosić podwórko - okay, ale nie 5 hektarów.

      No i jeszcze dochodzi czynnik męsko-damski tutaj bardzo ostro zarysowany. MEGA ZAZDROŚĆ MAŁŻONEK. Żadna lokalna samica nie puści swojego samca do samotnej kobiety do roboty, choćby ten samiec miał 80 lat :D Od razu grozi rozwód, a co najmniej dzika awantura.
      No i dajmy na to, taki kosiarz by ukosił trochę i nagle przestał się pojawiać gdy jego małżowina odkryje u kogo pracuje?? A mnie nawet nie wypada iść zapytać o niego, bo jeszcze dostanę czymś od zazdrośnicy :D

      Sołtyska jak tu przyjechałam i jej męża poprosiłam o pokazanie punktów granicznych, to mało się nie zesrała z zazdrości, gdy poszliśmy na łąki razem. Mnie nawet do głowy nie przyszło aby się jej zarośniętym mężulem zainteresować, a ona urządziła karczemną awanturę na całą wiochę.
      Pretekstem były niby papierosy, ale to widać było, że aż cała kipiała z zazdrości :D
      Normalnie to jest chore. Ale z drugiej strony się nie dziwię, bo lokalne samce do wiernych nie należą i szukają okazji gdzie się da.
      Już niejednego takiego żonkosia pogoniłam co się do mnie przystawiał :)

      Im się wydaje, że jak kobieta samotna to z każdym który się nawinie musi do łóżka iść.
      Tak to nie działa. Na pewno nie w moim przypadku. Muszę być zakochana, a zakochuję się rzadko.

      Usuń
  13. Odpowiedź dla kurwy z Kozłowa:

    Wiem szmato, że się w tym twoim ciasnym czerepie nie mieści, że może istnieć ktoś lepszy od ciebie, kto kieruje się w swoim życiu żelazną, niezłomną moralnością i ideami wyższej miłości.

    Zapewne przeciętna kobieta to robi - idzie do łóżka z każdym facetem który pojawia się w jej domu.

    Ja tego nie robię, nie robiłam i nie będę robić.

    Dla mnie moje ciało to moja święta świątynia.
    Moje ciało jest nierozerwalnie związane z moją duszą, a moja dusza jest delikatna i szlachetna. Na byle co się nie godzi w kwestiach damsko-męskich. Instynkt? Panuję nad nim. Moja moralność jest silniejsza niż mój instynkt. Mam bardzo silną wolę. Jej działania w kwestiach damsko-męskich ułatwia mi też fakt, że nie pociągają mnie fizycznie mężczyźni, których nie kocham, a zakochuję się rzadko i tylko w mężczyznach, którzy mają w sobie coś pięknego i szlachetnego w sensie duchowym. W których jest realne dobro.

    Mogę do mem świątyni wpuścić tylko zaufanego mężczyznę, którego kocham. Jeśli takiego nie spotkam - to będę żyła w celibacie do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg.

    Nie podoba się? To twój problem. W czasach, kiedy są lansowane różnorakie dziwolągi seksualne tępić osobę normalną, moralną, która ma swoje zasady wyższego rzędu?
    Chyba cię popierdoliło. Skoroś szmata, to sobie bądź szmatą, a od lepszych od siebie się odpierdol.

    A - ku zaspokojeniu twojej chorej ciekawości - z Czegewarą też nie spałam, choć to ciacho wielkie było. Pięknie zbudowany, muskularny, 28 latek.
    Nic tylko brać do wyra i jeździć :D
    Nie interesuje mnie to, dopóki facet mnie nie pociąga psychicznie, uczuciowo. On mnie nie pociągał. Mam inne wartości w życiu, niż piękne, ponętne ciało. Mnie pociąga piękna, ponętna dusza i szanuję siebie i swoją duszę, psychikę.
    Spanie z przypadkowymi facetami to nie dla mnie.
    To gwarantowany kac moralny. Brzydzę się nimi po prostu. Za próbę gwałtu urwę jaja i wezwę policję.

    Spać będę tylko z tym, którego kocham. Rzekłam.
    Nie spotkam takiego? Trudno. Będę żyć w celibacie. A tobie szmato ch..j do tego.

    OdpowiedzUsuń
  14. A jeszcze dodam - twój facio też mi się nie podobał. Dusiłam się w jego obecności, bo widać było, że był strasznie napalony, a mnie to wkurwiało.

    OdpowiedzUsuń
  15. alezes pojechala,i dobrze ja tez jestem samodzielna kobieta mam 40 lat i jestem bardzo atrakcyjna bo poprostu dbam o siebie i nie zadowalam sie byle czym w zadnej plaszczyznie zycia, wiekszosc glupich kobiet czuje zagrozeniez mojej strony o swoich podstarzalych i niezaspokojonych mezow myslac ze jak kobieta sama to rzuci sie na byle kogo, a ja kieruje sie tym co ty dokladnie i trafnie ujelas, tak trzymac
    j.

    OdpowiedzUsuń
  16. Współczuję żonie Anonimowego i jego najbliższym.
    Idę się wykąpać bo coś na mnie przelazło...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodam, iż jestem właścicielką dwóch stajni. Na foto jedna z nich.
    Ta druga nie jest do rozebrania i sprzedaży, albowiem jest w bardzo dobrym stanie i co ważniejsze, jest bardzo pięknie wykonana. Misterne robota, której już nikt nie wykonuje współcześnie.

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!