sobota, 23 marca 2013

Drzewo natargane

Indianka natargała dwie taczki suchego opału i napaliła w piecu. Dymi się strasznie. Trzeba wietrzyć. Chyba trzeba będzie komin wymienić całkowicie albo nowy postawić. Może samo czyszczenie wystarczy? Ale niedawno był czyszczony. W sumie dwa razy w ciągu roku. Chyba Indianka zejdzie do piwnicy i wyczyści te dolne wyczystki. Może kupa sadzy urosła aż do piętra i zapchała przewód.

Na dworze złocisty zachód Słońca. Konie pod paszarnią lśnią. Ich sierść lśni. Już od lutego zmieniają sierść zimową na letnią. Troszkę za szybko. Wczesne linienie i lśniąca sierść wskazują na zdrowie zwierząt. Gdyby były niedożywione – nie zmieniałyby tak szybko sierści, a ich sierść byłaby matowa.

Indianka miała kiedyś za współlokatorkę - pewną cwaną koniarę. Było to na początku hodowli koni przez Indiankę. Indianka jeszcze wtedy nie miała doświadczenia w hodowli koni, więc pozwoliła babie zajmować się wszystkimi końmi. Baba wykorzystała to do karmienia swoich koni najlepszą paszą jaką Indianka kupiła – sianem i owsem. Klaczkę Indianki natomiast zawistnie głodziła. Doprowadziła ona źrebiczkę do takiego stanu, że młoda źrebica dopiero w maju zaczął linieć, po tym, jak baba wyjechała z gospodarstwa Indianki i Indianka przejęła karmienie koni. Indianka uczciwie obdzielała wszystkie konie miarkami owsa. Klacze babsztyla dostawały 3 razy więcej owsa, bo babsko wmówiło Indiance, że jej klacze karmiące tak dużo muszą owsa jeść. Prawda była taka, że cwaniara przywiozła totalnie zarobaczone konie, które żarły w nieskończoność, a i tak były zachudzone i niedożywione, bo robale wpierdzielały to co klacze babsztyla zjadły. Baba skąpiła na odrobaczeniu swoich koni i kosztem Indianki ładowała w nie 3 razy więcej paszy niż normalnie by potrzebowały. Także klaczce Indianki nie dawała w ogóle owsa ani siana, tylko samą starą, bezwartościową słomę. Klaczuś była przez to niedożywiona, osowiała, miała matową sierść i nie liniała długo, podczas gdy klaczory babsztyla były już ze starej sierści wyczyszczone i lśniły nową, letnią okrywą włosową.

Cyniczna szmata, naigrywała się z klaczki Indianki pomawiając klaczkę Indianki, że to jakiś gorszej jakości i gatunku koń, bo klaczka miała długie, kudłate, zimowe włosie podczas gdy klaczory oszustki lśniły już krótką sierstką.

Gdy babsztyl miał wyjechać, aby kolejnego właściciela stajni naciągnąć na darmowy pensjonat, Indianka zapytała ile ma dawać koniom owsa. Babsztyl powiedział, że jej klaczom po 3 miarki owsa, a klaczce Indianki jedną. Tak też Indianka uczyniła. Gdy po raz pierwszy dała swojej klaczce jedną miarkę owsa – konik ożył gwałtownie. Indiana szalała po podwórku brykając radośnie i strzelając kopytami wysoko w górę. Wtedy Indianka błyskawicznie zorientowała się jak działa owies na konie i zrozumiała, że jej klaczka do tej pory nie dostała od ścierwa ani grama owsa. Od tej pory Indianka zajmowała się wszystkimi końmi sama, a szmacie kazała spierdalać w pizdu.

Indianka regularnie i dobrze karmiła owsem i sianem swoją klaczkę Indianę, zwiększyła też jej dawki owsa – źrebica szybko odzyskała siły, animusz, zmieniła sierść na letnią – krótką i lśniącą. “Pańskie oko konia tuczy” – mówi stare polskie porzekadło. Jednocześnie karmiła konie babsztyla, który miał Indiance za opiekę i paszę zapłacić źrebakami lub kasą, co nigdy nie nastąpiło, podczas gdy Indianka została z długami za paszę na długo. Indianka wie, że nikt, ale to nikt nie zadba o jej konie tak dobrze, jak ona dba. Mimo, że Indiance się nie przelewa – pasza dla zwierząt zawsze musi być. Dobro zwierząt jest u Indianki na pierwszym miejscu. Dzięki temu wyhodowała takie piękne, zdrowe zwierzęta. Indianka odebrała też nauczkę, aby nie ufać obcym, bo potrafią oni być niesamowitymi ścierwami zdolnymi bez mrugnięcia okiem do krzywdzenia cudzych zwierząt z czystej zawiści i podłości.

2 komentarze:

  1. Czytam systematyczne Twój blog. Jestem pod wrażeniem Twojej siły, odporności, tego zacięcia, które Cię tu trzyma.
    Ale czy nie za bardzo krytycznie oceniasz innych?Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam.
    W tym przypadku na pewno nie. Wynika to jasno z powyższego posta. Kobieta wyłudziła ode mnie pensjonat: paszę, miejsce w stajni i na pastwisku, moją opiekę. Wpędziła mnie tym samym w problemy finansowe, bo ja jej sfinansowałam pobyt jej koni na moim rancho. Jednocześnie celowo głodziła mojego źrebaka. To karygodne zachowanie i tutaj nie ma zmiłuj się. Takiej szmacie tylko się kop w dupę należy i nic więcej.

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!