wtorek, 29 stycznia 2013

Zimowe śniadanko

Dzisiaj Indianka nie zamierzała napisać ani jednego posta, ale po dniu pracy postanowiła upamiętnić ulotną przyjemną chwilę poranną, gdy przyrządziła sobie smakowite śniadanko i spożyła je w cudownej ciszy i błogim spokoju, delektując się każdym kęsem i łykiem smakowitości, które sobie przygotowała.

Na śniadanko zjadła: rozgniecioną rybkę w oleju z wkrojoną siekaną cebulką, zielonymi oliwkami i zakąsiła chlebkiem z bakaliami. Te bakalie to nie były akurat do tej rybki potrzebne, ale dobrze współgrały z indiankowej roboty dżemem jabłkowym – słodziutkim i pyszniutkim, który zjadła z kromką chleba bakaliowego zaraz po spożyciu smakowitej rybki. Do popicia zrobiła sobie kawę ZBOŻOWĄ z dodatkiem śmietanki – pycha. Dosłownie błogość rozlała się po jej podniebieniu podczas tego smakowitego śniadanka.

Potem jak co dzień, zabrała się do pracy – do pojenia zwierząt, karmienia, palenia w piecu i wreszcie odpisała na chociaż jedno pismo urzędnicze. Ma jeszcze sporo korespondencji do sporządzenia, ale dzisiaj jest strasznie senna i zaraz po równie smakowitym i niezwykle pożywnym obiedzie – zapadła w tak słodką sjestę, że obudziła się dopiero wieczorem, gdy na dworze już było ciemno.

Na obiad podsmażyła boczek z cebulką, udusiła go z fasolą z puszki, zagryzła chlebem, bo piec dostał takiego żaru, że boczek był już gotowy zanim zdążyła obrać ziemniaki. Dziś nie bardzo miała czas na obieranie ziemniaków, bo utknęła na kilka godzin w gabinecie, gdzie sporządzała odpowiednie pismo.

Pismo napisane, wydrukowane, zaadresowane. Teraz tylko wysłać.

Przed nią do napisania jeszcze kilka pism. Dziś już nie czuje się na siłach. Dopadła ją comiesięczna kobieca przypadłość i czuje się nieszczególnie, oraz senna i osłabiona. Wypije herbatę i idzie spać.

Konie i kozy wieczorem napoiła i wpuściła do stajni, gdzie już czekał na nie wcześniej nasypany za dnia owies. Chętnie weszły do środka i ochoczo zabrały się za zjadanie owsa.

Kury, gęsi i króliki – też dostały jeść i pić. Także piesek. Kotka również dostała coś niecoś. Kotka jest na tyle łowna i samodzielna, że potrafi się sama wyżywić gryzoniami pojawiającymi się w domu i siedlisku, ale jeśli Indianka ma coś, co jadają koty – to kotka to dostaje. Kotka Miriam ma długą, lśniącą sierść i jest pełna wigoru, co świadczy o tym, że jest zdrowa i półdziki tryb życia jej bardzo odpowiada i dobrze jej robi.

Noce spędza w domu – dnie na siedlisku. Zaprzyjaźniła się z suką na tyle, że gdy wraca z dworu – siedzi z suką Sabą w jednej budzie na ganku. Ta buda ma kształt szałasu. Fajnie to wygląda – maleńka kicia i wielka psica w szałasie. Obie czarno-białe. Szałas jest kapitalny – bardzo ciepły, dodatkowo Indianka powiesiła z przodu przy wejściu worek jutowy, aby zatrzymać uciekające z niego ciepło ciała Saby.

Indiankę tylko denerwuje poważna usterka prawdopodobnie zrobiona przez Włocha. Z tyłu szałasu Indianka specjalnie ustawiła paletę którą napchała mocno słomą. Paleta przylegała do ściany ceglanej ściśle i dzięki temu piesek miał ciepło z trzech stron świata – od południa ceglana ściana, od zachodu paleta wypchana słomą dla ocieplenia i ściana drewniana ganku, od północy grube bale ściśle ułożone jeden przy drugim i oparte o ścianę ceglaną. Z przodu, czyli od wschodu wejście do szałasu zasłania worek jutowy, także w środku szałas jest wymoszczony grubą warstwą słomy. Dzięki temu, że szałas jest w sam raz – ani za duży, ani za mały – suka jest w stanie wytworzyć w nim ciepło emitujące z jej własnego ciała.

Szałas jest perfekcyjnie pomyślany, ale Włoch tylną ściankę czyli paletę raczył ruszyć tak, że odsunął ją o jakieś 10cm od ściany ceglanej i odsłonił tym samym wąską szczelinę istniejącą na styku ściany drewnianej i ceglanej. Przez tę szczelinę suczce ciągnie zimno, w dodatku w przypadku silnej zamieci może tamtędy nadmuchać śniegu. Indianka jest zirytowana, bo w tej chwili nie ma dostępu do tej palety i nie można tego poprawić – paleta, jak i cały szałas są zawalone drewnem rozpałkowym – całą stertą. Dopiero po spaleniu tej sterty będzie dojście do palety. Obecnie jest odwilż, a suka jest odporna na zimno – tzw. zimny chów od szczeniaka – to pies podwórkowy, ale i tak Indiankę mierzi głupota Włocha. Po cholerę on tę paletę ruszał? Stała tak jak miała stać. Szałas był perfekcyjnie zaciszny, a teraz przez tę szczelinę ucieka ciepłe powietrze i nie można tego poprawić. Można napchać tam tylko słomy, ale suka ją od razu rozgrzebie, wiec próżna robota.

Indianka była wcześniej solidnie docisnęła paletę do ściany, tak że nie było tam żadnej szpary. Teraz jest szpara gruba na palec. Och ci pomocnicy... Nieważne czy z kraju, czy z zagranicy! Zawsze jakiś numer muszą wyciąć i zrobić coś na opak! Indianka nie może ich z oczu spuszczać ani na chwilę. Włocha z oka spuściła, bo się obrażał, jak go instruowała jak i co ma robić i wydawał się poddenerwowany samą obecnością Indianki w pobliżu. No, ale bez instrukcji to jak widać ani rusz.

Misę taczkową też chciał w niewłaściwym miejscu przedziurawić na otwory na linkę, tak, że by się wywalała. Indianka pokazała mu, gdzie powinny być zrobione otwory. “Jutro!” – nonszalancko odrzekł Włoch. A “jutro” już go nie było. Indianka próbuje wykuć dziury w tej blasze tym co ma czyli młotkiem i coś jakby przecinakiem. Prawie się udało, ale trzeba większej siły fizycznej aby wydziergać te dziury.

Dzisiaj Indianka opadnięta z sił zupełnie.

Piec wygasł. Na ganku jest tylko rozpałka, a brak ciężkiego drewna na noc. Na dworze ciemno i zimno. Zimno potęguje wilgoć w powietrzu. Zimno odczuwalne jest większe, niż w mrozy. Chociaż dzisiaj rano i wieczorem było ciepło na dworzu. Dziś w nocy nie ma być mrozu, więc Indianka przetrwa tę noc bez palenia. Tylko jej szkoda posianych roślin i tych domowych co rosną. Kilka godzin chłodu nie powinno im zaszkodzić. Jutro rano napali fest, ale wpierw wyniesie popiół z pieca, bo uzbierała się go gruba warstwa co najmniej dziesięciocentymetrowej grubości. W sumie wyniosła już jedno wiadro, ale tam będzie takich z dziesięć. Usunie tę warstwę, wtedy dolna płyta pieca też będzie grzała i ogrzeje stojące pod nim donice z wysianymi nasionami. Nasiona w cieple szybciej wykiełkują. Trzeba będzie uważać, aby nadmierne ciepło ich nie poparzyło. Ale dolna płyta tak nie grzeje jak boczna lub górna. Ewentualnie czymś przykryje doniczki z góry, aby nie przegrzały czy nie poparzyły się nasiona. Jakiś ekran odbijający ciepło, np. metalowe blaszki. Nawet ma takie dwie w kuchni.

Przyglądając się ostatnio swojemu kuchennemu piecowi, Indianka wpadła na nowy genialny pomysł. Wie, jak zrobić za darmo i bardzo prosto grzejnik korytarzowy. Także wie, jak zrobić tanim kosztem prosty, a użyteczny piekarnik na chleb i ciasta. Zrobi to latem. Właściwie mogłaby to zrobić już. Nawet dobrze byłoby to zrobić już, póki pali i póki to ciepło jest potrzebne na korytarzu. Zadanie wymaga siły wielkiej, a Indianka do siłaczy nie należy. Może trafi się jakiś umięśniony gość niebawem, to Indianka mu pozwoli rozładować nadmiar energii w tym zadaniu ;)

3 komentarze:

  1. Ryba w oleju, oliwki, bakalie, boczek, fasola z puszki ...
    Przydał się na coś ten niedobry Kuba (wł. Sante), bo jak dobrze pamiętam, przed jego przyjazdem była głównie dynia.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że się przydał. Męczy mnie sponsorowanie pobytów i wyżywienia osób bogatszych ode mnie, które mi robią łaskę, że trochę pomagają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poza tym gdyby był prawdziwym przyjacielem, to by tu został dłużej i dokończył zadanie przy cięciu opału i następnie pomógłby mi tutaj przy remoncie.

    Jego paczuszka to nie studnia bez dna. Owszem, przywiózł trochę produktów z włoskiej Biedronki, ale one się już kończą i potem ja bym musiała go i tak sponsorować z wyżywieniem za swoje pieniądze(pożyczone).

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!