poniedziałek, 28 stycznia 2013

Słoiczki, króliczki i koniczki

Indianka ma wiele zmartwień na głowie, bardzo wiele, ale próbuje czerpać radość z drobiazgów... Jej sytuacja finansowa i materialna jest zła, a nawet bardzo zła, ale próbuje ją zwalczać w miarę swoich skromnych możliwości. Poza tym nadal posiada wiele powodów do wielkiej radości. Ostatnie ciosy finansowe z dwóch ostatnich lat oraz betonowa bezduszność urzędniczych biorobotów, a nawet celowa szkodliwość niektórych urzędniczych szuj bardzo ją przygnębiły, ale nie poddaje się i działa dalej.

Nadal ma piękne gospodarstwo i wiele pracy na nim. Jej poprzednie plany zagospodarowania się i uruchomienia agroturystyki zostały zniszczone przez nikczemne ścierwa i ich podstępne, skryte intrygi.

Ale to nic. Indianka ma jeszcze wiele pomysłów i energii i da sobie radę - wbrew podłości ludzkiej. Nad robactwem nie warto się zbyt długo pochylać. Indianka ma przyjemniejsze rzeczy do robienia niż zastanawianie się, skąd tyle nikczemności się bierze w niektórych ludziach i jak funkcjonują ich chore umysły. Dla Indianki ktoś, kto bez powodu szkodzi drugiej, dobrej osobie - to człowiek psychicznie i umysłowo chory. Po prostu żałosny psychol, który próbuje sobie poprawić swój podły nastrój przy pomocy znęcania się i wyżywania nad innymi. W ten sposób łata swoje kompleksy. Nie ważne jak to robi - czy przy pomocy siły czy przepisów. Ważne są motywy. Indianka potrafi wyczuć, gdy ktoś próbuje zrobić jej krzywdę pod jakimkolwiek pozorem. Myśli o swojej uprowadzonej podstępnie suce Satji. Dowiedziała się, że wszystkie schroniska w Polsce standardowo usypiają ślepe mioty szczeniąt. Więc po cholerę zabrano jej psa ze szczeniakami??? Można było je uśpić na miejscu - wszak byli dwaj weterynarze na jej gospodarstwie w dniu narodzin szczeniąt - lub mogli je zabrać ze sobą do miasta i tam je uśpić, zamiast zabierać jej długoletnią sukę. Powiedzieli jej, że to dla dobra szczeniąt, bo w schronisku będzie im dobrze i dostaną szansę na dobre życie. Tymczasem Indianka dowiedziała się, że szczeniaki WYJĄTKOWO nie zostały zamordowane, wbrew powszechnie stosowanej przez schroniska procedurze. Więc nie było żadnego powodu, by sukę z jej gospodarstwa zabierać. Teraz, szczeniaki są odchowane, a właściciel psiarni nie chce oddać suczki Indiance i wręcz drażni się z nią, że odda ją do adopcji komuś innemu... :(((

Indianka czuje się oszukana. Suczka miała wrócić na jej gospodarstwo po odchowaniu szczeniąt.

Właściciel psiarni uzależnia oddanie suki Indiance kaprysowi urzędasa z Gminy, który Indianki nie lubi i za którego sprawą suka znalazła się w schronisku dla psów. Indianka jest wściekła, że dała się zwieść tym dwulicowym ludziom i zgodziła się tymczasowo oddać sukę do schroniska. Okazało się, że teraz nie może swojego psa odzyskać. Pies został wywieziony 60km od miejsca jej zamieszkania. Może już został oddany do adopcji komuś? Indianka nie ma auta i jak dostać się do schroniska, by sprawdzić, czy jej suczka tam jeszcze jest i jak się miewa. Może tęskni za domem? Na pewno tęskni. Facet rzucił słuchawką, więc Indianka nie ma po co do niego dzwonić, a na jej emaile właściciel psiarni nie odpowiada. Za to rozsyła bezczelne emaile do jej znajomych z bloga. To trzeba mieć tupet, aby tak postępować. Wcześniej Indianka wielokrotnie prosiła Gminę o pomoc – nie dostała żadnej. Zamiast tego zabrano jej psa. To okropni ludzie :( Już 10 lat temu, gdy wezwała weterynarza do jej ciężko chorego psa – szydzono z niej, że się tak przejmuje losem zwykłego psa i że wydaje pieniądze na weterynarza, zamiast pozwolić mu zdechnąć. Szydzono i durnowato się zaśmiewano. Ci ludzie nie mają serca dla zwierząt, a wszystko co robią i mówią – to na pokaz. Łgarstwo i fałsz totalny. Indiankę przygnębia zabór suczki. Powinna tu już dawno być z powrotem. Zamiast po prostu odebrać swoją sukę, tak jak to było uzgodnione w zeszłym roku – musi się użerać z właścicielem psiarni i urzędnikiem z Gminy. Na pewno na złość jej psa nie oddadzą. Indianka jest rozgoryczona zaborem suczki. Tu nie chodzi o dobro psa, tylko by Indiance dokuczyć, upokorzyć i zrobić na złość. Indianka tak tego nie zostawi. Suczka musi wrócić do jej domu. Dom suczki jest tutaj!

Tymczasem Indianka próbuje zająć myśli czymś innym, aby się zbytnio nie dołować sytuacją z psem. Oni doskonale wiedzą, że Indianka kocha zwierzęta, więc wiedzieli jak uderzyć w nią, by jej dopiec. Wiedzieli o tym już 10 lat temu, gdy zaniosła na rękach w mróz trzaskający konającego psa kilometr do wsi, aby weterynarz go ratował. Niestety – nie uratował. Za późno przyjechał. Indianka tydzień wydzwaniała po weterynarzach i prosiła, by któryś z nich do pieska przyjechał, bo piesek bardzo chory był – parwowiroza, to wyniszczająca choroba – w większości przypadków śmiertelna, ale Indiance gdy mieszkała w mieście udało się innego pieska uratować z tej choroby. Prosiła też zmotoryzowanych sąsiadów, aby zawieźli ją z psem do miasta. Odmówili. Mimo bliskiej przyjaźni - zimno, obojętnie – odmówili. Tacy są lokalni ludzie z wiosek – zimni i obojętni na los drugich. Ich przyjaźń jest powierzchowna i nic nie warta. Puch marny. Tak ich tutaj ukształtowano. Tak wychowano. Na zimne, bezduszne bioroboty nastawione na zysk i zaspokajanie swoich egoistycznych potrzeb. Bezduszna znieczulica. Wtedy Indianka zrozumiała, że może liczyć tutaj tylko na siebie. Skupiła się na walce o przetrwanie. Na ciężkiej, wieloletniej pracy. Przetrwała. Dała radę. I gdy już dzięki swojej ciężkiej pracy i mądremu planowaniu miała wyjść na prostą, stanąć na nogi, usamodzielnić się – podstępnie zadano jej ciosy finansowe, by ją zniszczyć i by zniszczyć jej plany i jej dzieło, jej piękne marzenia. Ktoś inny by się po takim ataku już nie podniósł. Ktoś inny by się załamał. Ale Indianka jest dzielna, jest bardzo dzielna. Indianka da sobie z tym radę. Skoro przetrwała takie ciężkie pierwsze 10 lat – przetrwa i kolejne ciężkie 10 lat. Teraz ma w głowie nowy plan i pomysł na życie, o którym nigdzie nie napisze, o którym nikomu nie zdradzi ani słowa. Ma tutaj wrogów, którzy tylko czekają, aby wyrządzić jej szkodę, aby pokrzyżować jej plany – tak jak się to stało z psem i jak się przymierzano, by zagarnąć jej piękne, własnoręcznie wyhodowane konie – jej wielki sukces hodowlany. Ten bydlak, co nasyła na Indiankę kontrole i przeciąga sprawy urzędowe – Indianka się do niego dobierze i odpłaci mu z nawiązką za szkody i straty, jakie jej wyrządził. Zrobi to z taką samą zimną krwią - z jaką on jej krzywdę wyrządził. Oko za oko – ząb za ząb. No, może prawie. Bo gdyby tak miało być dosłownie, to pewna kretynka – pseudo dentystka z miasteczka – straciłaby teraz zęba :). Zresztą powinna stracić, bo zmarnowała Indiance zęba. Pieprzony NFZ i jego bioroboty na krótkich smyczach – pseudo lekarze. Wstyd i hańba. To jest “służba zdrowia”??? Indianka parę lat temu miała wypadek i dostała skierowanie na rehabilitację – 50km od jej miejsca zamieszkania (!), czas oczekiwania na rehabilitację: ROK.

Koszt dojazdu w obie strony: ok. 40złotych PKSem. Czas dojazdu: pół dnia. Po to by skorzystać z wyczekanej rok godzinnej rehabilitacji parę razy w tygodniu. Przecież to jest czysta kpina. Żenada! Wstyd i hańba jak ta współczesna służba zdrowia działa. A działa tak jak działa, bo durnie na górze tak to zorganizowali, aby źle działało. Powinni oddać całą zagarniętą ludziom forsę by sobie sami za wizyty lekarskie płacili – to by lekarze przestali pacjentów traktować jak śmieci (Nie wszyscy są tacy chamscy, ale niestety sporo się takich zdarza i to jest obecnie standard w wielu miejscach) - nauczyli by się pacjentów – klientów szanować i dbać o ich zdrowie należycie, a nie traktować nonszalancko jak kawał mięcha.

No, ale koniec dołowania się tym, jak debilny system państwowy stworzony przez kretynów o złych intencjach oraz jego bioroboty działają. Koniec dołowania się wspomnieniami o ludziach, których miało się za przyjaciół, a którzy okazali się bezdusznymi znieczulami. Pora zająć się przyjemnymi drobiazgami, czyli gospodarzeniem w domu i siedlisku...

Dziś wieczór małe porządeczki. Indianka znalazła w piwnicy puste słoiki i słoiczki. Bez przykrywek, ale przykrywki powinny gdzieś być, a jeśli nie są w dobrym stanie lub nie będzie mogła ich znaleźć - to spróbuje dopasować te, które kupiła ostatnio. Indianka zamawiając słoje pod swoje konfitury, dżemy, sosy, pasty oraz zupy - przezornie zamówiła też więcej przykrywek o różnych rozmiarach, aby właśnie dopasować je do tych słoików, które nie mają przykrywek. Jej słoiki z reguły mają przykrywki, bo ona ich nigdy nie wyrzuca. To znaczy, że gdy kupuje jakiś produkt w słoiku lub puszce - zachowuje opakowanie do ponownego wykorzystania. Wieczka od słoików także zachowuje. Stara się je nakładać od razu na puste słoiki, aby się nie pogubiły. Ale niekiedy trzyma przykrywki osobno, tyle że w pobliżu słoików. Jednakowoż ostatnio takie tabuny rozmaitych ludzi przewaliło się przez jej chatę, a wśród nich tacy z zacięciem do porządkowania - że teraz nie może znaleźć przykrywek do słoików, które ze względu na ryzyko rdzewienia, często trzymała w osobnej torbie foliowej, ale w pobliżu słoików. Gdy zapaleni porządkowi przestawiali jej rzeczy - pomieszali i porozdzielali słoiki od przykrywek i teraz nie jest łatwo znaleźć przykrywki. Można jednak trafić na nie przypadkiem. Na to Indianka liczy. Na łut szczęścia :) Dziś udało jej się znaleźć całe wiadro słoików - przykrywki znajdzie pewnie innym razem, być może na strychu, gdyż zabroniła wynosić do piwnicy cokolwiek metalowego, drewnianego lub papierowego z uwagi na wielką wilgoć. Przy okazji znaleziska słoików - znalazła też maleńkie słoiczki, takie w sam raz na przyprawy, nasiona lub jogurt domowy.

Bardzo się przydadzą teraz, gdy Indianka porządkuje swoje nasiona. Indianka postanowiła, że gdy będzie przy kasie - kupi takich maleńkich, zgrabnych poręcznych słoiczków całe mnóstwo, aby mieć gdzie przechowywać swoje nasiona, przyprawy oraz w czym robić jogurt. Właściwie to nie musi ich specjalnie kupować - wystarczy, że kupi koncentraty pomidorowe w maleńkich słoiczkach. Po zużyciu koncentratu zostaną malutkie, zgrabniutkie słoiczki.

Indianka wyparzyła w gorącej wodzie i starannie umyła słoiki i słoiczki, oraz porządnie je wysuszyła na suszarce i piecu. Teraz do tych maleńkich można włożyć nasiona pozyskane na polach i przy drogach.

W piwnicy nakarmiła kury, gęsi i króliki. Młode króliczki wykicały przez otwór w ich klatce na piwnicę i rozkicały się po całej piwnicy. Indianka przezornie wyniosła kicię na strych, a właściwie ją tam wpuściła, bo kicia wie, że tam jest co jeść - gryzonie buszują, więc bardzo chętnie tam poleciała polować. W piwnicy kicia mogłaby się przypadkiem pomylić i wziąć króliczka za szczura. Byłaby to wielka strata. Indianka taaak czekała na króliczki. Ładnie rosną, ale trzeba im zrobić nowy boks, taki, aby nie mogły się przez niego przecisnąć. Lepiej by nie kicały po całej piwnicy i po schodach na parter, bo kicia może zagryźć. Kicia ma charakter. Ten kot nie miauczy, lecz warczy. Jest zadziorna i bojowa. Nocą śpi pod piecem, a rano wciska się do Indianki pod kołdrę. W nocy poluje w domu, a w dzień na siedlisku.

Koniczki bardzo mądre są. Gdy przychodzi wieczór - same sobie otwierają stajnie i wpuszczają kozy do środka oraz same tam wchodzą w poszukiwaniu owsa. Indianka zrobiła przy sztandze taką prostą blokadę, aby koniki nie otwierały stajni przedwcześnie, bo kozy wchodząc do środka - zamiast wchodzić do swojego boksu - wchodzą koniom do żłobów i tam paskudzą.

Dlatego Indianka najpierw osobno wpuszcza kozy do ich boksu gdzie je zamyka, a następnie konie do ich stajni, gdzie idą jeść owies dla nich przygotowany. Gdy kozy i konie jedzą grzecznie owies ze żłobów, Indianka zamyka stajnię. Blokada jest skuteczna, ale Indianka omyłkowo nie tak ją założyła i klacz otworzyła drzwi do stajni, by sprawdzić, czy w żłobie jest jej owies.

Także suka Saba jest bystrym stworzeniem. Sama sobie drzwi na ganek otwiera łapą i robi to z dużym wdziękiem i zręcznością. Zwierzęta potrafią sobie radzić, niezgorzej niż ludzie. Oczywiście w miarę swoich fizycznych możliwości. Suka drzwi otwiera łapą, a klacz pyskiem. Czasem kopytem, ale to tylko wtedy gdy się chce wydostać ze stajni na zewnątrz. Gęsi dziobami wrzucają śmieci do miski z wodą. Indianka zastanawia się, dlaczego to robią. Przecież w ten sposób paskudzą wodę. Wyrywają listwy ze ścianek swojego boksu i wrzucają je do miski. Dziwne. Gdy miska pusta, a one chcą pić – wrzeszczą w niebogłosy i pokazują dziobami pustą miskę. Świadczy to o ich mądrości. Kury tak nie potrafią. Podobno gęsi mogą żyć nawet 30 lat? Jeśli to prawda, to może wykształciły także całkiem spory rozumek? Może chciałyby popływać? Na razie to niemożliwe. Na dworze mróz i gruby śnieg. Na wiosnę pójdą pływać w rzece u bobrów.

Indianka zapomniała wspomnieć, że posadziła dziś w kolorowych doniczkach różnokolorowe tulipany, które już rosną. Szkoda, że nie ma hiacyntów - one tak cudnie pachną... Indianka uwielbia hiacynty. Jednakowoż tulipany to jej ulubione kwiaty jeszcze z czasów dzieciństwa. Lubi na nie patrzeć. Swego czasu kupiła sporo cebul, nawet bardzo sporo, ale dziki i gryzonie wykopały je zimą z ziemi i zjadły... Musi znaleźć takie miejsce, gdzie cebule będą bezpieczne. Właściwie już znalazła. Tam posadziła kilka ocalałych tulipanów i rosną. Przydałoby się wokół domu zrobić kwietny ogródek. No, ale do tego potrzebny jest szczelny płot, aby kura czy koźle nie wlazło i nie zjadło kwiatków. Właściwie ma kawałek gęstej siatki plastikowej, którą może wykorzystać do zabezpieczenia kwiatów.

Namoczyła także migdały włoskie by zobaczyć, czy są w stanie kiełkować. Parę nasion wyglądało na martwych, ale ostatecznie chyba wszystkie są w stanie "zajść w ciążę" i urodzić dorodne rośliny. świadczy o tym fakt, że opadły na dno naczynia w którym się moczą w ciepłej wodzie. Nasiona, które opadają na dno, zazwyczaj są płodne i zdrowe. Indianka nie wie jak wygląda dorosły krzew czy drzewo migdałowca, ale dowie się. Może uda się hodować coś takiego w domowych warunkach i nawet mieć migdały od nich? Indianka lubi experymentować z nowymi, egzotycznymi roślinami. Ostatnio zebrała nasiona granatu, oliwek czarnych oraz daktyli. Nie wiadomo czy są płodne, bo pochodzą z produktów spożywczych przetworzonych (z wyjątkiem granatu), ale warto spróbować. A nóż widelec zaskoczą i urosną ładnie? Indianka uwielbia otaczać się bogatą roślinnością. Gdy mieszkała w mieście - cały pokój miała zarośnięty pięknymi pnączami, a na jednej ze ścian cudnie kwitła roślina o miodowosłodkim nektarze, który to Indianka spijała chętnie z kwiatów, niczym pszczółka lub motyl.

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!