piątek, 25 stycznia 2013

Pierwszy dzień bez Włocha

Indianka wraca do singlowego rytmu dnia. Wstała o 8.30, choć obudziła się wcześniej. Dobrze się wyspała, ale powyciągać i poprzeciągać się musiała nim wstała :). Kociaka złapała za sierść i wyniosła na dwór, by się tam załatwił. Podłożyła do pieca i po chwili z podpałki podgrzanej żarem - na nowo ogień buchnął.

Na piecu gorąca woda. Indianka pozmywała garczki i garnki. Płyn do mycia naczyń się skończył, a octu nie może znaleźć. Ratuje się jakimiś resztkami płynu do łazienki.

Garczki umyte i napełnione świeżą, zimną wodą – lśnią na piecu i grzeją wodę.

Indianka przyniosła do kuchni dwa wiadra z tworzywa. Jedno czerwone, drugie niebieskie. To niebieskie jest chyba 20 litrowe. Były w nim ziemniaki, więc trzeba je domyć. To wiadro będzie dobre do pojenia koni letnią wodą. W takie mrozy jak wystąpiły ostatnio – lepiej konie poić letnią wodą, aby się nadmiernie nie wychładzały.

Indianka wyniosła wiadro z letnią wodą na dwór, by napoić konie. Jedna klacz wypiła całe dwadzieścia litrów i jeszcze z drugiego wiadra pociągnęła trochę. W sumie Indianka wyniosła koniom 60 litrów letniej wody – zimnej z kranu plus dolewkę z pieca.

Kozy, zwłaszcza kozioł też się pchały do wiadra. Kozioł capi i gdy swoją brodę do wiadra wsadzi – inne zwierzęta nie chcą z tego wiadra pić, dlatego Indianka pogoniła kozła. Stał jak skała i dalej pił. Indiana go ugryzła – dopiero sobie poszedł. Trzeba będzie osobno konie wypuszczać, aby się spokojnie napiły, a potem kozy. Trzeba sprawdzić, czy wodopój nie zamarzł, bo mimo że jest tama i bóbr się tam wynurza raz po raz – mogła powierzchnia rzeczki całkiem zamarznąć przy takim mrozie jak dziś w nocy czyli minus 19 stopni Celsjusza.

Konie napojone – stoją na podwórku i wygrzewają się w Słońcu. Kozy poszły do wodopoju.

Indianka zje śniadanie i sprawdzi, czy zwierzęta mają na podwórku siano i jak nie, to dołoży im więcej. Najlepiej jest to robić od południowej strony stajni, bo tam najcieplej i paśnik zabezpieczony od północnego wiatru. Dziś nie wieje, ale to i tak najcieplejsze miejsce, więc konie korzystają tam z siana oraz kąpieli słonecznych.

Konie chyba niegłodne. Drzemią na podwórku przed domem w promieniach zimowego Słońca. Na noc dostały podwójną dawkę owsa, aby lepiej przetrwać mróz. Rano rozleniwione z wolna wyszły ze stajni. Widać jeszcze spały w kopach słomy, jakie im tam Indianka nawaliła wraz z pomocą Sante. Sufit docieplili dwoma balotami słomy i pozatykali wszystkie możliwe dziury, by na dole w stajni zwierzętom było jak najprzytulniej. Zwierzęta mają w stajni siano na noc. W docieplonej stajni, pełnej paszy – zwierzakom dobrze. Codzienny, całodniowy ruch na świeżym powietrzu dobrze im robi. Sierść mają długą i lśniącą. Dzięki tarzaniu się w śniegu – czystą.

Indianka zje śniadanie, dołoży zwierzętom siana, przytarga drzewo z pola do pieca. Trzeba nowe sanki zrobić, bo te obecnie używane są już uszkodzone i hamują ciągnięcie ich po śniegu. Ciężko taki ładunek drewna ciągnąć po śniegu, gdy misa taczki pognieciona, dziurawa i hamuje niepotrzebnie. Trzeba będzie zrobić nowe sanki i przystosować je do ciągnięcia przez wielkiego kozła. Niech się przydaje darmozjad.

Indianka zjadła pożywne śniadanie. Tym razem nie towarzyszyły temu złośliwe uwagi Włocha, który skąpcem jest i wszystkiego Indiance skąpił.

Przyniosła parę rzeczy z piwnicy i drugie parę zniosła do niej.

Niektóre jej sadzonki ożywiły się. Puściły listki. Może i korzonki też? Nie widać. Ale skoro puściły po kilku miesiącach pobytu w piwnicy nowe listki, to znaczy, że sztobry żyją. Oczywiście nie wszystkie. Wiele, jeśli nie większość spleśniało. Chyba za wilgotno było dla nich w piwnicy, choć wilgoć wskazana, ale wietrzenie również. W piwnicy zimą się nie wietrzy, bo by ziemniaki, weki i rury pozamarzały. Pierwszy raz Indianka rozmnaża sztobry w ten sposób. Nie podlewała ich – tylko raz po posadzeniu. Teraz robi przegląd donic i wybiera te, z pączkującymi sztobrami. Trudno powiedzieć, czy to sztobry czy już sadzonki. Lepiej ich nie wyciągać z ziemi. Chyba za wcześnie na to. Zdaje się że niektóre sztobry potrzebują roku by się ukorzenić. Więc jeszcze niech sobie w tych donicach pobędą spokojnie.

Będąc w piwnicy zauważyła za oknem piwnicznym kicię pląsającą w śniegu. Bawiła się świeżo upolowaną myszką, która jeszcze żyła. Przerzucała ją między łapkami i podrzucała do góry. Gdy zobaczyła Indiankę za oknem – zamarła wpatrzona w swoją Panią. Miała nadzieję na wślizgnięcie się do domu przez okno. Ale jeszcze nie czas. Na dworze ładna, słoneczna pogoda i kotka ma za zadanie zapolować w stajniach rojących się od myszy i szczurów. Na wieczór zostanie wpuszczona do domu, gdzie wejdzie pod ciepły piec i będzie spać całą noc, sporadycznie wychodząc spod niego by zapolować na mysz domową.

Indiance się często zdarza, że jej kreatywność ściąga ją z jej zaplanowanego grafiku dnia na inne, często ponętne tory jej działalności gospodarczej. I tak stało się tym razem. Konie i kozy dojadły resztki siana wyłożonego dla nich wczoraj na dworze, podczas gdy Indianka zajęta zimowymi siewami, posiała włoskie zioła i przyprawy w doniczkach. Każdą doniczkę starannie dobrała do planowanej w niej rośliny i dobrze podlała letnią lub ciepławą wodą. W wilgotną, ciepłą glebę posiała nasiona ostrych papryk, bazylii i innych śródziemnomorskich i egzotycznych przypraw, których nie zna, a które ma zamiar spróbować za czas jakiś, gdy wyrosną na parapetach jej okien.

Teraz potrzebne są nasionom trzy rzeczy: woda, ciepło i czas. Wody mają w glebie pod dostatkiem. Indianka zabezpieczyła też glebę przed przesychaniem poprzez przykrycie doniczek foliami. Teraz nasionom potrzebne jest ciepło – czyli działający regularnie do wiosny piec, no i czas – czyli tygodnie niecierpliwych oczekiwań, aż wzejdą siewki.

Indianka pozostałe nie wysiane nasiona pieczołowicie spakowała do kolorowej, papierowej włoskiej koperty i schowała je do szuflady.

Teraz pora zająć się zwierzyną, a wieczorem w swojej kronice ogrodniczej zapisze gdzie, co i kiedy posiała.

Indianka zeszła do piwnicy by przeprowadzić inspekcję posadzonych tam sztobrów. Większość, poza tymi kilkoma donicami, które już wcześniej zabrała z piwnicy na parter – wyglądają na całkowicie spleśniałe i martwe. Zastanawia się, czy jeszcze poczekać, czy już wyrwać spleśniałe sztobry i w ich miejsce posiać warzywa.

Indianka dała zwierzętom siana, przytargała do domu nieco drwa. Sprawdziła wodopój – zamarzł. Sprawdziła drugi wodopój na zachodnim pastwisku – nie zamarzł, ale pastuch na zachodniej granicy rozerwany i wymaga naprawy, zanim będzie mogła wpuścić konie na tę stronę by mogły korzystać z tego niezamarzniętego wodopoju. Robiąc obchód zachodniego pastwiska, przyjrzała się starej jabłoni, która wymaga pielęgnacji. Konary i gałęzie krzyżują się tam. Trzeba część gałęzi wyciąć. Indianka zastanawia się jak tam jej piła. Serwisant nie dzwonił na razie. Może czeka na części do piły. Znaleźć kogoś do pomocy przy wycince gałęzi czy dać sobie spokój z pomocnikami i samej wreszcie nauczyć się porządnie obsługiwać piłę spalinową? Ostrzyć – jako tako naostrzy łańcuch sama. Gorzej ze startem maszyny lub dokręcaniem łańcucha. Ma problem z odpalaniem. Da jutro ogłoszenie i poczeka aż piła będzie sprawna do odbioru. Jeśli zgłosi się ktoś sensowny do pomocy, a nie jakiś zaszczany żul – przyjmie człowieka pod dach. Jak się nie trafi ktoś odpowiedni prędko – trzeba będzie się przełamać i nad piłą popracować tak, aż będzie się nią można posługiwać bez problemu. Indianka tęskni za swoją ukradzioną przez znajomego bydlaka piłą spalinową marki Husqvarna. Ta piła była dla niej dużo łatwiejsza w obsłudze. Ani Oleomak, ani Stihl – to już nie to.

Ściemnia się. Indianka już zjadła obiad. Pora napoić ponownie konie i zabrać do domu drewna do pieca. Indianka robi się zmęczona. Chciałaby się położyć i odpocząć. Jednak jeszcze trzeba nasypać owsa do żłobów.

Indianka nasypała owsa do żłobów. Wpuściła do stajni i koziarni kopytne.

Weszła do domu. Podłożyła fest do pieca. Wykąpała się. Zrobiła kolację i suszy się przy piecu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!