środa, 28 marca 2012

Traktora nie ma

Indianka się martwi. Piękna pogoda, pora zaorać pole pod warzywa, a tu traktora nie ma, pieniędzy na wynajem traktora nie ma, dotacji nie ma - nie ma jak uprawiać ziemi. Wolontariuszy też nie ma coby pomogli skopać ziemię szpadlami. Jak tak dalej pójdzie, znowu nie będzie własnych warzyw... :(

czwartek, 22 marca 2012

Kasza manna inaczej

Indianka lekko zagotowała rodzynki, a właściwie je tylko podgrzała i do klusek z makiem je wykorzystała, ale po rodzynkach został się z nich wywar smakowity, więc dolała do niego wrzątku, dodała cukru, zagrzała to razem i dodała kaszy mannej i trochę mielonego maku. Wyszła całkiem smaczna legumina :) Inna! :)

wtorek, 20 marca 2012

Słodycz staropolska

Indianka zapragnęła przyrządzić coś nietypowego do jedzenia. Posiadane składniki pozwoliły jej na przyrządzenie klusek z makiem – staropolskiego przysmaku szykowanego obecnie tylko raz do roku, na Święta Bożego Narodzenia. Dlaczego tylko raz do roku? Co to trujące jest? I machnęła kluski z makiem i rodzynkami polane miodem. Zajada tę staropolską słodycz i sieje nasionka w doniczkach. Na dworze jeszcze za zimno by tam siać. Nad ranem przymrozki.

czwartek, 15 marca 2012

Ekonomiczne sztuczki rządu

"Tylko rząd mógłby sądzić, że jeśli utnie górę koca i przyszyje ją u dołu koca - zyska w ten sposób dłuższy koc" - indiańskie przysłowie

środa, 14 marca 2012

Bolesne stopy

Indianka ma spuchnięte nogi i obrzęknięte, bolesne stopy - nie może chodzić. Boli ją kręgosłup i serce. Wczoraj na tych spuchniętych nogach przeszła 20km. Ma bolesne odciski i bąble na stopach, głównie na piętach. Ostatnie 10 kilometrów szła małymi kroczkami powłócząc nogami, bo każdy krok to ból. Do domu dotarła o 4 nad ranem...

Większość tego dnia poświęciła szykowaniu dokumentów i realizowaniu formalnej korespondencji – wczoraj miała deadline, czyli ostateczny termin na wysłanie jednego z tych listów.

Z korespondencją uporała się około godziny 16.00. Na 18.00 miała umówioną prywatną wizytę u dentysty chirurga. O 17.00 doszła do Sokółek i próbowała łapać okazję. Mało co jechało – bardzo rzadko. Przez godzinę przejechało tylko 5 samochodów. Kierowcy się nie zatrzymywali. Około 18.00 doszła prawie do Stożnego czyli zdążyła przejść około 10km, gdy nadjechała powracająca ze Szwałku taksówka. Taksówkarz zaproponował, że podwiezie ją do Olecka za dychę.
„Pasuje?” – zapytał taryfiarz
„Niech będzie, ale połowę drogi i tak już na nogach przeszłam. Szkoda, że Pan wcześniej nie jechał, to bym do dentysty zdążyła chociaż, a i nóg zaoszczędziła.”
Indianka wsiadła do przestronnej gabloty i rozejrzała się. 
„Dużo Pan ma tu miejsca. Ile tu ludzi wchodzi?”
„Ze mną siedmioro”
„Wow – zachwyciła się Indianka.”

Po drodze wypytała taksówkarza czy się orientuje do której doktor w liceum przyjmuje – chciała wiedzieć, czy jest szansa, aby jeszcze dostać się tego wieczora do doktora. 
„To by mnie Pan zawiózł do tego liceum najpierw”.
„Ale Pani chciała na pocztę, a tam tylko do 19.00 to jak Pani najpierw pojedzie do liceum, to Pani nie zdąży na pocztę.”

Taryfiarz doskonale wiedział do której poczta w Olecku czynna. Wkrótce Indianka dowiedziała się dlaczego – mianowicie zwyczajowo parkował na postoju dla taksówek pod pocztą.
Przeto tym chętniej zawiózł Indiankę właśnie pod pocztę i zaraz zjechał na postój po drugiej strony ulicy.

Indianka wkroczyła do opustoszałego budynku poczty. Sprzątaczka już podłogi myła. Ale w okienkach siedziały panie kasjerki i do jednej z nich Indianka zaniosła swą pilną korespondencję i opłaciła jeden rachunek. Potem jeszcze kupiła kilka kopert i znaczków i zastanawiała się nad kupnem doładowania do komórki, aby zadzwonić do doktora i dowiedzieć się, czy jeszcze przyjmie ją tego wieczora, a jeśli nie – to kiedy można by się było umówić na wizytę. 

Gdy oglądała starter telefoniczny i zastanawiała się nad wyborem sieci lub doładowania – w międzyczasie za nią niepostrzeżenie ustawiła się kilkuosobowa kolejka. Nagle usłyszała za sobą niezadowolone mruczando i parsknięcia. Obejrzała się i zdziwiona zobaczyła stojących za nią ludzi.

Zakończyła swe działania przy okienku i usunęła się w bok robiąc miejsce zniecierpliwionym klientom.

Wyszła z budynku poczty i skierowała swe kroki do liceum. Szła długo już w ciemnościach. Po drodze dwa razy pytała człowieka o drogę, niepewna gdzie się to liceum znajduje. Gdy doszła do liceum, nie mogła znaleźć wejścia. Przez okna oświetlonej sali zobaczyła tam w środku sprzątającego człowieka.
Zapukała w szybę i zapytała, gdzie jest wejście do szkoły. Mężczyzna wskazał ręką kierunek.
„Tam zaraz z przodu”.

Indianka cofnęła się i zobaczyła dwa wąskie drzwi wejściowe. Podeszła po schodkach do pierwszych z nich i otworzyła te drzwi – jak się okazało – mieszkania prywatnego. Z głębi mieszkania rzucił się ujadający duży pies. Indianka cofnęła się i pośpiesznie zamknęła drzwi.

„Ufff... ledwo zdążyłam! Co za bestia w środku!” powiedziała do siebie półgłosem zaskoczona niespodziewanym atakiem zwierza.

Zeszła z podestu po schodach i parę kroków dalej zobaczyła właściwe wejście do szkoły. Było jasno oświetlone. 

Weszła tam i skierowała się do gabinetu doktora. Po drodze zobaczyła dwoje ludzi sprzątających szkołę, między innymi tego samego człowieka, którego pytała o wejście. Upewniła się, czy dobrze idzie w kierunku gabinetu i zaszła tam.

Niestety, drzwi gabinetu były głucho zamknięte. Wyjęła zatem notes i spisała dokładnie dni i godziny przyjęć doktora.

Siadła na krześle przy gabinecie i napisała krótki list do doktora. Wsunęła go do środka gabinetu przez drzwi.

Następnie wyszła ze szkoły, po drodze jeszcze zamieniwszy kilka zdań z ludźmi sprzątającymi szkołę.

Skierowała swe kroki w stronę supermarketu Lidl, który znajdował się na jej trasie powrotnej do domu. Było około 20.33. Zaszła do środka z ciekawości i by kupić coś do jedzenia, bo soki trawienne zasysały jej żołądek coraz intensywniej. Obeszła cały przestronny jasno oświetlony i opustoszały market.

Znalazła pączki i mleko. Nałożyła pączki do plastikowej torebki, mleko wzięła pod pachę. Po drodze jeszcze zgarnęła z półki płyn do mycia zębów i mydło w płynie i zaszła z tymi zakupami do kasy.

Tam sympatyczna pani kasjerka skasowała zakupy. Przy okazji zdradziła Indiance swój sposób na wykorzystanie 5cio litrowej butli po wodzie mineralnej. Mianowicie kisi w takich butlach ogórki! Super pomysł. Podobno nie czuć plastiku. Indianka postanowiła, że wypróbuje ten sposób, gdy będzie miała swoje ogórki do kiszenia. 

Indianka zorientowała się, że jeszcze ma trochę pieniędzy w portmonetce oraz trochę czasu do zamknięcia sklepu – i weszła z powrotem na sklep, tym razem kierując się do gabloty z nasionami. Starannie wybrała sobie 20 torebek z nasionami warzyw.

Cdn.







poniedziałek, 12 marca 2012

Niechętny powrót do Dzikiego Wschodu

Indianka tak się ostatnio pogrążyła w literaturze, że nie chce jej się z niej wychylać. Najchętniej roztopiłaby się w niej całkiem i zapomniała o świecie zewnętrznym, czyli tym, który znajduje się poza granicami jej królestwa.
 
Zwierzęta oczywiście dogląda, pali w piecu, przygotowuje sobie posiłki, ale na nic innego już nie ma czasu ni ochoty, a tu trzeba działać! Im bardziej to pilne, tym mniej się chce.
 
No! - ale samo się nie zrobi. Trzeba oderwać się od cudnego świata Dzikiego Zachodu i wrócić do błotnistego, mokrego i zimnego świata lokalnego Dzikiego Wschodu... brrr... okropność... ;)

Solidarna Polska przeciwko polityce rolnej rządu

Solidarna Polska przeciwko polityce rolnej rządu

12.03.2012

Zdaniem Klubu Parlamentarnego ,,Solidarna Polska’’ głównym  błędem nowej ustawyregulującej kwestie ubezpieczeń zdrowotnych rolników  jest obciążenie rolników kolejnymi nadmiernymi kosztami. Składki będą  bowiem naliczane w zależności od powierzchni gospodarstwa pomnożonej przez liczbę osób w gospodarstwie. W przypadku innych grup społecznych (pracownicy, przedsiębiorcy) rodziny korzystają z ubezpieczenia osoby pracującej i składek dodatkowych nie płacą.

-  KRUS poszedł o krok dalej i w formularzach, które muszą wypełnić rolnicy nakazał wpisaniepowierzchni ich gospodarstw, w wysokości często zawyżonej według własnej ewidencji. Na skutek tego np. wszyscy współwłaściciele będą musieli płacić składki od tej samej działki rolnej, nawet jeśli jej nie użytkują. Ta sama działka jest wliczana nawet do kilku gospodarstw rolnych. Sytuacja jest skandaliczna, ponieważ rząd obciąża kolejnymi kosztami polską wieś.
Także system dopłat do oprocentowania kredytów dla rolników stanowi poważny problem.  W tym roku przeznaczono na ten cel środki tak małe, że wyczerpały się one przed upływem lutego. Dla porównania w roku 2011 pieniądze skończyły się dopiero w jego drugiej połowie. Spowodowane jest to faktem, że w 2012r. na dopłaty do nowych kredytów przeznaczono jedynie 10 milionów złotych. Dla rolników oznacza to tyle, że nie mogąc wziąć kredytu preferencyjnego, muszą decydować się nakredyty komercyjne lub zrezygnować z rozwoju gospodarstwa. Dotyczy to m.in. dzierżawców, którzy zmuszani są przez ANR do wykupowania gruntów, bo w innym przypadku obowiązujące prawo pozwala na sprzedanie ziemi razem z dzierżawcą. –czytamy w stanowisku ,,Solidarnej Polski’’.

Solidarna Polska apeluje , aby rząd w 2012 roku zwiększył środki finansowe na ten cel. Obecny rząd nie ma pojęcia o rolnictwie i doprowadza swoimi działaniami do niszczenia polskiego rolnictwa. Solidarna Polska na takie traktowanie wsi zdecydowanie się nie zgadza – podkreśla poseł  Jacek Bogucki z Klubu Parlamentarnego ,, Solidarna Polska’’.


Obi oba

CZYTELNIE INTERNETOWE

ibuk.pl - to pierwsza i największa w Polsce czytelnia on-line podręczników akademickich i książek naukowych w języku polskim. Znajdziesz w niej elektroniczne wersje książek czołowych wydawców. *Dostęp ze wszystkich komputerów sieci AHE w Łodzi oraz Wydziałów Zamiejscowych w Bydgoszczy, Bytomiu, Koninie i Wodzisławiu Śląskim.

Biblioteka Literatury Polskiej w Internecie - pełne teksty dzieł literatury polskiej

Skarbnica Literatury Polskiej - zbiór dzieł polskich autorów różnych epok

Skarby Literatury Polskiej - wybór najbardziej znaczących dzieł literatury polskiej - w podziale na epoki literackie - wolnych od praw autorskich w dniu 1 września 1999 roku.

Polska Biblioteka Internetowa - kolekcja kilkuset tytułów dostępnych on-line.

Akademicka Biblioteka Internetowa - serwis udostępniający publikacje naukowe i dydaktyczne w wersji elektronicznej tylko z bieżącej produkcji wydawniczej.

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa - zawiera najstarsze zabytki piśmiennictwa polskiego, udostępnia i skrypty i podręczniki.

Biblioteka Internetowa Exlibris - zbiór literatury polskiej i obcej.

Projekt "Mickiewicz w sieci" - dzieła Adama Mickiewicza w wersji elektronicznej.

William Shakespeare - kompletny zbiór elektronicznych wersji utworów Williama Shakespeare'a.

Czytelnia serwisu Opoka - zbiór ok. 5000 tekstów w wersji elektronicznej z dziedziny teologii, filozofii, literatury i innych nauk.

Wirtualna Biblioteka Sieci Semantycznej Politechniki Gdańskiej - zawiera m. in. podręcznik i skrypty w wersji elektronicznej.

Książki i skrypty na stronie BG AGH - elektroniczne wersje książek i skryptów.

eBook - serwis poświęcony książkom elektronicznym oraz innym publikacjom wydawanym w formie elektronicznej. Ponadto znaleźć można aktualne informacje o sprzęcie, programach, rynku oraz zbiór bezpłatnych eBooków.

Bibliomania - tysiące dzieł w wersji elektronicznej.

Books on-line - indeks ok. 20 tys. książek z całego świata.

Bibliotheca Augustana - wykaz odwołań do wybranych pozycji literatury z poszczególnych państw europejskich.

FreeTechBooks - darmowy dostęp do książek i dokumentacji w wersji elektronicznej z dziedziny informatyki

Planet eBook  - serwis w języku angielskim dotyczący formatu PDF. Zapewniono również dostęp do dużego zbioru książek w tym formacie.

KRIR w sprawie wieku emerytalnego rolników

KRIR w sprawie wieku emerytalnego rolników

12.03.2012

Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych 8 marca przekazał Ministrowi Pracy i Polityki Społecznej swoje stanowisko do projektu ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń oraz niektórych innych ustaw. Proponowana nowelizacja przewiduje likwidację przywilejów emerytalnych rolników, (art.3 pkt. 1 lit. a ) , po 31 grudnia 2017 roku.
Samorząd rolniczy jest przeciwny wprowadzaniu zmian do obecnego systemu emerytalnego.

  Obecnie rolnik, który nie osiągnął powszechnego wieku emerytalnego, ma prawo do emerytury po osiągnięciu 55 lat życia- kobieta i 60 lat – mężczyzna, jeżeli podlegał ubezpieczeniu emerytalno-rentowemu przez okres co najmniej 30 lat i zaprzestał prowadzenia działalności rolniczej.  
  
Do chwili obecnej rolnicy ze względu na trudne warunki pracy byli traktowani jako grupa zawodowa uprzywilejowana ( opryski, nawozy chemiczne itp.) w związku z tym mieli przywilej przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Praca w rolnictwie wiąże się z licznymi wyrzeczeniami: brak dni wolnych od pracy, praca fizyczna ponad przyjęty 8-godzinny dzień pracy, bez względu na święta, czy niepogodę. Ze względu na sezonowy czas najpilniejszych prac nie można korzystać z urlopu w okresie letnim. Badania pokazują, że rolnicy prowadzący gospodarstwo pracują w nim średnio 60% czasu więcej niż przewiduje to kodeks pracy (wg Badań Anny Mołocznik Instytutu Medycyny Wsi Lublin 2001). Dlatego też, podwyższenie wieku emerytalnego kobiet pracujących fizycznie w gospodarstwach rolnych o 12 lat ( dotychczas po 30 latach pracy było to 55 lat), a mężczyzn o 7 lat (w stosunku do 60) byłoby bardzo niesprawiedliwe społecznie w stosunku do wykonywanej pracy. 

Zdaniem KRIR proponowane korzyści wynikające z reformy emerytur rolniczych powinny być szczegółowo obliczone i podane w uzasadnieniu do projektu ustawy. W związku z wydłużeniem wieku emerytalnego, ile rolnik zyska miesięcznie emerytury. Należy mieć na uwadze, że emerytury z KRUS są najniższymi w Polsce. 

Ponadto, w chwili obecnej niezależnie od wysokości składki emerytalnej (wyższa jest od gospodarstw dużych >50 ha) emerytura ma jednakową wysokość. Jako jedyna grupa społeczna ma emeryturę w emeryturę w wysokości nie związanej z wysokością składki. 

- Wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat byłoby dużym utrudnieniem dla wymiany pokoleniowej na wsi. Spowodowałoby to, że gospodarstwa po rodzicach przejmowałyby coraz starsze osoby.Praca na roli wymaga w obecnych czasach nie tylko sprawności i tężyzny fizycznej, ale często również specjalistycznej wiedzy w zakresie opłacalności produkcji rolnej, nowoczesnych technologii, czy nowych metod gospodarowania. W tym kontekście przewagę mają ludzie młodzi, postrzegający gospodarstwo rolne jako przedsiębiorstwo i możliwość rozwoju. W związku z tym polityka państwa w obszarze rolnictwa powinna zmierzać w kierunku ułatwiania przekazywania gospodarstw rolnych młodym rolnikom, a tym samym utrzymania dotychczasowego wieku emerytalnego – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb  Rolniczych. 

Ponadto jak podkreślają izbowi działacze , należy zwrócić uwagę, że w ramach II filaru WPR- Program Rozwoju Obszarów Rolnych 2007-2013 na nabór działanie ,,Renty strukturalne”, zostało już wyczerpane. Działanie to pomagało w wymianie pokoleniowej i przekazaniu gospodarstw rolnych, rolnicy mogli skorzystać z renty strukturalnej w wieku wcześniejszym niż wiek uprawniający do emerytury z KRUS. W pakiecie legislacyjnym, jaki opublikowała KE nie ma przewidzianego takiego działania i nie będzie go w WPR 2014-2020, co jeszcze bardziej, łącznie z zaprojektowanym wydłużeniem wieku emerytalnego przyniesie negatywny skutek nie tylko społeczny tj., dla struktury wiekowej na wsi, wymiany pokoleniowej, ale także gospodarczej dla polskiego rolnictwa. Dodatkowo informujemy, że w ramach PROW 2007-2013 działanie ,,Młody Rolnik”, skierowane do osób , które nie skończyły 40 roku życia. Działanie to jest również przewidziane w przyszłym okresie programowania WPR 2014-2020. Jeżeli rolnicy będą przekazywali gospodarstwo w wieku 67 lat dzieciom, to one będą mogły skorzystać z tego działania, bo ich wiek często przekroczy 40 lat.
  

W omawianym projekcie ustawy nie uregulowano podwyższenia wieku emerytalnego żołnierzy zawodowych i funkcjonariuszy tzw. służb mundurowych, którzy zgodnie z obecnym stanem prawnym mają prawo do emerytury bez względu na wiek, po przepracowaniu 15 lat pracy. W uzasadnieniu do projektu ustawy podano, że wprowadzenia minimalnego wieku dla służb mundurowych nastąpi w odrębnej ustawie. Powinno być to uregulowane jednym aktem prawnym.
  
Dlaczego więc nie zmienia się tego wieku w jednej ustawie – pytają izby rolnicze.

 Zdaniem samorządu rolniczego podstawą do ustalenia prawa do emerytury rolnika powinny stanowić udokumentowane lata pracy: 30 lat dla rolników, a nie tylko ich wiek. Ponadto, rolnik powinien mieć swobodę wyboru, od jakiego wieku pójdzie na emeryturę, ustalony powinien zostać tylko pewien wiek graniczy np. 60 lat i do 65, czy 67 powinien mieć wybór (czy pozwala mu stan zdrowia rodziny, czy ma następców) .
    
W ocenie samorządu rolniczego ustawodawca  nie przewidział również  sytuacji występującej w małżeństwie prowadzącym gospodarstwo rolne jako wspólność ustawową, gdy między małżonkami występuje różnica wieku w latach. Warunkiem przejścia na emeryturę jest oddanie gospodarstwa następcom lub sprzedaż, co w tej sytuacji, jeśli jedno z małżonków jest młodsze o 2, 3, 4 a nawet 10 lat, -  czy mają czekać z przekazaniem gospodarstwa, aż to drugie skończy lata. Jeśli nie, to czy mają dzielić gospodarstwo? Kto zapłaci za jedno z nich składkę na KRUS. Należałoby więc ustalić prawa emerytalne po osiągnięciu stażu pracy i weku emerytalnego, i stworzyć podstawę, aby otrzymanie emerytury nie było uwarunkowane trwałym przekazaniem gospodarstwa rolnego.
    
Zarząd KRIR zaprotestował przeciwko uregulowaniom prawnym, jakie zostały przedstawione do konsultacji w projekcie ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz innych ustaw. Aby wydłużenie czasu pracy przyniosło korzyści- zarówno rolnikom, jak i gospodarce – nie może mieć charakteru prostej zmiany tylko jednej, czy kilku ustaw.

 Ta ustawa musi być obudowana szeregiem mechanizmów( zmian innych przepisów lub nowych uregulowań), które sprawią, że nie skończy się jedynie na wydłużeniu czasu pracy, ale pozytywnie wpłynie na wymianę pokoleń i strukturę wiekową wsi. Wydłużenie czasu pracy do 67 lat spowoduje, że wieś będzie się starzeć w szybszym tempie niż obecnie, naprawa tych błędów będzie kosztowała Państwo dużo więcej niż korzyści wynikające z reformy emerytalnej – dodaje Wiktor Szmulewicz.

Obi oba

Tysiące turbin wiatrowych porzuconych

 

Zielone fiasko: tysiące turbin wiatrowych porzuconych w USA

12.03.2012

Stany Zjednoczone mają największe elektrownie wiatrowe na świecie. Wielkie turbiny napędzane wiatrem stały się jednym z głównych odnawialnych źródeł energii, na które rząd USA wydał miliardy dolarów z kieszeni podatników - podaje portal ekologia.pl. Jednak wysokie koszty utrzymania, duża awaryjność i zmienne warunki pogodowe, sprawiają, że wiatraki są drogie i nieefektywne. Wynik? Ponad 14 tysięcy turbin wiatrowych stoi odłogiem i szpeci krajobraz Stanów Zjednoczonych. 

„Wybudowana w 1985 roku, pod koniec „wiatrowej gorączki” farma wiatrowa Kamoa na Hawajach zaczęła cierpieć z powodu braku zainteresowania. W 1994 roku farma została wydzierżawiona kalifornijskiej firmie Redwood City, należącej do Apollo Energy.  Pracownicy Apollo zaczęli rozbierać na części 37 turbin wiatrowych, które stały się bezużyteczne. W 2006 roku Hawaii Electric Company ostatecznie zakończyła przesył energii” – napisał Andrew Walden z American Thinker. 

Niektórzy mówią, że farma Kamoa jest nawiedzona. Jednak nie chodzi tutaj o nocne zjawy czy duchy. Tajemnicze dźwięki, czyli tzw. „Na leo o Kamaoa”, wydaje 37 szkieletów turbin wiatrowych poruszanych przez wiatr. Elektrownia wiatrowa Kamaoa Wind Farm została zamknięta w 2006 roku. Od tego czasu 37 białych kikutów wystających z ziemi tworzy swego rodzaju cmentarzysko turbin wiatrowych.

„Duchy Kamaoa” to nie jest odosobniony przypadek. W Stanach Zjednoczonych jest jeszcze kilka opuszczonych farm wiatrowych. Najwięcej takich obiektów można znaleźć w Stanie Kalifornia, który ma de facto największe subwencje do zielonej energii. 

„Tysiące porzuconych turbin wiatrowych zaśmieca krajobraz rolniczych terenów Kalifornii” – pisze Andrew Walden. „W miejscach o największym potencjale wiatrowym – w Altamont Pass, Tehachapi, i San Gorgonio – stoi bezuzytecznie ponad 14 tysięcy turbin. Stały się one symbolem postindustrialnych śmieci, które generują zagrożenie dla ptaków i nic więcej.” – skonkludował Walden. 

„Gorączka wiatru” z 1980 roku. 

Farmy wiatrowe powstawały głównie w latach 70. i 80., gdy nastąpił boom na prąd pozyskiwany dzięki energii wiatru. Wpłynęło na to kilka czynników: rząd obawiał się o suwerenność państwa, kraje OPEC toczyły między sobą wojny, które czyniły ropę trudno dostępną bądź drogą (w 1973 roku arabscy członkowie OPEC zadecydowali wstrzymać handel ropą naftową z krajami popierającymi Izrael w wojnie z Egiptem – tzn. USA i krajami Europy Zachodniej). W czasach niestabilności dostaw energii w USA, Kongres uchwalił w 1978 r. tzw. Public Utility Regulatory Policy Act, który to wprowadzał nowe regulacje, mające na celu promowanie racjonalnego korzystania z energii elektrycznej, rozwój alternatywnych źródeł energii oraz redukcję konsumpcji ropy i gazu. 

„W latach 1981-1985 federalne subsydia podatkowe były tak duże, że inwestorzy mogli uzyskać aż 50 procent dofinansowania do energii wiatrowej. Pojawiła się pokusa szybkiego wzbogacenia się . Pod koniec 1986 roku wykonawcy mieli zainstalowanych prawie 15 tysięcy nowych, aczkolwiek niesprawdzonych turbin wiatrowych. Już w 1996 roku maszyny te generowały moc 1200 MW.” – napisał w lutym 1999 roku Paul Gipe w artykule opublikowanym na łamach New Energy. 

Z czasem jednak wiele firm, które zainwestowały w turbiny nie było w stanie utrzymać się na rynku. W ten sposób Stan Kalifornia stał się mieszanką aktywnych i od dawna unieruchomionych turbin. 

Kiedy przestał kręcić się ten interes? 

W 1985 roku ceny ropy naftowej i gazu zaczęły spadać. Produkcja energii ze źródeł odnawialnych przestała być opłacalna – wstrzymywano budowę nowych elektrowni. Ponieważ poprzednie umowy zaczęły wygasać, w efekcie wielu kalifornijskich deweloperów zwinęło swój interes, porzucając część turbin wiatrowych.  

Opinia publiczna i inwestorzy zdali sobie sprawę, że energia z wiatru była tylko podatkowym przekrętem. Takiego zdania jest Ben Lieberman, starszy analityk polityki energii i ochrony środowiska w Heritage Foundation, który dziwi się dlaczego energia z wiatru jest tak wysoko dotowana. „Była to bańka mydlana, która pękła wraz z końcem rządowych dotacji” – skomentował sprawę. „To nie wiatr napędza turbiny wiatrowe, ale dotacje. Turbiny staną, gdy zabraknie pieniędzy” – zauważył Don Surber felietonista  „Charleston Daily Mail”. 

„Jest wiele ukrytych prawd dotyczących energii wiatrowej – uważa bloger i specjalista od ochrony środowiska, Tory Aardvark. „Kiedy rządy na całym świecie będą cięły dotacje, wspierające odnawialne źródła energii, pojawi się coraz więcej opuszczonych farm wiatrowych, które zaczną zaśmiecać naszą planetę” – dodaje. Według Tory’ego Aardvarka opuszczone turbiny wiatrowe są symbolem „umierającej klimatycznej religii”.

Wniosek? Motywowana naciskami grup interesu ingerencja państw w energetykę odnawialną może przynieść światowej gospodarce, jak i ekologii więcej szkód niż pożytku.



źródło: Ekologia.pl

niedziela, 11 marca 2012

Pomoce leksykalne, strukturalne i stylistyczne

Udało się Indiance zgromadzić pomoce, które mają jej ułatwić kreatywne pisanie profesjonalnych opowiadań oraz materiałów mających na celu wzbogacenie jej polszczyzny. Zastanawia się też, czy wprowadzenie staropolszczyzny byłoby dobre. Właściwie dlaczego nie? Co prawda, obecnie już się tak nie mówi, ale z drugiej strony mówi się okropnie, skrótami, zapożyczeniami z obcych języków – własny rodzimy język jest u rodaków w niełasce. Łatwiej panience redaktorce wymówić w wywiadzie sformułowanie “main stream” niż “główny nurt”.

Zaniedbywanie własnego języka nie jest rzeczą chwalebną. Fajnie jest znać obcojęzyczne sformułowania, ale powinno się używać rodzimych – tych obcych co najwyżej okazyjnie – nie jako główne.

Indianka obecnie nie ma czasu się kształcić ofensywnie, ale po troszeczku, codziennie coś – i niebawem zamiast postów zacznie tworzyć krótkie opowiadania.

Wracając do staropolszczyzny... język polski taki był ongiś malowniczy, bogaty... Szkoda, żeby tak całkiem poszedł w niepamięć. Warto go kultywować i reaktywować.

śnieg, śnieg, śnieg!

Na Mazurach sypie śnieg. Cała śnieżyca wirująca, potężnymi płatkami śniegu na szybach się osadzająca. A w nocy padał rzęsisty deszcz! Co za zdradliwa pogoda!

sobota, 10 marca 2012

Wolny Uniwersytet Wirtualny

Indianka wpadła na nowy pomysł. Postanowiła założyć Wolny Uniwersytet Wirtualny (w skrócie WUW wym. z angielska łał :D)
 
Internet to znakomita platforma do samodzielnego studiowania. W Polsce istnieją pierwsze uczelnie internetowe, ale są płatne.
 
Indianka uważa, że Państwo powinno zadbać o edukację szerokich rzesz obywateli lepiej, ułatwiając naukę biednym mieszkańcom odległych od miast wiosek, wioseczek.
 
Szkoły w zasadzie już nie są potrzebne. Zamiast wydawać miliony na utrzymanie budynków szkół - można by te pieniądze zainwestować w nowoczesne systemy nauczania przez internet.
 
Wówczas kraj zyskałby w dwójnasób: zaoszczędziłby ogromne koszty utrzymania tysięcy budynków szkolnych i zyskałby miliony dobrze wykształconych specjalistów i naukowców.
 
Zaoszczędzone miliony można by wykorzystać do poprawy infrastruktury sportowej i rekreacyjnej w miastach, miasteczkach i wsiach, tak, by zadbać o formę fizyczną społeczeństwa - zwłaszcza rosnących dzieci i młodzieży.
 
Za zaoszczędzone pieniądze można by sfinansować nowoczesne opracowania rozmaitych materiałów do nauki samodzielnej - czyli podręczniki w formie online i do ściągnięcia, audiobooki, egzaminy państwowe online - tak by uczniowie i studenci mogli sprawdzać poziom swojej wiedzy i uzyskiwać na podstawie tych zaliczeń i egzaminów internetowych - dyplomy ukończenia uczelni.
 
Natomiast praktyki, ćwiczenia - mogłyby się odbywać w zakładach pracy.
 
Opustoszałe budynki szkolne można by zaadaptować na hotele, pensjonaty i hostele i czerpać zyski z ich wynajmu oraz z tych zysków finansować naukę w Państwie.
Np. fundować stypendia dla  najzdolniejszych uczniów - jako wynagrodzenie za ich ciężką pracę w rozwój swoich umiejętności, które w przyszłości przysłużą się krajowi.
 
Myślę, że taka diametralna zmiana dobrze by zrobiła krajowi i by była bardzo pożyteczna dla całego społeczeństwa. A co Wy sądzicie drodzy czytelnicy?
Jakbyście to zorganizowali?

Winnetou

Nadszedł weekend. Jakiś czas temu Indiance zepsuł się telewizor i postanowiła, że nie będzie go naprawiać. Trochę szkoda ulubionych seriali (CSI Miami, CSI NY, Bonnes, The Listener itp.), ale większość nadawanych programów jest dla Indianki nudna, a część nawet irytująca kipiącą w nich obłudą i infantylnością, więc uważa ich oglądanie za stratę czasu, tak samo jak oglądanie reklam.

Podobnie radio – słuchanie muzyki i reklam przeplatanych nieprzyjemnymi wiadomościami – to strata czasu. Na to co się dzieje w polityce i gospodarce kraju Indianka nie ma wpływu, więc nie chce o tym słuchać. Nie chce słuchać o kolejnych prawnych i ekonomicznych bzdetach produkowanych przez obecne władze. Ten rodzaj ignorancji pozwoli jej zachować dobry nastrój na co dzień.

Natomiast współczesna muzyka radiowa - owszem, jest przyjemna, ale jakoś taka mało odkrywcza i nieporywająca. Wystarczy w zupełności posłuchać kilku utworów na dzień i nie ma się ochoty na więcej.

Indianka postanowiła bardziej świadomie korzystać z mediów. Lubi oglądać i słuchać zjawiska i rzeczy, które są rozwijające i poszerzające horyzonty i wiedzę. Polska TV ani radio nie rozwija. Są po prostu nudne. Zabijają czas.

Indianka ma mało czasu, więc szkoda jej marnować go zmuszając się do oglądania nudnawych programów. No, z wyjątkiem kilku fajnych programów jak np. programy prowadzone przez Makłowicza, Cejrowskiego czy Martynę Jakubowską. Te programy Indianka akurat bardzo lubi oglądać. Ale takich programó jest mało.

A brakuje jej programów typu National Geographic – programów które pokazują i uczą o świecie, o przyrodzie, o nauce i badaniach. Te rzeczy jednak można znaleźć w internecie i tam sobie obejrzeć albo poczytać o ciekawostkach rozmaitych. Co prawda te przeglądanie utrudnia słabość łącza internetowego i niska szybkość i jakość przekazu. Ale przy odrobinie samozaparcia można obejrzeć to i owo. Jednak Indianka nie ma czasu by męczyć się z wolniutkim internetem, zatem postanowiła sięgnąć do swoich zasobów audiobookowych.

Niezmiernie miło i przyjemnie jest wyciągnąć się wieczorem w łóżku i włączyć ciekawą i zabawną powieść Karola Maja – Winnetou. Równie miło, zamiast włączać rano radio czy TV – jest zacząć dzień od kolejnego rozdziału przygodowej powieści Karola Maja. Taka powieść dobrze nastraja na cały dzień. Przy tym jej formuła w postaci nagrania dźwiękowego - jest bardzo wygodne i nie absorbujące. Indianka jednocześnie może myć zęby w łazience, szykować śniadanie w kuchni, podkładać do pieca – a powieść niestrudzenie snuje się do przodu ku uciesze i przyjemności Indianki. Przeto Indianka bardzo poleca wszystkim zapracowanym i zajętym codziennymi obowiązkami, a chcącymi się rozwijać ludziom – ten rodzaj przyswajania literatury.

Powieść czytana nie zabiera dodatkowego czasu. Można ją słuchać przy okazji, np. w drodze do pracy czy z pracy, w pociągu, tramwaju, autobusie. W trakcie sprzątania mieszkania. W trakcie wykonywania fizycznej pracy w ogrodzie czy gdziekolwiek. To świetna sprawa. Człowiek tym samym wzbogaca swoje życie a i przy okazji poszerza swoją wiedzę i staje się człowiekiem wysoce wykształconym – w dodatku bezboleśnie, bez uciążliwego zakuwania przed klasówkami, kolokwiami itd. Co więcej, jego język rozumiany i wypowiadany się ubagaca. Taka osoba osłuchana wieloma ciekawymi, ambitnymi powieściami – robi wrażenie w towarzystwie... ;) Tak więc Indianka zachęca szarych zjadaczy chleba do stania się wytrawnymi znawcami barwnej literatury światowej...

czwartek, 8 marca 2012

Metoda mimochodem

Nadszedł czas by odświeżyć jedną z zasad Kodeksu Indianki – metodę mimochodem.

Gdy człowiek osłabiony, nadmiarem obowiązków przygnieciony – aby się nie zniechęcać ogromem zadań piętrzących się każdego dnia przed człowiekiem – warto zastosować metodę mimochodem.

Chodzi w niej o to, by wykonywać różne drobne czynności mimochodem. Idąc przez mieszkanie Indianka gdy widzi coś, co wymaga poprawienia – poprawia.

Stosując się do tej metody – Indianka powoli porządkuje domek.

W łazience są do umycia dwa kaloryfery i kawał ściany, a właściwie dwa kawały.

Nija która w tej łazience 4 godziny spędziła niby ją myjąc – okazuje się, że łazienki nie domyła. Młoda, silna, zdrowa – a żadnego pożytku z niej nie ma.

Indianka ongiś w pół dnia sprzątała, zmywała po 50 łazienek dziennie, a tu dziewucha z jedną łazienką nie umiała sobie poradzić w 4 godziny. Dziewczynisko nigdy w życiu nie pracowało, do tego się do roboty nie przykładało. Pogonić darmozjadów i nie wpuszczać tu nowych! – taka się Indiance konkluzja nasuwa, gdy zmywa ściany i kaloryfery nie domyte przez Litwinkę.

Litwinka gdy naczynia myła, to po umyciu 3 talerzy ręce sobie oglądała marudząc, jak to się strasznie napracowała. A i udało jej się kilka talerzy wyszczerbić – tyle w jej rękach zręczności.

Indianka stosuje też technikę “jednocześnie”. Polega ona na jednoczesnym wykonywaniu paru lub kilku czynności. Np. Indianka zmywa naczynia i jednocześnie słucha lekcji hiszpańskiego.

Dziś Indianka wykonała serię drobnych czynności stosując metodę mimochodem:

Rano roznieciła ogień w piecu, podłożyła do niego nowe drewno, poszatkowała cebulę i usmażyła, ugotowała ziemniaki. Namoczyła bieliznę do prania, nalała wody do garów na piecu, zmyła naczynia, nalała wody dla drobiu, zmyła kaloryfer w łazience, umyła blaty biurka i stołu, włożyła flance roślin domowych do wody do ukorzenienia, włożyła papiery do kolorowych pudeł tekturowych, przygotowała doniczki pod siew ziół i pojemnik pod siew pomidorów.

Teraz musi wyjść i dać siana koniom i kozom. Normalnie to robiła wcześnie rano, ale tym razem się bała, że gdy zacznie od tej czynności, to potem zabraknie jej czasu i przede wszystkim siły na inne drobne czynności – tak jak się to stało wczoraj.

Dziś pogoda piękna, słoneczna. Zachęca do wyjścia na dwór. Więc pora wyruszyć na podwórko i nasypać koniom i kozom siana do oporu.

Indianka lata zawsze po domu jak Sulejukowa z filmu Ranczo. Jedyna pożyteczna rzecz jaką podpatrzyła u wwooferów to ich nieśpieszny styl pracy. Warto sobie go przyswoić, to może taka zmęczona nie będzie. Najwyżej wszystkiego co ma do zrobienia nie zrobi danego dnia.

Uff, gdy się przebywa w domu to trudno się zebrać by wyjść. Ale warto – na dworze ładnie, słonecznie. No i konie i kozy czekają na siano! Trzeba iść. Trzeba też rozpałki nazbierać i naszykować na jutro. Drewna podłożyć do pieca...

Pogoda na zewnątrz piękna. Tyle Słońca! Cała ziemia Indianki nim zalana. Na niebie ani jednej chmurki. Powietrze jeszcze mroźne, ale w Słońce grzeje i czuć to. Psy i kozy wyłożyły się wygodnie na podwórku i zażywają kąpieli słonecznej.

Konie po drugiej stronie stajni zjadają powoli siano również wystawiając swe ogromne ciała ku Słońcu.

Indianka nałożyła koniom i kozom siana. Pościeliła świeżą słomą porodówkę dla klaczy i porodówki dla kóz. Klacz wielka, pękata. Ledwo kolebie się na swych nogach. Zanosi się na dużego źrebaka. Oby tylko dała radę sama urodzić. Indianka będzie musiała jej asystować i pomagać przy porodzie, a w razie problemów wezwać weterynarza.

No, dzisiaj Indianka odczuła przypływ energii i jakoś z grubsza ogarnęła dom i stajnie, nawet kawałek podwórka wygrabiła znowu.

Pora zabrać się za papiery a i posiać zioła w doniczkach by było czym przyprawiać potrawy.

Oaza - Po trochu - liryki

Dzień Kobiet!

Z okazji Dnia Kobiet wszystkiego dobrego wszystkim kobietom, a zwłaszcza singielkom :)

środa, 7 marca 2012

Debilne terminy wypłat dotacji obszarowych dla rolników

Mędrcy z rządu POwskiego nie rozumieją, że rolnictwo to roczny cykl określony i nie można orać w lipcu pola aby mieć z niego plony.

Bolą stawy

Indianka odkryła wreszcie przyczynę swojego codziennego porannego zmęczenia. Budzi się rano i już jest zmęczona, osłabiona i czuje się połamana. Wsłuchała się w swoje ciało i dotarło do niej, że to reumatyzm. Tylko kilka godzin rano jest w stanie popracować i koło południa pada na twarz zmęczona.

Więc brakuje jej czasu na wszystkie obowiązki które ma do spełnienia. Gdy rano popracuje przy zwierzętach – po południu już nie ma siły zajrzeć do papierów.

Trzeba przeorganizować swój dzień pracy, tak, by starczyło czasu na wszystko chociaż po troszku.

Rano nakarmić zwierzęta, zaraz potem zabrać się za papiery, a potem za gotowanie obiadu i sianie nasion w doniczkach. Zwierzęta trzeba nakarmić fest, chociaż część papierów przejrzeć i napisać odpowiednie pisma, wysłać korespondencję, chociaż trochę nasion posiać.

Dzisiaj rano napaliła z rana w piecu, zjadła śniadanie, zajrzała na chwilę do internetu, nakarmiła zwierzęta, wygrabiła kawałek podwórka.

Na piecu na wielkich garach pełnych gorącej wody stoją donice, doniczki i pojemniczki z wysianymi nasionami. Każdy starannie przykryty folią, aby ziemia nie przeschła i by chronić przez przemarznięciem młode kiełkujące warzywa. Donice ciepłe, nagrzane gorącym powietrzem z pieca i podgrzane garami wypełnionymi gorącą wodą. Przydałaby się półka nad piecem do stawiania doniczek. Na razie nie ma, więc gary są okupowane doniczkami.

Część doniczek stoi też pod piecem, bo się nie mieszczą wszystkie.

Ciekawe, czy w tym roku warzywa się udadzą. Trzeba zaorać kawałek pola, bo Indianka nie ma siły ni czasu by kopać szpadlem. Poletko pod stajnią nadaje się wybornie pod warzywa. Od strony północnej osłonięte ścianą stajni. Lekki skłon ku południowi. Ziemia żyzna, nafaszerowana starym, przegryzionym obornikiem. Trochę sęków sterczy z ziemi po dawnych krzakach które tu rosły, a które Indianka wycieła. Te sęki to muszą zgnić, aby przestały przeszkadzać w uprawie tego kawałka ziemi. Są suche – można spróbować je wypalić.

Planowany ogródek trzeba ogrodzić zanim cokolwiek tu będzie posiane. Indianka nie ma siatki, ani pieniędzy by ją kupić, a pastuch jest niewystarczający jako ochrona przez zwierzętami. Nawet bardzo gęsty jest niewystarczająco gęsty aby powstrzymać kurę przed dostaniem się do środka i grzebaniem w ziemi, czy przed zającem z pobliskiego lasu i łąk.

Może by jakiś płotek gęsty, drewniany? Choćby z żerdzi? Najpierw trzeba kołki naszykować, a piła nie działa. Złe paliwo zniszczyło silnik.

Ziemia jeszcze zamrożona, twarda. I tak nie da się w niej kopać, by kołki wkopać. Ale można taczką podjechać i pozbierać cegły, potłuczoną dachówkę, kamienie i sprzątnąć to miejsce zanim nadejdzie czas siewu i grodzenia.

Indianka weszła na chwilę do domu, by odpocząć po nałożeniu i rozłożeniu siana koniom i kozom. Weszła i już nie wyjdzie. Nie ma siły. Chciała jeszcze nanieść siana do stajni na noc dla klaczy i kóz, które będą niebawem rodzić. Już nie ma siły. Ma się ochotę położyć. Ale tutaj trzeba do pieca podłożyć, bo ogień zgaśnie i zrobi się zimno – padną młode siewki.

No i trzeba ziemniaki obrać, obiad ugotować. Stawy bolą. Jeszcze jasno w kuchni, więc trzeba zabrać się za obieranie ziemniaków i zmywanie garnków. A potem do łózka - wreszcie odpocząć...

wtorek, 6 marca 2012

Podwójny rozbój w biały dzień

W latach 50tych zeszłego stulecia, komunistyczny rząd Polski okradł Kościół Polski z majątku ogromnej wartości, proponując w zamian nieadekwatny co do zagrabionego Kościołowi majątku - fundusz kościelny na poczet utrzymania Kościoła. A teraz nowy niby demokratyczny rząd kradnie Kościołowi ten ustanowiony na poczet zagrabionego majątku znikomy fundusz. Nic dodać, nic ująć. Kościół powinien wystąpić do rządu o zwrot zagrabionego w latach 50tych majątku. To ogromne pieniądze. Tereny, nieruchomości - ogromnej wartości.

List Otwarty do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska

List Otwarty do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska

06.03.2012

Rolnicy, zgromadzeni na akcji protestacyjnej, zorganizowanej przez Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego wystosowali list otwarty do premiera Donalda Tuska. Poniżej przedstawiamy jego treść:


Panie Premierze, 

My rolnicy, zgromadzeni na akcji protestacyjnej, zorganizowanej przez Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego 
w dniu 29 lutego 2012 roku, wyrażamy swoje zdecydowane oburzenie oraz głęboki sprzeciw wobec ostatnich działań Pana Rządu w obszarze rolnictwa. 
Skutki tych działań, szczególnie boleśnie odczują właściciele tworzonych z ogromnym trudem, prężnych gospodarstw towarowych naszego województwa

Nasz sprzeciw budzi nie tylko fakt wprowadzenia niekorzystnych rozwiązań, ale również sposób ich wprowadzenia - z zaskoczenia, bez konsultacji.
Panie Premierze, tak nie postępuje dobry gospodarz, tak nie traktuje się obywateli 
w demokratycznym państwie.
W dniu 13 stycznia br. Sejm uchwalił ustawę o składkach na ubezpieczenie zdrowotne rolników za 2012 r.. Przez rok od wydania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, w którym zakwestionowano finansowanie ze środków publicznych składek zdrowotnych rolników, bez względu na ich status materialny, polski Rząd nie opracował stosownych zmian zgodnych z ustawą zasadniczą. Na dokonanie tych zmian TK dał czas 
do 4 lutego 2012r. 
Projekt nowej ustawy wpłynął do Sejmu w dniu 5 stycznia i nie został poprzedzony konsultacjami społecznymi. Ustawa miała naprawić nierówność grup społecznych wobec prawa, tymczasem jej skutkiem będzie jeszcze większe zróżnicowanie kosztów ubezpieczenia zdrowotnego. Duże, rozwojowe gospodarstwa będą płaciły składki wyższe niż przedsiębiorcy w systemie ZUS. Z drugiej strony nic nie zapłacą właściciele gospodarstw o powierzchni poniżej 6 ha przeliczeniowych oraz ich domownicy ale również osoby dobrze sytuowane, 
nie będące rolnikami, które nabyły małe gospodarstwa i swego czasu skorzystały 
z możliwości przystąpienia do KRUS. 
W dniu 25 stycznia, wpłynął do Sejmu, a 27 stycznia został przyjęty rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o płatnościach w ramach systemów wsparcia bezpośredniego. Przyjęta ustawa, wprowadza między innymi pojęcie modulacji.
W uzasadnieniu do ustawy czytamy: „Modulacja płatności polegać będzie na redukcji płatności bezpośrednich finansowanych z budżetu unijnego, które mają zostać przyznane rolnikowi, o 4%, jeśli kwota przewyższa 300 tys. euro.”
Natomiast z materiałów szkoleniowych ARiMR, które pojawiły się w tym samym czasie możemy się dowiedzieć, że modulacja będzie miała zastosowanie 
1) w odniesieniu do krajowych płatności uzupełniających, zastosowanie będzie miała modulacja:
? powyżej kwoty 5 000 euro, zmniejszenie będzie wynosiło 10%,
? powyżej kwoty 300 000 euro, zmniejszenie będzie wynosiło 4%.
Planowane zmniejszenie płatności bezpośrednich o 10% ma dotyczyć gospodarstw uprawiających więcej niż 22 ha (w woj. zachodniopomorskim gospodarują one łącznie na
ok. 80% użytków rolnych). 
Sposób postępowania administracji rządowej w tym zakresie jest skandaliczny.
Brak rzetelnej informacji, konsultacji społecznych, działanie z zaskoczenia oraz 
nieprzedstawienie stanu faktycznego i metodologii wyliczeń uzasadniających wprowadzenie modulacji. Ze względu na potencjalne znaczne skutki finansowe dla naszych gospodarstw sprawa wymaga pilnego wyjaśnienia.
Dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej dokonał kolejnej weryfikacji wód powierzchniowych i podziemnych wrażliwych na zanieczyszczenie związkami azotu 
ze źródeł rolniczych. W projekcie rozporządzenia, oprócz dotychczasowego OSN w zlewni rzeki Płoni, zaproponował utworzenie 7 nowych OSN (w zlewni Kanału Cedyńskiego, 
w zlewni rzeki Myśli, w zlewni rzeki Omulnej, w zlewni rzeki Małej Iny, w zlewni rzeki Krąpiel, w zlewni rzeki Gęsiej).
Poważne wątpliwości budzi zarówno przyjęta metodologia badań (dobór miejsc pomiarów, analiza wyników głównie w oparciu o modelowanie matematyczne, interpretacja) oraz co jest ostatnio normą - niedostateczna ilość informacji i konsultacji społecznych.
Wprowadzenie w życie rozporządzenia, a następnie stosownych programów ochronnych łączy się z poważnymi konsekwencjami ekonomicznymi dla znacznej części gospodarstw rolnych (ograniczenie intensywności produkcji, dodatkowe inwestycje, wykluczenie możliwości korzystania z niektórychprogramów rolno środowiskowych). Należy podkreślić, że problem dotyczy gospodarstw funkcjonujących na najlepszych glebach w województwie.
Skutki opisanych wyżej działań nałożą się na znaczne obciążenia kredytowe związane z modernizacją gospodarstw i koniecznością wykupu dzierżawionej ziemi, 
a przecież w niedalekiej perspektywie ANR zacznie sprzedawać ziemię uwolnioną 
w ramach ustawy z dnia 16 września 2011r. 
Ulubionym argumentem uzasadniającym kolejne restrykcje wobec naszych rolników, używanym przez administrację rządową różnych szczebli są wymogi i dyrektywy UE. 
Tymczasem w okresie, w którym miały miejsce wszystkie opisane wyżej zdarzenia Parlament Europejski podjął rezolucję w której deputowani zaproponowali wsparcie 
dla rolników. Całkowity koszt środków produkcji ponoszony przez rolników UE wzrósł 
w latach 2000- 2010 średnio o prawie 40 proc., natomiast ceny skupu wzrosły średnio o mniej niż 25 proc. Dlatego należy wspomóc rolników.
Wyższe ceny żywności nie przekładają się automatycznie na wyższe dochody rolników, przede wszystkim ze względu na szybkość wzrostu kosztów środków produkcji rolnej i zwiększającą się rozbieżność między cenami produkcyjnymi, a konsumpcyjnymi. Dodatkowo producenci pierwotni nie mogą w pełni czerpać korzyści ze wzrostu cen zbytu, ponieważ są one „ściśnięte” między niskimi cenami producenta, które wynikają z silnych pozycji przetwórców i detalistów, a wysokimi cenami środków produkcji, które wynikają 
ze wzrostu koncentracji przedsiębiorstw wytwarzających środki produkcji.
Dlatego PE wzywa Komisję i państwa członkowskie do poprawy przejrzystości cen środków produkcji rolnej oraz zapewnienie, że reguły konkurencji mają zastosowanie 
i są narzucane zarówno w górę, jak i w dół łańcucha rynku żywności.

Panie Premierze,
Można odnieść wrażenie, że Pana administracja traktuje prawodawstwo i zalecenia organów UE dość wybiórczo, tam gdzie mogą one przynieść oszczędności budżetowe lub przysporzyć dodatkowych dochodów (kosztem rolników) są wprowadzane z wielką pieczołowitością, czasami nawet nadgorliwością, w innych neutralnych dla budżetu lub niosących ze sobą wydatki lecz poprawiające konkurencyjność naszego rolnictwa, są ignorowane. 
Takiej polityce przeciwstawiamy się zdecydowanie i zapewniamy, że swoich praw i interesów bronić będziemy wszelkimi dostępnymi w demokratycznym państwie sposobami !!! 
Jednocześnie zachęcamy do wykazania zdecydowanej aktywności w obszarach wskazanych przez Parlament Europejski w styczniowej rezolucji!!!`


Rolnicy, zgromadzeni na akcji protestacyjnej, zorganizowanej przez Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego 




ppr.pl

niedziela, 4 marca 2012

Katastrofa kolejowa na Śląsku

Wstrząsająca tragedia: 56 rannych, 16 zabitych. Pociągi wykolejone - jeden na drugim.  A ponoć wczoraj TV publicznej nie chciało się przerwać zaplanowanych programów i nadać wieści na żywo... hmmm... najwyraźniej kasa z reklam ważniejsza niż relacja na żywo z miejsca katastrofy, która mogła ta relacja pomóc lepiej zorganizować tam na miejscu pomoc dla poszkodowanych...

sobota, 3 marca 2012

Prawo autorskie typu ACTA

Indianka zastanawia się, czy to będzie przestępstwo, gdy ona nagra jak jej koza pierdzi i umieści to w internecie...? Czy to będzie naruszenie praw autorskich kozy czy nie? No bo to w końcu oryginalne dźwięki wyprodukowane przez kozę. Czy umieszczenie tych ponętnych dźwięków, które prawdopodobnie zostaną spopularyzowane przez miliony użytkowników - to złamanie prawa czy jeszcze nie?
Indianka mieszkając sobie spokojnie na swym Rancho z trudem próbuje pojąć góry absurdów, które są produkowane przez obrastający jej rancho świat zewnętrzny. Chyba postawi sobie mur 3 metrowej wysokości, okopie się i całkowicie odetnie od tych idiotów napędzanych forsą i złą wolą.
 
 

Wiosna!

Na Mazury Garbate zawitała wiosna! Słonecznie, wietrznie (wiatr zapewne przyniesie ciepłe powietrze), konie i kozy fikają radośnie po podwórku i wokół siedliska.
 
Indianka nałożyła im siana pod stajnią od strony, gdzie warzywnik ma być założony. Koni zadaniem będzie skopać starannie glebę pod warzywa. Konie ochoczo wcinają siano i jednocześnie depczą żyzną w tym miejscu ziemię.
 
Indianka w domu sieje w doniczkach nasiona warzyw, bo na dworze jeszcze za zimno dla nich. Rok temu, te warzywa co wcześnie na ogródku posiała - nie wzeszły. Widać za zimno i za mokro dla nich było i sparciały. Więc sieje na razie w domu to co się da posiać w domu.
 
Indianka siejąc warzywa myśli ciepło o tych co jej pomogli w potrzebie i ma zamiar się im odwdzięczyć w tym roku obfitymi koszami warzyw.