wtorek, 31 stycznia 2012

Put kapiszon on your head

Indianka ma miastowych gości na chacie, którzy zapragneli sielskiego życia popróbować. Goście niezwyczajni do życia na farmie zupełnie. Indianka musi ich stale nadzorować i wszystko wyjaśniać, uczyć, tłumaczyć, objaśniać. Nawet musi dbać o takie elementarne sprawy jak ubiór, bo niektórzy goście nie rozumieją, że gdy na dworze mróz trzaskający, to trzeba włożyć na głowę czapkę lub ciepły kaptur. Panienka wieczorami wysiaduje z laptopem na kolanach pod gorącym piecem w kuchni. Pod gorącym piecem siedzi z kapturem na głowie choć od pieca taki gorąc, że się mało plastikowe krzesełko nie roztopi na którym owa panna wysiaduje, ale gdy panienka idzie na dwór zapalić peta, to z gołą czachą. Indianka nie chce by jej goście pochorowali się i upomina panienkę w jej znajomych językach: "Put kapiszon on your head." :) Indianka generalnie porozumiewa się z gośćmi w języku angielskim, ale gdy trzeba dosadnie coś powiedzieć by lepiej dotarło, używa języka rosyjskiego ;) Stąd "kapiszon" w zdaniu angielskim... ;)

wtorek, 24 stycznia 2012

Po wichurze

Wichura przełamała drzewo i powaliła je na miedzę. Trzeba było poświęcić dodatkowe godziny pracy by uprzątnać drzewo z ogrodzenia i naprawić pozrywane druty i taśmy elektryczne. Drzewo pomogła uprzątnąć Indiance fajna parka z Litwy i Łotwy odpoczywająca od miasta na indiańskich włościach (ZA DARMO - do wiadomości pani z GOPSu - goście nie płacą za pobyt).

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Stan wojny w internecie

W związku z niecnymi knowaniami rządu aby ograniczyć w Polsce wolność słowa za pomocą cwanych regulacji prawnych i tym samym wprowadzić znienawidzoną przez Polaków cenzurę, która przez 40 lat rządów komunistów  w Polsce blokowała wolność słowa w naszym kraju - grupa bystrych polskich hackerów spowodowała zablokowanie stron rządowych i zagroziła ujawnieniem niewygodnych informacji na temat wielu czołowych polityków.
 
Brrrawo!!! :)))

czwartek, 12 stycznia 2012

Badanie rynku

Nooo... pora na badanie rynku zbytu :))) czyli inaczej mówiąc - popytu :)
"popyt" swoją nazwę chyba wziął od "popytam tu, popytam tam" ;))
A "podaż"? Ile dasz, tyle podasz :))) Ile podasz, tyle jest do kupienia, czyli podaż :)
Ja podaję Wam na talerzu agroturystykę na Mazurach Garbatych, a Wy popytujecie co i za ile :)))
Zatem śmiało - do ankiety przystąp.
Drodzy czytelnicy!
Ilu z Was byłoby skłonnych dać 20zł za nocleg na Rancho na Mazurach Garbatych?
Ilu wysupłałoby dodatkowe 5zł czyli razem dałoby za nockę 25zł?
Ilu machnęłoby się i rzuciło 30zł za nocleg na Rancho?
A ilu wyrwałoby sobie z kieszeni 40zł?
Ilu zaszalałoby i dałoby 50zł?
I co za tę kwotę oczekujecie? Jaki komfort? Jakie bajery?
Co was kręci w agroturystyce rodzimej???

Widząc w komentarzach, że jest temat wyżywienia, to właśnie - jak to widzicie?
Wolicie sami gotować czy zapłacić gospodyni za całodzienne wyżywienie czy poszczególne posiłki?

Ile bylibyście skłonni zapłacić za całodzienne wyżywienie.
Jakiego się wyżywienia spodziewacie? Czy to ma być 100 procent własny wyrób, czy dopuszczacie udział niedrogich a smacznych artykułów spożywczych rodem z Biedronki???


Bo tak się składa, że własnoręczny wyrób  np. serów jest bardzo pracochłonny a nawet ryzykowny, bo przy najlepszych chęciach może się czasem ser nie udać. W związku z tym z natury rzeczy takie 100 procent domowe jadło gdzie się wszystko robi od podstaw, np. piecze własny chleb na zakwasie, wyrabia świeży ser, jogurt, kefir i gotuje wszystkie potrawy po zupy w sposób naturalny a nie z proszku - takie jadło musi kosztować drożej niż to masowo produkowane dla dyskontów.


Na wsi dochodzi jeszcze sprawa dojazdu do miasta na zakupy, bo tak się składa paradoksalnie, że wiejskie sklepy są drogie - dużo droższe niż te markety w miastach i mają ograniczony wybór produktów, a także nie zawsze są one świeże. Bywa i jakość tych produktów wybitnie chemiczna np. pomidory są wodniste, bez smaku i gniją po jednym dniu co moim zdaniem wskazuje na sztuczne pędzenie przy udziale spalin - czyli podejrzewam, że te pomidorki są nasączone ołowiem, a ołów to bardzo szkodliwy związek chemiczny - zgoła nieekologiczny...


Zatem ja na ten przykład - wolę robić zakupy w mieście. Większy wybór, świeże i taniej. Ale to wiąże się z kolei z koniecznością dojazdu do miasta czyli 40km razem w obie strony. Ja samochodu nie mam, a taryfa z Olecka na Rancho kosztuje 50zł - więc jeśli mam jechać do Olecka po zakupy - no to ma to wpływ na cenę wyżywienia. No i staram się nie jeździć za często. Targać zakupy PKSem? Autobus nie dojeżdża do mojej wsi. Muszę iść 4km z przystanku do domu


Natomiast warzywka z własnego ogrodu - świeże są i pod ręką, ale same nie urosną. Trzeba się narobić, aby coś urosło. Ja nie mam traktora by zaorać sobie kawał pola i przygotować je pod warzywa. Więc mam malutki ogródek w zasadzie na własne potrzeby, ale biorę z niego warzywa dla moich gości, coby mieli trochę zdrowej zieloności okazję popróbować.


Jaja? Jeśli kury moje znoszą jaja - to są to prawdziwe jaja od prawdziwych kur wypasionych na zielonych łąkach i pszenicy. Żadnych tam udziwniaczy im nie podaję. Gdy kozy mają dużo mleka - czasem kurom daję tego mleka lub serwatki.


Kozy jeśli mają mleko to jest to pełnotłuste pełne mleko. Latem najsmaczniejsze, bo wtedy kózki zjadają zieloną soczystą trawkę i to mleko słodsze jest.


Reasumując, ile bylibyście skłonni dać za wyżywienie i jakiego się spodziewacie?
Proszę śmiało. Wezmę pod uwagę.
Pozdro,
Indianka

środa, 11 stycznia 2012

Kosztorys, biznes plan i ekonomiczny plan inwestycji

Potrzebna pomoc w opracowaniu powyższych czyli kosztorysu budowlanego, ekonomicznego planu inwestycji oraz biznes planu oraz porada jak uzyskać dotacje oraz kredyt na sfinansowanie inwestycji.
 
Kontakt:
607507811

wtorek, 10 stycznia 2012

Teren rekreacyjny w Czuktach

 
Zeszłoroczny Fundusz Sołecki wsi Czukty został wydany na "urządzenie terenu rekreacyjnego w Czuktach".
Ale czy ktoś wie, gdzie ten teren jest? Pod jakim adresem? Na czyjej prywatnej posesji???
Na wzbogacenie czyjej prywatnej posesji poszły te tysiące???
 
Fundusz Sołecki to fundusz mieszkańców całej wsi. Może on zostać wykorzystany wyłącznie na cele publiczne. Dla wspólnego dobra całej wsi.
A na co został wydany??? Czy nie przypadkiem na poszerzenie i pogłębienie prywatnych stawów męża sołtyski???
 
A publiczna droga na kolonię jak nie remontowana od 9 lat tak i nie zrobiona dalej??? Brak rowów odwadniających drogę, brak poszerzenia i utwardzenia nawierzchni, brak wytyczenia drogi reperami!!! i jeszcze złośliwie głaz uwalony na wprost wjazdu do Indianki gospodarstwa, aby było trudniej się poruszać???!!!
 
Ooo... tak to nie będzie! Takich przekrętów w tej wsi nie będzie. Już Indianka o to zadba.
 
 
Dojazd do gospodarstwa Indianki. Od wieków nie może się ona doprosić, by ten końcowy odcinek drogi prowadzący do jej gospodarstwa został porządnie zrobiony.
W całej wsi drogi porobione, tylko do niej specjalnie nic nie jest robione od lat. A ona dała Gminie za darmo 16 ciężarówek żwiru i piachu swojego! I mimo to nie robią tej drogi! Gdy lato, sucho - okay, można dojechać. Ale niech tylko deszcz popada tydzień - to dojazdu już nie ma! Woda gromadzi się na drodze, robi się błoto, woda nie ma dokąd spływać bo nie ma rowów odwadniających zrobionych. Wszędzie są rowy odwadniające w całej wsi zrobione tylko tutaj specjalnie nie zrobione. Aby turyści nie mogli do Indianki dojechać i Indianka nie miała dochodu z agroturystyki.  Oto widać chodzi! Widać chodzi o to, by jej zaszkodzić i ją zniszczyć i przejąć jej piękną ziemią za friko. I przyjeżdżają takie małpy i mówią - "sprzedaj gospodarstwo i wyprowadź się skoro nie masz z czego żyć"!!!
 
 
Latem - wąsko, wyboiście, ale chociaż sucho. Ale ten wąwóz jest z gliny. I niech tylko deszcz spadnie - robi się nieprzejezdne ciasto!
Indianka kilka lat temu dała kilknanaście ciężarówek swojego żwiru na poprawienie jakości tej drogi, ale po krótkim czasie deszcze wypłukały cały żwir z wąwozu bo brak w nim rowów melioracyjnych, którymi by spływała woda, więc woda podczas ulewy płynie całą szerokością wąwozu wymywając z niego wszystko i odsłaniając lepką glinę, w której grzezną samochody. A jak jeszcze tubylec pozwoli sobie przejechać przez to miękkie ciasto traktorem - to żłobi półmetrowej głębokości koleiny przez które żaden samochód osobowy nie przejedzie!
 
 
Karetka nie przejechała przez wąwóz. Stanęła u jego wierzchołka i czekała, aż osłabiona Indianka dowlecze się z bolącym sercem z domu oddalonego o 1 km.
Dobrze, że to nie był zawał, bo już po Indiance by było. Ale by tubylcy mieli radochę! Takie rzeczy najbardziej ich bawią - jak osadnik z miasta cierpi i ginie, to im chyba najbardziej pasuje. Taki narodek. Ale co tydzień do kościoła latają dla niepoznaki, że niby tacy dobrzy z nich chrześcijanie... ;)))
 
 
A tak wygląda droga zimą. Jakby ktoś był ciekaw, jaka głębokość w tych koleinach: 50-70cm
Mowy nie ma, aby samochód czy ciężarówka przejechała. Tym bardziej karetka niosąca pomoc chorej.
 
 
Ewidentnie widać gołym okiem, że woda stoi na drodze, bo nie ma gdzie spłynąć - brak rowów melioracyjnych.
Tylko skończony debil i porąbaniec by powiedział, że tutaj rowy melioracyjne są niepotrzebne.
Cała woda gromadząca sie na górnej części odcinka tej drogi spływa właśnie tu.
 
Podstawowe sprawy wioskowe nie są robione, za to prywata kwitnie. Za wspólne pieniądze wioskowe urządza się "teren rekreacyjny" bogatemu bambrowi.
Normalnie szok! Przecież ta prywata to woła o pomstę do nieba!
 
 

niedziela, 8 stycznia 2012

Dobre Anioły

Indiankę odwiedziły dwa Dobre Anioły. Dwoje dobrych, bezinteresownych ludzi kochających przyrodę tak jak Indianka ją kocha. Wsparli Indiankę duchowo, prowiantowo i materialnie. Podbudowali Indiankę bardzo. Pani Kasia i jej mąż Andrzej to cudowne istoty. I to polska ziemia ich urodziła! Szok, szok! Indianka już jakiś czas temu zaczęła myśleć, że polska ziemia to tylko wredne, zawistne małpy rodzi, które całe życie szkolą się w wyrządzaniu ludziom podłości. A tu tymczasem wcześniej świąteczne oznaki ludzkiego miłosierdzia od dobrych ludzi w postaci prezentów pod choinkę, a tym razem para wspaniałych Aniołów. Indianka miło spędziła czas z dwójką serdecznych ludzi. Pani Kasia tryskała altruizmem takiej wysokiej próby, że Indianka siedziała przy stole jak zamroczona z niedowierzania. Od miejscowych nigdy nie zaznała takiej empatii i zrozumienia. No, może z paroma wyjątkami. Ale generalnie to znieczulica i arogancja spotykała ją od miejscowych.
 
A tu taka odmienna postawa. Niebo a ziemia. Trudno przyswoić. Także mąż Pani Kasi - Andrzej - spokojny człowiek - emanował pozytywnym spokojem. Goście wpadli na dwie godzinki tylko, ale przez te dwie godzinki podbili serce Indianki. Indianka bardzo wybiórcza jest co do doboru przyjaciół, ale ci wspaniali ludzie podbili ją bez reszty. Postanowiła - będzie się z nimi przyjaźnić. To nie to co miejscowi pseudo "przyjaciele", którzy się od niej odwrócili, gdy była w potrzebie i szydzili z niej bezdusznie i cynicznie. Ta para, to są ludzie szlachetni, którzy przychodzą z pomocą, gdy ona jest potrzebna. To są ludzie godni indiańskiej przyjaźni. Więc zawsze będę tu mile widziani - o każdej porze roku i na jak długo chcą :) Indianka ma nadzieję, że następnym razem uda się Kasi i Andrzejowi pobyć u niej nieco dłużej.
Indianka odzyskała wiarę w ludzi i w ich przyjaźń bezinteresowną...

sobota, 7 stycznia 2012

Willa jasna i przestronna

Indianka naoglądawszy się pięknych, przestronnych izb starego, odnowionego domu na stronce: http://www.pokrzywnik.pl/ - zapałała gwałtowną chęcią upiększenia za wszelką cenę swojej biednej, niedofinansowanej chatki... Jak swój domek wyremontować nie mając dochodu ani zdolności kredytowej???
Może będzie musiała nauczyć się nowych zawodów? Może będzie musiała zostać hydrauliko-betoniarzo-elektryko-tynkarzo-kafelkarzem???
 
Indianka zmęczona, niewyspana, sfrustrowana - jednak musi coś zrobić by zmienić istniejącą sytuację. Wójt nie pomaga, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej nie pomaga, ARiMR dotacji za dwa lata nie wypłaciła, poprzednie dotacje zabrał KRUS i hurtownia budowlana - Indianka jest bez środków do życia, a co dopiero mówić o środkach na remont???
 
Sytuacja wydaje się być beznadziejna. Do kogo zwrócić się o pomoc??? Może chociaż Burmistrz Olecka ma sumienie? Indianka rozsławiła Mazury Garbate na całą Polskę, ba, nawet poza jej granice, a Gmina Kowale Oleckie bierze dotacje na promocję gminy i regionu, z Indianką ani myśli się dzielić czy w jakikolwiek ją wspomóc. To może chociaż Pan Burmistrz miasta Olecka Indiankę doceni???
 
Indianka będzie próbowała wszelkich możliwych sposobów by wydobyć się z biedy i stworzyć sobie godziwe warunki do życia. Spróbuje się nauczyć tych budowlanych zawodów. Może znajdą się jacyś poczciwi ochotnicy, którzy zechcą Indiance pomóc w remoncie choć trochę, albo wczasowicze, którzy zapłacą z dużym wyprzedzeniem za przyszłe wakacje na Rancho...

piątek, 6 stycznia 2012

Ciekawe linki

Kocham Wieś

Pokoik do wynajęcia

Osobodoba w pokoiku z łazienką na Rancho  to 20 zł dziennie.
Na gospodarstwie możliwość bezpłatnego skorzystania z internetu, roweru, wypożyczenia książki, płyty, zestawu do nauki języka angielskiego.
Niekiedy możliwość konwersacji w języku angielskim.
  
Rezerwacje: RanchoRomantica@vp.pl
Skype: CreativeIndianka
Komórka: 607507811
Rzeczka na Rancho


Oferta będzie aktualna po skończeniu remontu.

czwartek, 5 stycznia 2012

Cwaniaki i pasożyty

Indianka jest znudzona cwaniakami i pasożytami z którymi ma często do czynienia.
Ona sama na wszystko co posiada musiała ciężko pracować całe swoje życie. Za studia musiała słono płacić, za wynajem stancji musiała słono płacić. Nikt jej nie pomagał. Pracę na Zachodzie znalazła samodzielnie bez protekcji. 

Na swoje pierwsze mieszkanie w mieście zarobiła harując po 16 godzin dziennie w upiornych warunkach bujania na morzu, gdzie wymiotowała z powodu choroby morskiej i nie spała po nocach z powodu tego kołysania statku.

Ciężką harówę na statku odchorowała na lądzie. Gospodarstwo kupiła za gotówkę uzyskaną ze sprzedaży jej pierwszego mieszkania. Bank nie udzielił pożyczki na zagospodarowanie się na farmie i ruszenie z działalnością rolną i ona szarpie się tak od 9 lat by jakoś tę ziemię zagospodarować sensownie. Ma wiedzę, doświadczenie - ciągle brakuje pieprzonej kasy.

Za te niewielkie dopłaty jakie przysługują na jej gospodarstwo wynajęła traktor, kombajn - uprawiała ziemię, potem kupiła zwierzęta i narzędzia. 9 lat inwestuje każdy grosz w gospodarstwo, zwierzęta i dom i haruje za darmo 9 lat.

I gdy ona proponuje komuś wynajem całego 300m2 domu na pięknym gospodarstwie - za darmo - spotyka się z reakcjami cwaniaków, którzy żądają od niej jeszcze zapłaty za to, że za darmochę posadzą dupę jej pięknym rancho.

Więc Indianka wkurwiwszy się na ludzką bezczelność i podłość - postanowiła, że domek wynajmie za kasę. Indianka dopóki nie będzie miała 100 procent pewności, że pozostawia dom w dobrych rękach - nie wyjedzie stąd nigdzie.


Indianka pamięta, jak marzyła by mieć  kawałek własnej podłogi, własnej przestrzeni. Ma to teraz, ale za wszystko musiała drogo zapłacić. Zapracować na to. Indianka nie rozumie tych typów, co za otrzymaną możliwość bezpłatnego pobytu na pięknym rancho jeszcze domagają się zapłaty. Dla Indianki takie typy to zwykłe pasożyty.

Wynajmę dom na Mazurach

Wynajmę dom na Mazurach na pięknym Rancho na dłuższy okres czasu, 1000 zł miesięcznie lub 100zł dziennie. RanchoRomantica@vp.pl 0048607507811

Wynajmę dom na Mazurach na pięknym Rancho 1000 zł miesięcznie
(wpłata 100% ceny z wyprzedzeniem w styczniu 2012)

lub 100zł dziennie przy wpłacie z wyprzedzeniem w lutym
lub 50zł od osoby/dobę przy wpłacie w marcu i kolejnych miesiącach.

rezerwacje: RanchoRomantica(@)vp.pl
mobile: 0048607507811

300 zdjęć z rancza i okolicy na: www.garnek.pl/indianka

Opis: Dwa pokoje z własnymi łazienkami, kuchnia.
Jeden pokój dwuosobowy - widok na wschód na bocianie gniazdo
Drugi pokój 3osobowy - widok na zachód, na staw i pastwiska

Stan domu: do remontu. Wynajem po remoncie.



wtorek, 3 stycznia 2012

Kości z włości

Nadeszła pora by ruszyć swe zacne, pracowite kości,
ze swych ukochanych, pięknych, mazurskich włości :)

Wielkie zimowe sprzątanie

Indianka postanowiła, że wysprząta swój dom, zrobi zdjęcia, da ogłoszenia i wynajmie dom lub nawet całe rancho na rok czasu lub dłużej i wyjedzie za granicę do pracy zarobić na realizację swoich projektów i planów.
 
Dziś słonecznie - świetliste promienie napawają nadzieją. Indianka napaliła w piecu i zabrała się energicznie za zamiatanie kuchni i korytarza, sprzątanie bambotli itp.
Wiele pracy przed nią, zanim doprowadzi dom do porządku kwalifikującego go na wynajem.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Zimno i paskudno

Indianka bez entuzjazmu spogląda przez okno. Za oknem zimno i paskudno. Postanowione - ten dzień spędzi w domu. Nawet nie ma ochoty na obchód włości. W piecu wygasło, pora napalić, a tu rozpałki suchej nie ma, więc nie będzie łatwo. Wczoraj w domu fest napaliła, pozmywała naczynia, ugotowała obiad dla siebie i karmę dla psów, wykąpała się i wyprała ręcznie jedne portki robocze.
 
Dzisiaj nawet przyjaciół i znajomych w internecie niewielu widać. Pewnie odsypiają jeszcze Sylwestra. Ale to dobrze - przynajmniej Indianka spokojnie może się zająć pisaniem swojego CV i wyszukiwaniem pracy za granicą. Pora też ogarnąć nieco chałupę i posortować korespondencję urzędową. Z opieki społecznej znów odmowa pomocy. Te państwowe instytucje takie bezużyteczne są - jak człowiek potrzebuje pomocy, to się wykręcają byle czym od jej udzielenia. Po co takie instytucje utrzymywać? Skasować i tyle. I tak żadnego z nich pożytku nie ma. Jedna wielka ściema.
 
Po co to państwo wyłudza od ludzi tyle podatków? Ani porządnej opieki zdrowia - z bolącym zębem tygodniami trzeba latać za dentystą, ani realnej pomocy z opieki społecznej - Indianka nie ma środków do życia, a oni bez końca ją spławiają byle czym, ani poczucia bezpieczeństwa - mendy chodzą i kradną co popadnie z gospodarstwa, a policja nic nie zapobiega, nie ściga złodziei.. To państwo jest beznadziejne i jego rząd też. Jaki rząd, taka administracja państwowa, takie instytucje państwowe. Dno i wodorosty.
 
Ciekawe, czy jest w Europie jakiś sympatyczny kraj w którym warto by się osiedlić i wieść spokojne, bezstresowe życie bez poczucia bycia oszukiwanym i okradanym przez państwo.

niedziela, 1 stycznia 2012

Szczęśliwego Nowego 2012 roku, ludkowie :)

Indianka wstała z rana skoro świt, za 20 minut 6 rano była gdy się księżniczka pracowita obudziła. Zakrzątnęła się po domku. Zjadła śniadanie, upiekła chleb, nakarmiła drób, napaliła w piecu. Gdy się rozjaśniło - za oknem ukazały się oszronione łąki. "Aha - mróz." - Pomyślało dziewczę. Akuratny moment, aby przywieźć opał z pola.
Gleba twarda, zamarznięta, więc łatwiej taczkę toczyć. Zabrała taczkę i pojechała do swojego lasku pozbierać suche gałęzie. Zanim do niego dojechała, już się zmęczyła tą wędrówką z taczką. Jakaś taka słaba jest. Grypa Indiankę osłabia.
 
W międzyczasie dostała dwie ciekawe propozycje pracy za granicą - jedną w Londynie, a drugą w Norwegii i w związku z tym rozgląda się za kimś odpowiednim, kto by się zaopiekował jej farmą, gdy ona wyjedzie. Ma kilka ciekawych propozycji które wymagają omówienia szczegółów. Indianka nie wyjedzie za granicę, dopóki nie będzie pewna na sto procent, że swoje zwierzęta, dom i farmę powierza w dobre ręce.