wtorek, 27 listopada 2012

Apel Do Ministra Rolnictwa O Przywrócenie Prawa do Uboju Gospodarczego na Gospodarstwie



Tylko Indianka wie, jak wielkim problemem jest wymuszony ubój zwierząt w rzeźni, gdy nie ma się własnego transportu ani pieniędzy na jego wynajem, by zwierzę dostarczyć do rzeźni. Tylko Indianka wie, jak wielkim problemem jest znalezienie rzeźni, która zajmuje się ubojem kóz. Indianka nie zna, żadnej rzeźni w okolicy, która by się tym zajmowała.

Nikt kto wprowadza problematyczne przepisy bez uzgadniania ich z rolnikami, nie zadał sobie trudu, by wyliczyć koszty transportu zwierzęcia tak nisko cenionego jak koza. Niejednokrotnie ludzie sprzedają kozy po 50zł. A ile kosztuje transport do rzeźni i ubój w rzeźni? Ktoś to policzył? Indianka ma dosyć absurdów mnożonych w polskim ustawodawstwie.

Jej zdaniem, każdy rolnik powinien mieć pełne prawo uboju przez siebie wyhodowanego zwierzęcia na swoim gospodarstwie. Państwo polskie nie powinno tego prawa odmawiać ani ograniczać.

Od setek tysięcy lat ludzie hodują zwierzęta na swoich gospodarstwach i na swoich gospodarstwach je ubijają.
Nie robią tego gorzej, niż robią to rzeźnie. Często lepiej i bardziej humanitarnie i fachowo niż robią to rzeźnie.

Dawniej, gdy ubój kóz na gospodarstwach nie był zabroniony ani utrudniony – Indianka wynajmowała znajomego amatora rzeźnika, który bardzo fachowo ubijał koziołki. Robił to lepiej, niż później wynajęty profesjonalny rzeźnik z rzeźni. Lepiej i na dogodniejszych dla Indianki warunkach (np. rozliczenie polegało na wynagrodzeniu w naturze np. podarowaniu jednego koziołka). 

Natomiast wynajęty rzeźnik z rzeźni chciał forsę i to dużo forsy. Plus doliczał sobie drogo dojazd. Jego robota, przynajmniej przy pierwszej krowie była byle jaka, mimo podwójnego wynagrodzenia. Mięso z chorej krowy było przeznaczone dla psów, ale stawkę zażądał jak za fachowe sprawienie i poćwiartowanie mięsa dla ludzi – więc powinien był to zrobić porządnie. Jednak wtedy odwalił kichę i porąbał to mięso byle jak, tak że zajęło aż dwie zamrażarki. W dodatku Indianka wtedy miała wypadek i nie była w stanie tego z grubsza porąbanego mięsa porąbać na mniejsze, wygodniejsze do ułożenia w zamrażarce kawałki. Przy drugiej krowie Indianka przypilnowała rzeźnika, aby nie odwalił kichy, tym bardziej, że druga krowa była już dla niej do jedzenia. Była zbadana itd. Zmieściła się w prawie jednej zamrażarce. Warto mieć wybór. Wybór jest gwarancją jakości usługi, a nie przepisy odgórne. Co do sposobu uboju – to bardziej humanitarnie i fachowo przeprowadzał ubój znajomy Indianki, a nie uprawniony rzeźnik. Gdyby ubój na gospodarstwach nie był teraz zabroniony – to Indianka by wybrała do przeprowadzenia uboju zręcznego znajomego, a nie tego kosztownego i byle jakiego rzeźnika.

Niestety, z powodu utopijnych przepisów – Indianka musiała zrezygnować z uboju gospodarczego na swoim gospodarstwie, a nie stać jej by szukać gdzieś nie wiadomo gdzie rzeźni by zabić koziołka.
Tak więc nadwyżkowe koziołki trzeba sprzedać albo czekać aż same padną ze starości.

Przez ten durny przepis Indianka też rozważa rezygnację z hodowli kóz i zaangażowanie się w hodowlę takich zwierząt, których ubój na gospodarstwie jest nadal dozwolony. Czyli drobiu, królików. Tyle, że na Mazurach, pod lasem w sąsiedztwie dziczy trudno jest hodować małe zwierzęta, bo są narażone na dzikie drapieżniki takie jak: lisy, kuny, wydry, jastrzębie oraz wałęsające się psy wiejskie. Choćby nie wiadomo jak dobrze strzec małych zwierząt – wystarczy jeden podkop lisa i już po królikach. Wystarczy jedna kuna nad kurnikiem – i sto kurczaków uduszone w ciągu 3 dni. Wystarczy jeden czy trzy jastrzębie – i stadko 40 kur nieżywe w ciągu kilku godzin.

Więc jest cholernie ciężko gospodarzyć gdy co rusz aroganccy jajogłowi, którzy absolutnie nie liczą się z gospodarzami ani z realiami gospodarzenia – co rusz nowe utrudnienia wymyślają.

Wymuszanie na biednym rolniku – posiadaczu kilku kóz lub jednej krowy – kosztownego uboju w rzeźni – to jest działanie na szkodę rolnika i nadmierne oraz nieuzasadnione ingerowanie w produkcję rolną.

Skoro rolnik ma prawo cały rok zapierdalać przy bydle – ma też moralne i profesjonalne prawo zabić swojego byczka, baranka lub koziołka na swoim gospodarstwie, bez ponoszenia zbędnych kosztów transportu i usługi rzeźniczej, oraz bez bycia okradanym z co wartościowszych tuszy rzeźniczych.

Zabranianie uboju gospodarczego rolnikowi to jest pogwałcenie swobód obywatelskich rolnika. Nawet za czasów niesławnej pańszczyzny chłopi pańszczyźniani mieli prawo do uboju zwierząt na gospodarstwach.

Dlatego Indianka apeluje do Ministra Rolnictwa o przywrócenie rolnikom prawa do uboju gospodarczego zwierząt na gospodarstwach. Apeluje w swoim imieniu i w imieniu wszystkich rolników polskich.

19 komentarzy:

  1. Jak twoja petycja ma się do informacji publikowanych przez instytucje Państwowe, np.:

    http://www.kpodr.pl/index.php/w-unii-europejskiej/59-doradztwo/1292-uboj-gospodarczy

    http://www.wodr.poznan.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=1436:ub%C3%B3j-zwierz%C4%85t-gospodarskich-na-u%C5%BCytek-w%C5%82asny&Itemid=173

    gdzie w ogólnym ujęciu można ubijać na potrzeby własne przy spełnieniu podstawowych wymogów (zgłoszenie do ARiMR, wykonanie badań mięsa, humanitarny i doświadczony rzeźnik, utylizacja odpadów).

    Która część przepisów uniemożliwia Ci taką procedurę?

    Pozdrawiam,
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda część jest do dupy.

      Podczas uboju gospodarczego musi być obecny cały korowód ludzi, za których obecność musisz słono zapłacić, poza tym nie ma rzeźników którzy jeżdżą po gospodarstwach.

      Zapłać weterynarzowi za to że jest obecny podczas uboju, zapłać jemu za dojazd za który liczy jak za kurs taryfą.

      Zapłać rzeźnikowi i za jego dojazd za który liczy sobie jak za kurs taryfą.

      No i utylizacja tych "niebezpiecznych" części koziołka. co z tym zrobić? Wzywać Bakutil?
      Płacić za utylizację łba i kawałka kręgosłupa 50zł? A Bakutil przyjedzie? Opłaci mu się przyjechać po taki drobiazg?
      Czy będę musiała wieźć go 100km do utylizacji?

      Ale najfajniejsze, że musisz zbudować rzeźnię na miejscu aby móc legalnie na gospodarstwie ubijać zwierzynę.

      No i teraz odejmij od tego wartość koziołka i zobacz ile będziesz na minusie.

      Cała zakichana procedura kosztuje kilkaset złotych (nie licząc budowy rzeźni), a wartość koziołka na rynku to średnio 50zł.

      Gdyby to było łatwe i proste i tanie to bym nie narzekała, a setki tysięcy rolników po cichu by nie ubijało swoich zwierząt w skrytości.

      Ciekawe, że takiej upiornej procedury nie ma przy odstrzale dzikiej zwierzyny.

      Możesz sobie zastrzelić i poćwiartować dzika na miejscu, zamiast wozić go do rzeźni.

      Myśliwi są lepiej traktowani niż polscy rolnicy. Mają przywileje, jakich przeciętny rolnik nie ma.


      Usuń
    2. Żeby nie być gołosłowna, to gdy zamówisz u mnie mięso koziołka za którego mięso bym chciała np. 300-500zł - doliczę ci koszty tych panów. Koziołek ci wyjdzie z 1000zł.

      Albo zrobię inaczej. Sprzedam ci koziołka po 300zł a ty sobie sam go ubij przy zachowaniu tej całej kosztownej procedury.

      I skacz z radości pod sufit, że za koziołka wartego 300zł zapłacisz w sumie 800zł.

      Usuń
    3. Szukałem i nie znalazłem wymogu zwoływania grona osób które wymieniasz (i ponoszenia z tego tytułu wspomnianych kosztów).

      Może to jest myśl, zainwestować w przydomową rzeźnię, skupywać koziołki po 50 zł, przechować, zabić i serwować swojskie świeże i delikatne mięsko miastowym - po 50 ale za kilo.

      Co do myśliwych to:
      1. Opłacają regularnie nie małe składki członkowskie (bez względu na to czy coś ustrzelą czy nie).
      2. Jeżeli nie 1. to muszą odpracować zazwyczaj fizycznie tzw. czyn w kole do którego przynależą.
      3. Muszą ponieść koszty przygotowania (2 lata fizycznej roboty za darmo) i zdania egzaminów dających właściwe uprawnienia (liczone w setkach zł).
      4. Zakupić broń: używana - da się znaleźć od 1000-1500zł (czasem na drugim końcu Polski), nowa od kilku do kilkunastu tysięcy zł.
      5. Ponieść koszty systematycznego szkolenia strzeleckiego (jeden nabój to koszt 5-10 zł, a trzeba ich wystrzelić nawet kilka-kilkadziesiąt jeśli ktoś jest mniej wprawiony). Bez zdania corocznego egzaminu strzeleckiego zabierane/wstrzymywane są uprawnienia.
      6. Zawieść próbkę zdobytego zwierza do badania i ponieść tego koszt.
      7. I na koniec zapłacić za każdy kilogram ustrzelonego zwierzęcia. Stawka ulgowa dla myśliwych około 5-10 zł za każdy kilogram.

      Pozdrawiam,
      Michał

      Usuń
    4. Michał - ja czytałam te przepisy.
      Musi być obecny weterynarz i rzeźnik uprawniony. Zwierzę ubijane na gospodarstwie nie może być starsze niż półroczne.

      Każdemu musisz zapłacić za usługę plus dojazd.
      Tutaj nie ma rzeźników, którzy jeżdżą po gospodarstwach.

      Najbliższego znalazłam w Augustowie i musiałam mu zapłacić za dojazd słono.

      Skoro twierdzisz, że to jest takie proste i tanie - zorganizuj taki legalny ubój na moim gospodarstwie na swój koszt.

      Ja ci opylę koziołka za jedyne 300zł a ty dołożysz się do całej tej procedury i ją zorganizujesz na swój koszt.

      Usuń
    5. W przypadku sprzedaży ja przynajmniej zarobię te 300zł, ale w momencie, gdy bym chciała dla siebie ubić moje własne zwierzę, to praktycznie nie mogę, bo nie stać mnie na opłacenie tych panów. Więc co? Mogę hodować i mogę głodować jednocześnie? To nazywasz swobodą obywatelską?
      żebym nie mogła swojego własnego zwierzęcia zjeść gdy jestem głodna?

      Usuń
    6. Pierwotnie koziołek miał być za 50 zł, a tu już go trzech stów podrożał :)

      Miałem swojego czasu styczność z przepisami prawa (dot. dobrostanu, uboju i transportu zwierząt hodowlanych - posiadam nawet licencję od Powiatowego Lekarza Weterynarii) więc temat mnie zainspirował. Wymogu, że oprócz rzeźnika ma być obecny jeszcze lek. wet. nie znalazłem, stąd padło moje pytanie.

      Zastanawiałem się też nad zapisem mówiącym o wieku zwierzęcia do uboju w domu (6 m-cy). Czy dotyczy on wszystkich dużych zwierząt, czy tylko cieląt (czytając przepisy takie odnoszę wrażenie).

      Na koniec idea nr 2: czy koszt nie uśredni się gdy zrobisz ubój np. 10 sztuk za jednym zamachem (przynajmniej dojazd będzie jeden a nie 10 razy liczony, właściwie 20 bo lekarz i rzeźnik). Prowiantu na cały rok dla Ciebie i gości pod dostatkiem (oczywiście częstowanych wyłącznie dla spróbowania :).

      Znajomi obrabiają świnki na swoich wsiach i przywożą mięso do miasta, bo sprawdzone, tańsze i nie trzeba co tydzień do marketu wędrować. Dowód, że jednak ktoś to robi. Nie dla zarobku/biznesu ale na własny użytek, jak mówi definicja.

      Wyliczone wg Ciebie 800 zł podzielić przez powiedzmy 40 kg mięsa = 20 zł/kg - czy to dużo ?? Kurczak niewiele tańszy, a mięso jednorazowo zapakowane do zamrażalnika, nie trzeba 5 razy do miasta jeździć (więc już jest pewien zwrot z inwestycji).

      Michał

      Usuń
    7. Po 50zł sprzedaje koziołka ktoś, kto chce się go pozbyć, bo nie wie co z nim zrobić. Nie ma wielu kupców na kozinę. To rzadkość.

      Ciąża kozy trwa pół roku i w tym okresie koza je za dwoje. Potem odchów koziołka przy matce trwa do pół roku i w tym czasie matka musi jeść za dwoje i koziołek też je. Pasza nie jest za darmo. Tak samo odrobaczanie, suplementy i leczenie gdy zajdzie potrzeba.
      Weterynarz za sam dojazd bierze po 50zł - jak taryfa.

      Nie ma sensu dopłacać do hodowli koziołka.
      Koziołek w cenie 50zł to koziołek grubo poniżej kosztów hodowli.

      Jeśli ktoś miałby sobie zarabiać na sprzedaży koziny, musiałby brać około 300-500 złotych za sztukę. Albo więcej. Nigdy nie mierzyłam, ile moje zwierzęta jedzą. Jedzą do woli, a pasza droga. Tylko w okresie letnim mam paszę "za darmo". Tylko to darmo to nie jest prawdziwie za darmo, bo po to by te koziołki miały gdzie hasać, musiałam wybulić masę kasy na zakup ziemi. Także butelka odrobaczenia kosztuje 60zł, lizawka 11zł i trzeba to przywieźć z miasta - PKS w obie strony to 20zł, a taryfa 50zł.
      Same pieprzone kolczyki to obecnie koszt 12zł od sztuki. Kolczykownica: 120 zł.
      Kolczykowanie zwierząt - okropnie nieprzyjemna dla hodowcy i zwierzęcia czynność.

      Usuń
    8. Poza tym, cwany Michale - ja ci sprzedam koziołka za 50zł, pod warunkiem, że kupisz paszę dla jego matki i dla niego, kupisz suplementy, kupisz odrobaczenie, kupisz mu kolczyki, kołek i linkę oraz obrożę lub siatkę ogrodzeniową i pastuch elektryczny (800zł), wybudujesz mu koziarnię i kupisz i zamontujesz wyposażenie tej koziarni w żłoby i drabinki na siano oraz uwiązy, zrezygnujesz z wakacji - no bo koziołka trzeba cały czas doglądać, więc nie możesz nigdzie wyjechać...
      No i kup ziemię i obsiej ją trawą i czerwoną koniczyną. Jak spełnisz te wszystkie tanie i łatwe warunki - wtedy ci koziołka sprzedam za 50zł ;)

      Usuń
  2. Popieram w całej rozciągłości. Można przecież zorganizować ubój zwierząt w gospodarstwie w sposób humanitarny ( jakby w rzeźni taki był ha ha ) a moim zdaniem wożenie zwierząt , to po pierwsze dodatkowy stres zwierzęcia, dodatkowe koszty rolnika i w dodatku zero pewności czy dostane z powrotem moje ekologicznie trzymane zwierze czy sąsiada pasione antybiotykami i resztkami paszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnej rzeźni nie ma humanitarnego uboju.
      Zacznijmy od tego, że żaden ubój nie jest humanitarny. Chodzi tylko o to, by zwierzęta przeznaczone na rzeź nie cierpiały więcej, niż to jest konieczne.

      Hodowcy dbają o swoje zwierzęta, przywiązują się do nich i dbają, by śmierć była szybka i możliwie bezbolesna.

      Każda krowa która jedzie do rzeźni przeżywa stres:
      stres transportu
      stres oczekiwania przed rzeźnią
      stres i panikę w samej rzeźni
      potworne przerażenie przed i w trakcie uboju

      Moje zwierzęta dawniej ubijane na moim gospodarstwie były tak ubijane, że do ostatniej chwili były spokojne, nie spodziewały się co je czeka i umierały w zaskoczeniu, a nie w przerażeniu.
      Umierały nie w oślizgłej od krwi i brudnej ciemnej komory - ale na zielonej, czystej trawce pod błękitnym niebem.

      Po to się hoduje zwierzęta, aby je ubijać na mięso w odpowiednim momencie.

      Ważne, by robić to w sposób nieokrutny, nie znęcać się niepotrzebnie, nie bić, nie katować. Zrobić to szybko i sprawnie, z zaskoczenia, w dobrze znanym zwierzęciu otoczeniu. Oszczędzić mu stresu transportu i oczekiwania na śmierć. Zwierzę najbardziej cierpi gdy przeraźliwie się boi, a w żadnym miejscu zwierzę się tak przeraźliwie nie boi jak w obcej, cuchnącej krwią rzeźni przepełnionej przerażonym rykiem umierających zwierząt.

      Usuń
    2. No i oczywiście oddając zwierzę do rzeźni nie mam żadnej pewności, czy rzeźnik po kryjomu nie odkroi sobie 20kg najlepszej polędwicy, albo jak wskazała Sarenzit - że nie zamieni mojego, pięknęgo, ekologicznego, marmurkowego mięsa najwyższej klasy z jakąś pasioną antybiotykami chabetą sąsiada o dużej zawartości tłuszczu i kości i małej zawartości mięsa chudego.

      Zabijając swoje zwierzę u siebie - wiem co jem.

      Także resztki z uboju trafiają do moich głodnych psów, a nie do kanału jakiegoś.

      Sama krew z bydlaka jest cudowna do wyrobu kaszanki.

      Usuń
  3. Michał, Ty czytałeś jakieś stare przepisy. Od niedawna są nowe zaostrzone i wg nich musi być obecny podczas uboju na gospodarstwie: weterynarz i rzeźnik, mózg i kawałek kręgosłupa (jako groźna broń biologicznego rażenia społeczeństwa ;)) ) musi być utylizowany (mimo, że mózg jest niezbędny do naturalnego wyprawienia skóry po tym koziołku, tak by była miękka).

    Zwierzę można zabić w wieku do pół roku - starsze musisz wieź do rzeźni. Obojętnie czy jest to byczek, baranek czy koziołek.

    "czy koszt nie uśredni się gdy zrobisz ubój np. 10 sztuk za jednym zamachem "

    Uśredniłby się, gdybym miała do uboju 10 koziołków a nie jednego.

    Gdybym miała 10 koziołków, to też bym wolała ubić jednego miesięcznie, a nie wszystkie naraz, bo w tej chwili mam zepsute obie zamrażarki.

    Jeden koziołek prawie się mieści w małej zamrażarce lodówkowej. Tyle mi by wystarczyło na moje potrzeby.

    Prąd jest drogi, a zamrażarki mają ogromny pobór mocy. Po co mam przepłacać za prąd?

    Poza tym ubój, ściągnięcie skóry i patroszenie jest męczące i zajmuje sporo godzin dziennie.
    dokładne oskórowanie i wyprawienie skóry to też pracochłonne zadanie. Także wystarczy taka jedna akcja na miesiąc.

    Dodam, że rzeźnikom nie chce się dokładnie oskórować skóry i trzeba po nich poprawiać, co jest trudne.
    Łatwiej zrobić od razu sztukę porządnie, niż potem męczyć się ze skubaniem plastrów mięsa ze ściągniętej skóry.

    Dodam, że świeżo ściągana skóra jest ciepła i miękka i dość komfortowo się ją ściąga, natomiast skóra zimna i oślizgła jest okropna w dotyku. Ja nie mogę takiej dotykać, bo dostaję bóli reumatycznych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak więc lepiej jest oskórować dokładnie jedną sztukę niż byle jak kilka sztuk i potem się męczyć z mokrą, zimną, śliską skórą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może trzeba robić jak za okupacji. Schować swe zbiory i zwierzęta w leśnych kryjówkach. Jak opowiadała mi babcia mojej żony. Unia = okupant. Może porównanie jest niezbyt zgrabne i nie na miejscu ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy coraz bardziej skrępowani unijnymi przepisami i dyrektywami. I chociaż nikt zbrojnie nas nie najechał to życie nasze skomplikowało się bardziej, jakbyśmy popadli w jakąś zależność, stając się przy tym, nie wiedzieć czemu, znacznie kosztowniejsze. Osobiście nie mam tego typu problemów z ubojem zwierząt gospodarskich bo póki co hoduję tylko króliki i kury. Ekologicznie rzecz ujmując wnętrzności z moich królików trafiają do dołu w lesie w całości wraz z ich zawartością. Z przewodu pokarmowego świni da się wykorzystać każdą niemal część. Zatem czym różni się "zagospodarowanie" wnętrzności z 15 królików od utylizacji bebechów jednej świni? Masa jest przecież podobna. Tyle, że ja nie potrzebuję żadnej zgody na swój ubój gospodarczy(na własne potrzeby) a hodowca rzeczonej świnki już tak. I to nas różni. Nie różni nas natomiast to, że obaj chcemy zjeść kawałek doskonałego mięsa: bez GMO, antybiotyków i wysokobiałkowych dodatków paszowych w postaci soi, która obca była naszej śwince i królikowi, ze względu na szerokość geograficzną, przez całe wieki.
    Weterynarz, z którym spotykam się dwa razy w roku przy okazji zakupu szczepionek dla królików ma na szczęście zdrowe podejście do "unijnych dyrektyw". Raczej przymyka oko na praktyki bicia niezakolczykowanych świnek. I jeśli "życzliwi" sąsiedzi nie doniosą o procederze komu trzeba to życie może nadal być łatwe i dużo tańsze jak pod protektoratem Unii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadza się, że wielu wyrozumiałych weterynarzy przymyka na szczęście oko w niektórych rejonach Polski, ale nie w moim. No i nie chciałabym, aby wredne przepisy dawały nieżyczliwym ludziom w garść oręż do zwalczania rolnika. Rolnik powinien się czuć bezpieczny, powinien czuć wsparcie od służb weterynaryjnych i od strony prawa, a nie czuć się szczutym na każdym kroku.

    Przede wszystkim te wszystkie przepisy są wymyślane dla rolników przez nierolników. Nikt nie pyta o zdanie rolników, którzy mają podlegać tym coraz bardziej wyśrubowanym i absurdalnym przepisom.
    W moim odczuciu to jest łamanie praw człowieka.
    Łamanie praw rolnika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aby ubić krowę, byka, kozę, owcę, świnię - potrzebna zgoda weterynarza, jego obecność i rzeźnik z kwalifikacjami, który tego zwierzaka zabije.

    Małe zwierzęta, typu: króliki i drób - nie wymagają takich asyst. Na razie.

    Strusiu bywa większy od koziołka, ale jest "drób", więc można go ubić :)
    Nigdy nie chciałam hodować strusiów, ale jeśli ma mi to ułatwić ubój - to pomyślę o strusiach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Obwarowanie prostych czynności regulacjami jest niczym innym zamachem na podstawowe prawa człowieka. Przepisy o których piszesz Indianko wprowadzane są tylko po to by... kontrolować żywność. Kto kontroluje żywność ten kontroluje ludzi. Wg agendy "elit" człowiek musi być zdany i uzależniony od "elit". To co to Tobie i również mi wydaje się naturalne i oczywiste można nazwać wolnością i niezależnością.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oh my goodness! Incredible article dude! Thanks,
    However I am encountering issues with your RSS.

    I don't know the reason why I am unable to subscribe to
    it. Is there anybody having identical RSS problems?
    Anybody who knows the solution will you kindly respond? Thanx!!

    OdpowiedzUsuń

Witajcie na moim blogu droga armio czytelników :)
Owocnego budowania praworządnego, prawdziwie demokratycznego państwa polskiego w roku 2017 :)

Dużo miłości, radości, bliskiej, kochającej osoby, smacznego jadła, ciepłego domu, dobrobytu :)

Zostaw dobry człowieku dobre i mądre słowo :)
A podpisz się jakoś, choć przydomkiem :-)

Od lutego 2017 zmiana zasad komentowania. Mogą komentować wszyscy.

Wiem, że osoby życzliwie komentujące ze swoich kont, były atakowane przez pedalsko-lewackie bydło, które mnie zwalcza. Teraz będą miały możliwość wypowiadać się bezpiecznie, czyli anonimowo.

Wszystkie komentarze oczywiście moderuję. Komentarze złośliwe, urągające, obraźliwe - będą konsekwentnie usuwane.

Na komentarze sensowne odpowiadam na bieżąco, przynajmniej próbuję, w miarę możliwości.

=================================
Do wrogów Indianki i Polski:
Treści wulgarne, kłamliwe, oszczercze, manipulacyjne, antypolskie będą zmoderowane.
Na posty obraźliwe obmierzłych gadzin nie mam zamiaru odpowiadać, a jeśli odpowiem - to wdepczę gada w błoto, tak, że tylko oślizgły ogonek gadziny nerwowo zamerda.

Do spammerów:
Proszę nie wklejać na moim blogu spamu, bo i tak zmoderuję i nie puszczę.

Please no spam! I will not publish your spam!