czwartek, 30 kwietnia 2009

Porwanie na zakupy

Dzisiaj z rańca zostałam porwana na zakupy do Ełku przez znajomych. Ja już sobie odpuściłam ten wyskok do miasta, bo mam tu co robić i w ogóle nie byłam przygotowana do tego wyjazdu, ale znajomi pomogli mi wydoić krnąbrną krowę i przekonali, żeby jednak pojechać. Zostałam wyrwana jak Indiana Jones z buszu :))) I tak czułam się w tym mieście... Jak Indiana Jones :))). Kolega załatwiał swoje sprawy, a ja ruszyłam na zakupy. Ostro poleciałam z tymi zakupami. Już nie starczy na okienka :P Chyba jestem zakupoholiczką. Normalnie wpadłam w jakiś trans. :)))))) Chyba się muszę leczyć :)))). Ale jest w tym trochę winy pana pomiarowca od okienek, bo zniechęcił mnie perspektywą 3 tygodni czekania na okna, poza tym nie przysłał obiecanej wyceny, a mi się nie chce tak długo czekać. Chcę coś działać już teraz. Chcę mieć normalne warunki w domu, a nie wieczny rozpiździaj... :) No i zaczęłam robić zakupy i poleciałam z nimi na maxa... Są tego jednak duże plusy... Wyremontuję jeden pokój i może kuchnię. NARESZCIE.

środa, 29 kwietnia 2009

Boże, jak pięknie!

Jak pięknie wokół i cieplutko! Zabieram się za obrządek zwierzyny i porządek na siedlisku... :)

Gee... how hungry I am!

Ale mnie ssie... o kurka wodna...Trzeba jakieś pożywne śniadanko zmontować.
śmieciarze już z rańca byli i próbowali otworzyć ledwo zapiankowane drzwi!
chwila moment i by zepsuli misterną robotę. Jak to trzeba uważać na ciołków?
Chwila nieuwagi i taki spsuje czyjąś pracę.
Kury wypuszczone - dziobią z upodobaniem trawkę. Klomb zabezpieczony częściowo siatką z beli siana. Trochę to słabe i się rwie, ale jakaś to zapora. Lepsza taka, niż żadna. 5 żonkili zakwitło i niech zakwitną pozostałe. Dzisiaj zakończę osłanianie rabaty przed kurami i kozami tą zwiewną pajęczynką.
Siatkę nareszcie dostałam. Wykorzystam ją gdzie indziej. Mam co grodzić.
W razie porwania pajenczynki, założę plastikową siatkę. Zostało mi jeszcze kilka kawałków zielonej siatki. Trzeba pozostałe cenne drzewa pozabezpieczać przed kozami-wandalami.
Karma dla kurczaków zamówiona. Powinnam dostać lada dzień. Jest na tyle ciepło, że warto by było kurczaczki na dwór wypuścić. Tylko muszę je dobrze zabezpieczyć. Zmontować im jakieś bezpieczne ogrodzonko.
Koniom i krowom, królikom - trzeba dać owsa.
Kozy i krowy wydoić. Ser nastawić. Mam co robić.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Umorusana - but happy :)

Nareszcie coś drgnęło. Wstawiłam nowe drzwi od południa i od północy.
Wykuliśmy ze znajomym dziurę w ścianie. Głównie on kuł oczywiście. Sprawnie mu poszło.
Pięęękny widok był na południe przez moment. Aż przez chwilę pożałowałam, że jednak nie wstawiłam w tym miejscu szklanych drzwi, tak jak pierwotnie zamierzałam.
Prześliczny widok na łąki, pastwiska, sadek, rzeczkę, drogę - po prostu cudo.
Ale pełne, mahoniowe drzwi z dużym witrażem też ładnie się prezentują. Namęczyliśmy się z nimi dzisiaj większość dnia, bo lekko zwichrowane się okazały i nie można było ich dobrze wpasować w otwór o tym samym rozmiarze. W końcu je wcisnęliśmy. Miałam w tym swój znaczący udział - wbrew znajomemu, który strasznie oburzony był, że kobieta zabiera głos w sprawach remontu: "Pani się na tym nie zna!!!" - zeszlifowałam flexem resztki zaprawy z cegieł i lekko podszlifowałam te cegły - i dopiero wtedy te drzwi wcisnęliśmy w ciasny otwór.
Natomiast z drzwiami od północy poszło łatwo - myk i zapiankowane już. Kotwy wkręcimy za parę dni, bo znajomy jutro nie może, a poza tym trzeba świetlik zamówić nad te drzwi. Stare drzwi na razie jeszcze zostały, bo nad nowymi brak tego świetlika i by mi tu wiało i było zimno nocami.
Mój dom dzięki tym nowym drzwiom zrobił się od razu jakiś taki przyjemniejszy, zwłaszcza dzięki tym południowym drzwiom. Dużo przyjemniej wychodzi się przez południowe drzwi z pięknym widokiem, niż przez te północne.
Graciarnia została odblokowana i niebawem mam nadzieję zyskać podłogę w tym pomieszczeniu.
Trzeba też hydraulikę poprawić, bo po wybiciu otworu na drzwi, okazało się, że rurki nieco za wysoko zamontowane.
Póki co, muszę zainterweniować w gminie, bo mi woda zalewa piwnicę - główny zawór cieknie.
Tak sobie marzę i rozmyślam, że chyba przerobię ganek na kurnik i będę wchodzić do domu tylko od południa.
Tyle, że schody jakieś muszę zrobić drewniane. I tak kury się pchają na ten ganek pasjami.
Chyba urządzę im tak kurnik. Przy najmniej na razie. Jeszcze się zastanowię nad tym.
Ganek cieknie. Przydałoby się coś zrobić z daszkiem. Poza tym to dobre miejsce na skład drewna.

Może urządzę tam właśnie skład drewna? Pomyślę.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Bernadetta zainseminowana...

Simentalem mlecznym o dźwięcznym imieniu Bingo :)))
Na razie się krowiszonowi upiekło. Ma rok na poprawę zachowania. Jak będzie dalej mnie wkurzać, to pojedzie do rzeźni za półtora roku. Niam.
 
 

Spiąca!

Krowiszon wczoraj dał mi popalić. Czuję się połamana i śpiąca. Na wpół śpiąca realizuję różne sprawy. Muszę się zdrzemnać chociaż troszkę, bo oczy mi się same zamykają. Dobraaanooc...

Bernadetta doprowadziła mnie do szału!!!

Krowiszon przegiąl na całej linii!!! To się w głowie nie mieści, co wredne, krnąbrne krówsko wyprawiało dzisiaj!
Wkurwia mnie ta krowa! Potnę bydlę na kotlety!!!

niedziela, 26 kwietnia 2009

Karma dla kurczaków

Wpisałam w przeglądarkę: "Karma dla kurczaków" i wyskoczyły liczne propozycje zakupu "karmy z kurczakiem" ;)))))))
 
Muszę kupić w internecie karmę dla kurcząt, bo skończyła się kilka dni temu, a lokalny dostawca boi się wertepów drogi gminnej przed moim gospodarstwem i ma opory przed dowiezieniem karmy na gospodarstwo.
 
Kurierzy mają wyższe nadwozia swoich samochodów dostawczych, a listonosz zahartowany w jeździe po wertepach, to któryś z nich mi ją dowiezie bez problemu.
 
W przyszłym roku koniecznie muszę sobie kupić jakiś pojazd, bo jest mi za cieżko i za trudno bez własnego środka lokomocji i nie chcę nadużywać biednego listonosza. On i tak ma co robić.
 
 
 
 
 

Kozina - przepisy z australijskiej farmy

Goat-meat is eaten in more households worldwide on a daily basis than any other meat.
It is healthy, low in fat and cholesterol and is versatile for many styles of eating

Quality kid meat is beautiful and rivals top quality lamb. Milk fed kid meat or capretto is so tender and can be enjoyed in so many ways

You can bake or stew goat just like lamb, and the following are just some of my favorite goat-meat recipe ideas, and goat-curry is my favorite meal.

Przepisy na mięso kozie

Torba odpowiedzi

Znalazłam ciekawą witrynę pt. Torba z Odpowiedziami ;))) http://www.answerbag.com/
Zadajesz pytanie i czekasz na odpowiedzi z całego świata :))))) Haha... fajne... :))))

Hungry

I am a sort of hungry. It's time to prepare a breakfast. What shall I eat today?
I think - something nutritious. Lots of work in front of me. Gee... how hungry I am... :)

sobota, 25 kwietnia 2009

Chory thriller

W TV chory thriller. Psychodeliczny i spocony. Nie podoba mi się, ale nie chce mi się wstawać by zmienić kanał :)

Fajne przepisy

Znalazłam fajne przepisy z wędrówek kulinarnych Roberta Makłowicza. Cieszę się. Uwielbiam ten program, a zwłaszcza sposób prezentacji wykonania różnych oryginalnych potraw.
Niestety, jak na razie nie mogę dotrzeć do polskojęzycznych przepisów na kozinę. Niewiele ich albo szczątkowe.
Trzeba będzie znowu poszperać na amerykańskich stronach.

piątek, 24 kwietnia 2009

Sucha wiosna

Z jednej strony dobrze - jest dojazd do mojego gospodarstwa, ale z drugiej strony źle - ziema bardzo sucha, trawa słabo rośnie.

środa, 22 kwietnia 2009

Centrum dowodzenia - Rancho!

Centrum dowodzenia Rancho Romantica de Red - rusza od dzisiaj z kopyta! Manewry wiosenne w toku!

wtorek, 21 kwietnia 2009

Wiosna pracowita

A zanosi się na jeszcze pracowitszą. Dziesiątki czynników do ogarnięcia - a wszystko to jeden mózg musi ogarnąć i uporządkować oraz w sensowne działania zorganizować. Po chwilowej stagnacji - nareszcie progres na widoku.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Strasznie śpiąca...

Strasznie śpiąca dziś jestem od samego rana - nie mogę się dobudzić.Strasznie bolą mnie ręce.
Raz po raz zamykają mi się oczy i zasypiam. śnią mi się różne zwierzęta: wąski wąż - chyba żmija jadowita,
kurczaki, jakiś dziwny ptak unoszący się nad kurami i kurczakami w powietrzu. Jestem zmęczona, ale mimo to działam i załatwiam co się da w internecie. Internet to o tyle dobra sprawa, że nie wychodząc z domu, a nawet z łóżka i ledwo widząc na oczy ze zmęczenia - mimo to można wiele załatwić. Więc załatwiam. 

niedziela, 19 kwietnia 2009

Chłodny wieczór

Do późna sadziłam drzewka w ogrodzie. Posadziłam kilkanaście szarych renet i trzy ligole oraz dwie podarowane czereśnie. Wieczór chłodny dość. Przeziębiłam się. Kilka godzin wcześniej walczyłam z Bernadettą by ją wydoić. Strasznie się stawia. Za to Hiacynta grzeczna jak aniołek. Kur dziś nie wypuszczałam, coby mi rabaty nie rozgrzebały.
 

Jak ten czas leci

Kurczę. Dopiero co była 7.00 - a tu już południe! Trochę poczytałam, coś niecoś poprzeglądałam i opracowałam, coś wysłałam - i już południe! Oto przyczyna dlaczego tak mnie ssie. Trzeba wstawać i jajecznicę zdziałać.
A potem myk na pole :)

sobota, 18 kwietnia 2009

Wiosenne porządki i prace ogrodowe

Krowy niecierpliwie czekają na udój, ale ja muszę odpocząć, bo się dzisiaj napracowałam.

Najpierw przygotowałam sobie kilka dołów pod drzewka. Potem przesadziłam żonkile z miedzy pod dom, bo wyszły już i niedługo zakwitną. Skopałam rabatę pod wiekowymi gruszami pod domem i posadziłam przywiezione taczką z drugiego końca ziemi żonkile. Tam rosły na miedzy fajnie – ziemia tam bardzo żyzna. Rozrosły się i rozmnożyły. Teraz nimi zapełniłam prawie całą rabatę. Grusze zabezpieczyłam siatką przed kozami, bo je strasznie w zeszłym roku poogryzały. Na szczęście te zniszczenia nie zabiły drzew – wypuściły pąki i niebawem zakwitną. Całą rabatę i tak planuję ogrodzić siatką by kury nie rozgrzebały rabaty i kozy by nie zdeptały kwiatów. Na razie nie mam tej siatki – czekam, aż znajomy dowiezie w przyszłym tygodniu. Z chęcią ogrodziłabym już, bo boję się że zwierzęta, zwłaszcza kury zniszczą mi ledwo co posadzone kwiaty. Rośliny porządnie podlałam aby się łatwiej przyjęły.

Rano chłopcy przysłani przez znajomego przywieźli kilka drzewek rodzimych wiśni i czereśni. Nieco pokręcone, ale z dwie ładne sadzonki też dało się wybrać. Te posadzę w ogrodzie, a te pokręcone – gdzieś na miedzy może. Chociaż może jeśli nad nimi popracuję i je spróbuję uformować jakoś sensownie to też mogą wyglądać pięknie. Teraz zastanawiam się gdzie te czereśnie i wiśnie posadzić. Czereśnie bardzo mocno się rozrastają – to rozłożyste drzewa. Kwitną na bladoróżowo. Widok dorosłej, dojrzałej czereśni, to piękny widok. Jutro zdecyduję gdzie je posadzić, by wyeksponować ich naturalne piękno.

W moim nowopowstającym ogrodzie zakwitają raz po raz nowe gatunki kwiatów. Jedne przekwitają – drugie zakwitają, a trzecie się rozwijają. Na razie jest ich niewiele – ale będzie za rok więcej. To byliny wieloletnie. Rozrosną się i będzie coraz piękniej. Drzewka posadzone na jesieni wyglądają na wymarznięte. Jak nie puszczą pąków do połowy maja – to je chyba wymienię na inne sadzonki. Agresty przetrwały i zielenieją. Puściły listki.
Przestawiłam część ogrodzenia ograniczając koniom wybieg. Na tej części, którą od koni odgrodziłam są drzewa do zabezpieczenia przed kozami. Wystarczy że nałożę siatkę i kozy niekoniecznie będą tę siatkę szarpać, a konie – zwłaszcza Hannibal – na pewno będzie. Upodobał sobie tę zieloną siatkę do szarpania i podrzucania.

Na jedno z drzew już siatkę nałożyłam i koniś natychmiast się nią zainteresował. Więc nie było wyjścia – szybko musiałam przestawić z 200 metrów ogrodzenia. Przy okazji przestawiania okazało się, że trzeba było naprostować szpilki od tyczek, bo się powyginały i tyczki krzywo przez to stały.

Rano też zmieniłam kurczaczkom wodę i dałam im jeść w pomysłowym pojemniku.
Załączyłam pranie i coś sobie zrobiłam do jedzenia na prędce.
No i tak zszedł cały dzień. Teraz już zmierzcha. Jam ci jest padnięta i chce mi się spać, ale krowy czekają.
Trzeba doić.

Kundel sołtysowej

Od kilku dni znów rudy kundel sołtysowej przyłazi na moje rancho. Oszczekuje moje kozy i na mnie szczeka. Zrobił się bezczelny - wchodzi nawet na ganek do mojej suki.
Co za tępa, upierdliwa baba - tyle razy jej mówiłam żeby nie puszczała swoich kundli na moją ziemię. Nic nie dociera do tej ciemniary :(((

piątek, 17 kwietnia 2009

Hiacynta zainseminowana!

Krowa Hiacynta zainseminowana simentalem o brzęczącym imieniu Grosz. Oby skutecznie :)
Za miesiąc będzie wiadomo, czy skutecznie, chociaż niekiedy i zainseminowane krowy jeszcze bydłują.
Byłoby dobrze, aby zaskoczyła za pierwszym razem. Teraz z kolei Bernadettę muszę mieć na oku bo i ona do krycia. Pomrukiwała dzisiaj, a wczoraj intensywniej z tendencją do wychodzenia z ogrodzenia.

Po południu był Lech i jego pracownik wyregulował mi jedno niedomykające się okno. W tym czasie lub wcześniej, gdy był listonosz - krowy wyszły z gospodarstwa, bo któryś bramy nie zamknął za sobą. Pomaszerowały 2km na wioskę. Gdy Lech z żoną odjechali - zorientowałam się, że bydła nie ma. Po śladach odciśniętych w glebie znalazłam krowy.Zabrałam je z niemałym trudem do domu.

Listonosz gdy był zostawił suchy chleb dla psów. To miło z jego strony. Psy nażarte aż pękate. Dostały dziś ugotowany ryż, mleko, chleb - do syta. Saba zrobiła się wielka jak baryła i mocarna w pysku wielce. Mało mi ręki nie użarła, gdy ją przytrzymywałam aby nie pogryzła pracownika Lecha, gdy wchodził do domu okno wyregulować. Kury też wypasione - hasają po terenie całego siedliska, a nawet zapuszczają się nad rzeczkę. Koguty pieją donośnie pięknie. Niekiedy ich pienia rosną ogromnie podwajane echem, gdy ich pienie po wodzie niesie. Kurczaki rosną - wczoraj je wyniosłam z łazienki do kurnika, bo zaczęły się rozłazić po domu. Tam mają więcej miejsca. Oddzieliłam je od dorosłych kur gęstą siatką. Kogut się kurczakom przygląda bacznie i widać przymierza się do kogutowania przyszłym kurkom.

Tego samego typu gęsta siatka odgradzająca kurczaki będzie mi też potrzebna do zabezpieczenia co cenniejszych drzew przed kozami, bo obgryzają mi drzewa pasjami.
Np. kasztanowców i czeremchy mi szkoda, bo ładnie kwitną.

Saba jakoś chyba oswoiła się z widokiem kur i chyba już ich nie zagryza. Z dwa razy urwała się z uwiązu, ale nie skorzystała z okazji by zagryźć kurę. Piór nie zauważyłam.Może przypadek. Może miały tylko szczęście. A może zrozumiała, że nie wolno kury ruszyć? Kury stały się nieostrożne. Moja piękna kurka śnieżnopiórka weszła na ganek i zrobiła sobie gniazdo na jego środku tuż pod bokiem Saby. Bardzo ryzykowała moim zdaniem, ale może faktycznie suka pojęła, że kur ruszać nie wolno?

Miałam dzisiaj zakładać ogród, ale przez szukanie i sprowadzanie tych krów zeszło mi kilka godzin.
Nabiegałam się za krowami po polach i drodze niemało. Nogi mnie bolą aż pulsują. Spać!

środa, 15 kwietnia 2009

Biznes plan dla gospodarstwa agroturystycznego

... gotowy - ma 34 strony już i dalej rośnie, bo go przerabiam i
rozbudowuję - chyba wpadłam w trans pisania biznes planów. Nie wiem czy z
tym zdążę na czas - najwyżej się narobię na darmo, ale za to na następny raz
to już będę gotowa na 100 procent. Poza tym - może go wykorzystam gdzie
indziej?
Tak czy inaczej taka umięjętność i wiedza jaką sobie właśnie odświeżam, na
pewno mi się jeszcze przyda.

Indianka

Drzewka są...

... ale to nie koniec inwestycji - teraz trzeba je posadzić i to w tempie zanim uschną!

niedziela, 12 kwietnia 2009

Pozdrawiam świątecznie...

ni... Przyjaciół, którzy o mnie pamiętają w te święta: Magdę i Szymona z Województwa Zachodniopomorskiego, Andrzeja z Brwinowa, Tomka z Warszawy, Blankę z Poznania oraz moją rodzinę ze Szczecina :) Dzięki za pamięć - to bardzo miło z Waszej strony, że o mnie myślicie :)). Udanych świąt Wielkanocnych :) Ja mam samotne, ale za to mam świeże jaja od własnych, zaprzyjaźnionych kur i mam też niemal 3 tuziny żywych i dokazujących kurczaczków :) Idzie wiosna i robi się coraz przyjemniej :)).

Serdecznie pozdrawiam,
Izabella

sobota, 11 kwietnia 2009

Praktyki zawodowe na rancho

Chcesz zdobyć cenne umiejętności i doświadczenie, aby zwiększyć swoją wartość rynkową i stać się cennym pracownikiem dla przyszłych pracodawców? - Na mym rancho masz możliwość nabycia poniższych umiejętności:

Wykaz umiejętności ogrodniczych/rolniczych/hodowlanych:
  • Sadzenie drzewek
  • Nawożenie sadu obornikiem
  • cięcie drzew piłą spalinową
  • obsługa motopompy wodnej do nawadniania sadu
  • obsługa ręcznej wiertnicy glebowej do nasadzeń i ogrodzenia
  • przycinanie racic u bydła
  • struganie kopyt u koni
  • dojenie krów
  • dojenie kóz
  • robienie zastrzyków zwierzętom
  • kolczykowanie
  • uprawa ziemi koniem
  • powożenie bryczką
  • trening koni
  • nauka jazdy konnej
Wykaz umiejętności budowlanych i wykończeniowych:

  • bielenie obór
  • kopanie rowów
  • brukowanie
  • wylewka betonowa
  • tynkowanie wapienno-cementowe
  • narzucanie tynku typu baranek
  • nawiercanie otworów w ścianach
  • proste podłączenia elektryczne typu gniazdko, włącznik, kinkiet
  • hydraulika
  • kafelkowanie
  • fugowanie
  • kładzenie paneli
  • murowanie
  • budowa szalunków
Inne

  • wyrób nabiału
  • wyrób konfitur
  • rozbiór mięsa
  • wędzenie
  • wyrób kiełbas
W ramach praktyk zawodowych na rancho oferuję: możliwość szkolenia z powyższych umiejętności (ilość i rodzaj poszczególnych umiejętności zależna od długości odbywania praktyki), darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, na koniec szkolenia - świadectwo ukończenia szkolenia z wyszczególnionymi opanowanymi umiejętnościami i ich ocena.
Świadectwo wystawię w języku polskim i na życzenie w j. angielskim. Będzie ono bardzo pomocne przy znalezieniu płatnej pracy w kraju i za granicą. Zainteresowanych serdecznie zapraszam do składania aplikacji drogą emailową: RanchoRomantica@vp.pl
Nabyte na rancho umiejętności będą przydatne zwłaszcza w małych gospodarstwach rolnych i agroturystycznych, w ogrodnictwie, sadownictwie, hodowli. Zapraszam studentów zwłaszcza kierunków pokrewnych z rolnictwem i weterynarią. Na mym rancho znajdziecie wielką różnorodność zwierząt i roślin oraz bliski kontakt z naturą.

Pozdrawiam,
Indianka

Atak na glebę

Zastanawiam się jak tutaj sobie zaplanować dzień sensownie, by jak najwięcej zdziałać. Drzewka czekają, ale ogródek warzywny też by wypadało obsiać własnym ekologicznym warzywem.
 
Zacznę od pożywnego śniadania, cobym miała siłę pracować fizycznie. Za jakąś godzinę upiecze się chleb. Ręce aż mnie świerzbią by wgryźć się świderkiem w ziemię. Kupiłam też fajne szerokie grabie do wygrabienia działki pod warzywa. Tylko nie rozumiem czemu mnie tak mięsnie rąk i karku bolą. Co prawda wczoraj wędrowałam z nieco ciążącą torbą. Pewnie to ona mnie tak usztywniła teraz. Muszę jakoś się pozbyć tej drętwoty. Nie rozumię, czemum taka jestem senna i ogólnie zmęczona. Te wędrówki chyba mnie tak wykańczają. Muszę sobie samochód kupić. Muszę oszczędzać moje wątłe siły.
 
Pojemniki domowe mam pełne ziemi - czas posiać nasiona pomidorów! Przez najbliższe 3 dni albo i lepiej nigdzie się nie ruszam. Działam na ranczo. Ograniczę też net. Tylko wieczorkiem poszukam sobie jeszcze pompy odpowiedniej do nawadniania sadu.
 
Well - do dziełła, Izabella!

piątek, 10 kwietnia 2009

Świderek

Od dziś jestem szczęśliwą posiadaczką świderka - nawet pozwolono mi zryć trawnik przed sklepem celem jego wypróbowania. Jutro sadzę drzewka w te doły co mam już wykopane, a gdy mi się one skończą - zaatakuję ziemię wiertnicą glebową. Bardzom ciekawa jak się ów wynalazek sprawdzi na mych włościach. Chyba nie wytrzymam z ciekawości i jutro nawiercę otwór próbny, a nawet kilka :) Chyba Miecio już nie będzie mi tutaj potrzebny do pomocy :)))).
Niech żyje drobna mechanizacja ogrodnictwa i wynikająca z niej niezależność od niepewnych pseudopomocników :) NIECH ŻYJE! :)))

czwartek, 9 kwietnia 2009

Czas sadzenia

Ledwo 2 tygodnie temu była jeszcze zima. Śniegu napadało aż grubo. Teraz
jest tak ciepło, że w samym podkoszulku po gospodarstwie chodzę i z gołymi
nogami. Multum roboty czeka na mnie. Drzewka z niecierpliwością tuptają
korzonkami by je posadzić.Część puszcza pąki, część wygląda na uśpioną,
część na uschnietą. Trzeba szybko sadzić.

Nie ma co liczyć na Mietka - słyszałam, że od 3 dni chleje we wsi i wcale mu
się nie śpieszy by przyjść do pomocy.
Nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło - zaoszczędzę pieniądze jeśli on
nie przyjdzie. Dzisiaj zabieram się do sadzenia. Zobaczę, jak mi to wyjdzie.
Może dam radę sama wszystko posadzić. Najwyżej zajmie mi to dużo czasu.

Trzeba paczkę z nabiałem dziś uszykować też. Krowy i kozy wydoić. Wygrabić
siano z poddaszy i dać zwierzętom. Podsypać im owsa. Kury zaczęły nieść
jaja. Na razie niewiele tych jaj, ale już na święconkę kilka mam :)

Wczoraj duży kogut pognał małego kogucika po podwórku tak, że liliputek ze
strachu aż nie wrócił do kurnika na noc. Dzisiaj rano słyszałam jego pianie
tak blisko, że myślałam, że jednak wszedł do kurnika. Tymczasem sprytny
kogucik wskoczył, a raczej wefrunął na parapet okiennka kuchennego i z tej
pozycji tak sobie fajnie piał.

Ciekawe gdzie kureczka liliputka, bo i ona na noc nie wróciła do kurnika.
Mam nadzieję, że nie została upolowana przez kunę, jastrzębia lub inne
ptaszydło.

Muszę siatkę kupić dla kur i ogrodzić im wybieg. Działkę pod warzywa
wygrabić i obsiać warzywami. Nie wiem czy się wyrobię z tymi wszystkimi
pracami. Mam za dużo zadań do sprostania teraz. Najpilniejsze są drzewka.
Szkoda, że nie mam nikogo do pomocy, ale z drugiej strony to MÓJ OGRÓD i
MOJA SATYSFAKCJA i PRZYJEMNOŚĆ z jego zakładania. Tyle, że tak strasznie
dużo do zrobienia, a ja jestem sama jedna i niezmechanizowana i boję się, że
zmarnują się mi te drzewka, tym bardziej, że sucho jest. Sucha wiosna. Będę
musiała się wiader wody natargać całe mnóstwo. Szczęście, że do wody blisko.

Samo się nie zrobi. Trzeba sadzić. Najgorzej się zabrać do tego. Potem
pójdzie z górki. Na pierwszy rzut pójdą ligole. Ich sadzonki już puszczają
pąki, więc przetrwały zimę mimo potężnego mrozu.
No, ale były głęboko zadołowane. Tak głęboko, że teraz ich nie mogę
wyciągnąć ;))) Wczoraj 2 godziny grzebałam rękami w ziemi próbując je
wyciągnąć. Nadaremno. Dzisiaj im nie odpuszczę. Muszę dzisiaj posadzić choć
kilka sztuk. W sumie mam wykopanych z kilkadziesiąt dołów. Na początek
starczy. Ale i tak trzeba będzie zaprawić je obornikiem, bo strasznie jałowa
ziemia w tym sadku - sam piach i żwir. Część zaprawiłam na jesieni. Dodałam
też darń. Te doły zagospodaruję w pierwszej kolejności.

W sadku kwiatki zakwitły. To jakieś cebulice - chyba szafirki, które
posadziłam na jesieni. Od razu w sadku milej. Ciekawe czy pozostałe cebule
przetrwały. Mam grządkę naszykowaną na sadzenie ałyczy, ale chyba wsieję w
nią nasiona śliwy węgierki i nasiona róży marszczonej (rosa rubinosa).
Na pewno część drzewek uschnie lub wymarznie, więc trzeba będzie je
wymieniać i wtedy posadzę własnoręcznie wyhodowane węgierki. Tato nasiona
przysłał w zeszłym roku i pół roku chłodziły się w lodówce coby ulec
stratyfikacji. Nie pamiętam, czy jest im skaryfikacja potrzebna, ale chyba
nie, bo tato sadził normalnie w glebę i wyrosły same z siebie koło domu
(szkoda, że mnie nie uprzedził gdzie je posadził, bo bym je w porę
zabezpieczyła przed kozami, a tak kozy wszystkie drzewka zjadły
doszczętnie).

Jabłoń LIGOL - opis
Owoc: Duży do bardzo duży, kulistostożkowaty, żebrowany przy kielichu, od
nasłonecznionej strony pokryty ciemnokarminowym rumieńcem.
Miąższ: Smaczny, kremowy, soczysty, aromatyczny, słodko-kwaskowaty.
Drzewo: Odporność na mróz: wysoka
Plenność: bardzo duża
Idealnie owocuje w pobliżu odmian: Elise, Gala Must, Gloster, Golden
Delicious Reinders, Idared, Jester, Lobo, Pinova, Rubin, Szampion.
Dojrzewanie owoców: przełom września i października.
Ogólnie: Polska odmiana deserowa, wcześnie i obficie owocująca,
charakteryzująca się bardzo dobrą jakością owoców.
Miejsce wyhodowania: Polska
Pochodzenie: Linda x Golden Delicious
Wzrost: średni, korona o mocnej konstrukcji, średnio zagęszczona, konary
lekko zwisające, tworzą szerokie kąty z przewodnikiem, nadaje się do
formowania koron wrzecionowych.
Zapylacze: Delbard Jubile, EliseR, Elstar, Enterprise, Gala, Gloster,
GoldRush, Golden Delicious, Idared, Jester, Lobo, LodelR, PilotR, PinovaR,
Rubin, Szampion, Witos.
Odmiany zapylane: Alwa, Early Freegold, Idared, LodelR, Paulared.
Owoce: duży lub bardzo duży, kulistostożkowaty, z wyraźnym żebrowaniem przy
kielichu, skórka gładka i błyszcząca, a od strony nasłonecznionej całkowicie
pokryta rozmytym, czerwonokarminowym rumieńcem.
Dojrzałość zbiorcza: wrzesień/październik.
Przechowywanie: chłodnia: 5 - 6 miesiące; chłodnia KA: 6 - 7 miesięcy.
Wytrzymałość na mróz: średnia/duża
Podatność na choroby: parch -mała/średnia; mączniak - mała/średnia; zaraza
ogniowa - duża; inne: choroby kory i drewna - mała; gorzka plamistość
podskórna - duża; gorzka zgnilizna jabłek - duża.

No to do dzieła. Najpierw pożywne śniadanie i nastawię pranie - bo ciuchów
czystych na zmianę mi brakuje.
Pożywne śniadanko musi być, bym miała siłę pracować fizycznie w mym
ukochanym sadku. Chyba sobie upitraszę jajecznicę na boczku i z cebulką.
Uwielbiam taki skład jajecznicy.
Jeszcze pomidorki by się przydały. A propos - powinnam posiać nasiona
pomidorów w domu. Jejkuś - ile zadań przede mną. Całe multum i ciągle coś
się domaga uwagi mojej!
O! I chleb muszę upiec, bo się skończył!

Well, do dzieła, Izabella!

środa, 8 kwietnia 2009

Pomoc na gospodarstwie potrzebna od ZARAZ

Dałam ogłoszenie i czekam kto się zgłosi. Mam wzmożoną ilość pracy i sama nie wyrabiam.
Pilnie potrzebuję pomocy od ZARAZ.

Potrzebuję do pomocy osoby uczciwej, sumiennej i lojalnej. W zamian oferuję zakwaterowanie w pokoju gościnnym z łazienką (wc, umywalka, brodzik - wodę do łazienki bierze się z kuchni obok) całodzienne wyżywienie oraz szkolenie w pracach gospodarskich.


niedziela, 5 kwietnia 2009

Wysoko latają, daleko chodzą

Dowiedziałam się, czy też upewniłam w pogłoskach, które już wcześniej do mnie docierały, że zielononóżki to dość kłopotliwe kurki. Rozłażą się obszernie, wysoko latają. Będzie trudno je upilnować, aby mi ich jastrzębie i lisy nie wyłapały. Potrzebna długa, wysoka siatka - być może też i sieć nad ich wybiegiem, coby nie wyfruwały mi z ogrodzenia i coby jastrzębie ich nie mordowały z powietrza.
 
Przy okazji dowiedziałam się, że zielonóżek nie można trzymać w zamknięciu, tak, jak inne kury. Muszą chodzić po obszernym wybiegu. Trzeba będzie im stworzyć odpowiednie warunki, a to będzie kosztowało.
 
Za to ich jaja są bardzo zdrowe. Zawierają o połowę cholesterolu mniej niż jaja innych niosek.
 
Tymczasem moje kurczaczki rosną sobie na razie w dużym kartonie. Faktycznie, mają tendencję do wysokiego fruwania.
Są bardzo bystre. Zauważam wyraźną różnicę w ich zachowaniu, a w zachowaniu kurcząt towarowych niosek.
 
 

Miłe zdarzenie

Mężczyzna, który kupił ode mnie byczki - chciał kopię naszej umowy i przy okazji zrobił mi miłą niespodziankę i zawiózł mnie na zakupy do Olecka. Nakupiłam całe dwa kosze artykułów spożywczych. Pomógł mi je załadować, odwiózl mnie z zakupami do domu i pomógł produkty rozładować. Będę miała zapas artykułów na jakiś dłuższy czas. Bardzo mi miło, że bezinteresownie zatroszczył się o mnie ktoś zupełnie mi obcy i tak nieoczekiwanie. Byłam wręcz zdumiona, że są osoby, które stać na takie ludzkie odruchy. Fajnie, że są tacy ludzie.

sobota, 4 kwietnia 2009

Ostatni tydzień - czwartek

W czwartek sprzedałam byczki i kupiłam pół tony zboża - kury mają co jeść :)) Pozostałe zwierzaki takoż.

Ostatni tydzień - środa

W środę byli interesanci. Zrobiliśmy pomiary.

Ostatni tydzień - wtorek

We wtorek kupiłam ogromną belę siana - ledwo weszła na busa. Potem byłam w Ełku. Wróciłam na rowerze - 50 km :)))

Wiosenne zmęczenie?

Jakoś jestem bardzo zmęczona i obolała. Wczoraj zrobiłam obrządek zwierzyny - nakarmiłam wszystko co żyje, wydoiłam kozy i jedną krowę, bo druga mi się nie dała, a ja nie miałam siły z nią walczyć. Dzisiaj koniecznie muszę ją zdoić, ale bez poskromu się nie obejdzie. Krowy tęsknią za byczkami.
 
Wczoraj też wyzbierałam wyłażące z ziemi za oborą po przedostatnich właścicielach gospodarstwa śmieci.
Konie kopytami zmieliły tam głęboko glebę i śmieci wydostały się na wierzch. Stare sznurki, jakieś szmaty itp.
Tam mam zamiar posiać warzywa, bo tam dobra gleba z dużą zawartością przerobionego obornika.
Dzisiaj wygrabię ten kawałek i przygotuje pod siew. Trzeba będzie ten paseczek zagrodzić przed zwierzyną.
 
Krowy uwiązałam nieopodal tego miejsca by zryły mi kopytami kolejny paseczek. Dostały po wiązce siana i tam jadły i kręciły się mierzwiąc kopytami glebę.
 
Przede mną sterty papierów do przerobienia. Muszę się za nie wziąć wreszcie. Kurczę, za dużo pracy na jedną osobę - sadzenie drzewek, obrządek zwierzyny, papierzyska do opracowania, remont do zrobienia.
Nie wiem czy dam radę. Będzie trudno o ile to w ogóle możliwe. Zrobię to co niezbędne. Ale wszystko jest niezbędne. Z czegoś trzeba zrezygnować albo rozłożyć w czasie, bo nie dam rady. Rozłożyć w czasie!
 

środa, 1 kwietnia 2009

Totally exhausted

Nadmiar zadań do realizacji sprawia, że jestem wyczerpana i muszę odpocząć, zregenerować siły i przemyśleć wiele rzeczy. Nie mam siły ni czasu na pisanie bloga, choć się sporo dzieje i jest o czym pisać. Za jakiś czas tu wpadnę. See you soon after the busy time.